Film dla fanów inteligentnych dramatów – Gagarine – recenzja

Tym filmem zachwycili się krytycy „Variety”, „Indie Wire” i „Screen Daily”, nazywając go cudownym debiutem o wyjątkowej energii i sercu. Chyba jestem zbyt prostym człowiekiem, żeby zrozumieć zachwyty nad tym seansem. Ale o co w tym wszystkim chodzi? Postaram się wam pokrótce opowiedzieć.

Za reżyserię oraz scenariusz Gagarine odpowiada Fanny Liatard . Debiutowała ona filmem krótkometrażowym pod tytułem Niebieski Pies. Gagarine jest więc jej pierwszym pełnoprawnym długometrażowym filmem. Film uzyskał ocenę 100 procent na Rotten Tomatos, co jest nie małym sukcesem.

Chłopiec, budynek i nadciągający wielki wybuch: z tych elementów francuscy reżyserzy Fanny Liatard i Jérémy Trouilh tworzą fabułę swojej produkcji. Akcja filmu toczy się wokół prawdziwego wydarzenia — wyburzenia ogromnego Cité Gagarine, osiedla mieszkaniowego na 370 mieszkań w Ivry-sur-Seine na przedmieściach Paryża w sierpniu 2019 r. Głównym bohaterem jest Youri (debiutyjący Alséni Bathily). 16-letni czarnoskóry dzieciak o nieśmiałym uśmiechu i talentu do inżynierii, całe życie mieszkał w Gagarine. Z jednej strony jest nastolatkiem porzuconym przez matkę, który radzi sobie w obskurnym mieszkaniu z drugiej jest tak integralną częścią zgranej społeczności Gagarine – jakby budynek był jego ojcem. Na początku Youri jest niewzruszony, wierzy, że „jeśli wszystko będzie bezpieczne nie mogą tego zburzyć” i niestrudzenie pracuje ze swoim najlepszym przyjacielem Houssamem (Jamil McCraven z Nocturamy), aby naprawić wadliwe okablowanie i wymienić nieefektywne oprawy oświetleniowe. W poszukiwaniu zapasów łączą siły z Dianą (Lyna Khoudri, którą wkrótce zobaczymy w filmie Wesa Andersona The French Dispatch), ładną, mechanicznie uzdolniona romską dziewczyną.

Ale nawet nieograniczona, pomysłowa energia Youri nie jest w stanie sprawić, by podziurawiony azbestem, zakurzony, osiadający budynek był bezpieczny do zamieszkania. Tym bardziej że większość jego mieszkańców chętnie zmieni miejsce zamieszkania. Youri wpada kończy samotnie w budynku, przerabiając swoje mieszkanie na wzór kapsuły kosmicznej, wraz z kwitnącym wewnętrznym ogrodem oświetlonym promieniami UV, w którym swoje słynne ziemniaki mógłby uprawiać Matt Damon grający Marsjanina.

Tak po krotce wygląda fabuła filmu. Ja rozumiem, że to seans o nadziei i walce o marzenia. Porusza ważne kwestie, takie jak warunki życia imigrantów na przedmieściach. Całość jest mocno psychodeliczna a jednocześnie świetnie współgra z mocnym sentymentem za latami 60-tymi ( których ujęcia uda nam się w filmie zobaczyć). Ale …. No właśnie jest jedno ale – ten film jest potwornie nudny.

Podsumowując Gagarine to seans dla widza ambitnego, który lubi intelektualne wyzwania. Taka osoba na pewno będzie zachwycać się tym seansem. Jeżeli jesteś fanem MCU lub Rambo odpuść sobie seans. Sam osobiście toczyłem na tym filmie dość nierówną walkę z zamykającymi się powiekami. Na koniec jedna bardzo ważna sprawa – po raz pierwszy w historii moich tekstów nie umieszczę oceny końcowej. Ciężko mi oceniać mi film, który przerósł mnie swoją wysublimowaną i inteligentną rozrywką – zostawiam to fanom gatunku. Ja w tym czasie zacieram ręce w oczekiwaniu na premierę W lesie dziś nie zaśnie nikt 2.

Za materiał do recenzji dziękujemy dystrybutorowi BEST FILM:
 
 
 

 

ZOBACZ INNE

recenzja filmu

 
CHCESZ WIĘCEJ RECENZJI NAJNOWSZYCH FILMÓW? POLUB TĘ STRONĘ:
 
 
 

Ulwar Recenzent
follow me