Książkirecenzja książka

Migot. Z krańca Grenlandii. Ilona Wiśniewska – recenzja

Ilona Wiśniewska dała się poznać jako osobo zrodzona do opisywania miejsc odległych. W swoim najnowszym reportażu pt. Migot. Z krańca Grenlandii bierze na tapetę dwa wysunięte najbardziej na północ miasteczka Grenlandii – Qaanaaq i Siorapaluk.

Życie w krainie wiecznych mrozów nie należy do najprostszych. Nie ma tam kanalizacji, szpitala czy uniwersytetów. Zdolna młodzież musi wyjechać w inne rejony Danii, by tam zdobywać nowe umiejętności i ciekawą pracę. Z tego powodu społeczność lokalna coraz bardziej się kurczy. Dziś jest to już tylko kilkudziesięciu mieszkańców, którzy doskonale rozumieją swoje trudne położenie, ale nie wyobrażają sobie życia gdzie indziej. I to nawet wtedy, gdy obce miejsca znają z autopsji. Są tu przecież obywatele znający Danię czy Japonię.

Jak właściwie wygląda codzienność w Qaanaaq i Siorapaluk? Jest do bólu wręcz powtarzalna. Brak stałego źródła dochodu sprawia, że mężczyźni muszą imać się zajęć sezonowych (np. połowów halibutów). Poza tym polują na morsy, foki czy niedźwiedzie, dzięki czemu są w stanie wykarmić swoje rodziny i psy, które pozwalają im wyruszać w dalsze podróże. W tym samym czasie kobiety szyją ze zdobytych skór odzież, gotują lub zajmują się dziećmi. Gdy mróz staje się trudny do zniesienia wszyscy zamykają się w domach, gdzie mają dostęp do elektryczności, telewizji i facebooka.

Nakreślony obraz jest oczywiście spłycony. Ilona Wiśniewska odwiedza wiele osób, a każda z nich ma swój własny, indywidualny charakter i potrzeby. Jedni życzą sobie dodatkowych opłat za przeprowadzony wywiad (wszak ich życie jest unikatowe i po co mieliby się nim dzielić za darmo?), inni goszczą autorkę i opowiadają o swoich marzeniach czy nigdy niespełnionych ambicjach. Z krótkich, migotliwych opowieści dowiadujemy się między innymi o szczegółach technicznych oprawiania skór, o tym, że kakao może pełnić rolę suchego szamponu, lub o tym, dlaczego bicie psów jest konieczne.

W pewnym momencie czytamy, że „Szczęśliwy jesteś wtedy, gdy psy idą równo w zaprzęgu. Nieszczęśliwy – kiedy psy ci uciekły”. Takie właśnie jest to życie. Proste i pełne trosk. Ale też małych radości, jak chociażby wtedy, gdy po raz pierwszy upolujesz niedźwiedzia, dostaniesz nowe nanut (szorty do narodowego stroju kobiet) zrobione ze skóry lisa, albo rdzenna Grenlandka zajdzie daleko w telewizyjnym show.

Wiśniewska słucha też narzekania na decyzje władz, które zabraniają mieszkańcom polowania zgodnie z ich potrzebami. Sama doświadcza problemów z transportem, który na co dzień jest jedyną szansą na udzielenie pomocy medycznej. Odwołuje się też do historii, w tym przymusowego przesiedlenia czy skażenia przyrody przez amerykańskie narzędzia militarne. Podchodzi do tematu bardzo szeroko, ale co ważne, potrafi znaleźć właściwy balans między nauką, a człowiekiem.

Migot. Z krańca Grenlandii to przede wszystkim opowieść o ludziach. Dopiero w dalszej kolejności o niezwykłej przestrzeni. Wiśniewska nie boi się trudnych tematów przemocy seksualnej czy samobójstw wśród nastolatków. Jednocześnie nie stygmatyzuje ich, nie stara się moralizować. Pokazuje rzeczywistość taką, jaką ona jest. Razem z bohaterami kosztuje gotowanych żeberek morsa z musztardą, płaci 5 koron za prysznic w budynku gminy i podgląda młode foki wyjęte z wnętrzności zabitej matki. Stara się zrozumieć ludzi, którzy są dumni ze swojego pochodzenia, dobrze rozumieją jakie efekty przyniosą niebawem zmiany klimatu, potrafią też sobie radzić w każdych warunkach. Jednocześnie autorka w żadnym momencie nie wysuwa się na pierwszy plan. Zna swoje miejsce i dobrze realizuje zadanie reportera. Myślę, że sporo możemy się z tej książki nauczyć. I nie mówię tu tylko o ciekawostkach czy pokorze względem natury, ale także umiarze. Bo czasami bieda i druga osoba jest najlepszym, co może się człowiekowi przytrafić.

 

Za materiał do recenzji dziękujemy Wydawnictwu Czarne

 

 

 

 

CHCESZ WIĘCEJ RECENZJI NAJNOWSZYCH KSIĄŻEK? POLUB TĘ STRONĘ:

 

 
 

Paweł Biegajski

Nałogowy kinomaniak i książkocholik. Plotka głosi, że przeczytał „Rozmowę w Katedrze" i „Braci Karamazow" w przedszkolu i to w oryginale. Nieuleczalny miłośnik poetyki kina Lava Diaza, społecznych obrazów Yasujiro Ozu i dyskretnego uroku Bunuela. Twórca bloga Melancholia Codzienności.