Powitanie rady nadzorczej. Peter Handke – książka laureata Literackiego Nobla

Decyzja o wydaniu Powitania rady nadzorczej może wydawać się dziwnym posunięciem. Po ubiegłorocznym Noblu dla Petera Handkego duża część „oczytanej” społeczności w Polsce, czekała na jego kolejne książki. Dostępne wcześniej na rynku, sygnowane przez Czytelnika i Atut, pojedyncze tytuły, były słabo dostępne. Ich cena szybko poszła w górę, w bibliotekach porobiły się kolejki, a małe formaty i pożółkłe kartki są dla współczesnego odbiorcy, przyzwyczajonego do pięknych okładek, mało atrakcyjne. Tym samym Eperons-Ostrogi miał i nadal ma otwartą drogę do sukcesu. Wiadomo już, że w tym niewielkim wydawnictwie doczekamy się co najmniej kilku książek autora, które wzięte razem, pozwolą przeciętnemu Polakowi zrozumieć, co Komitet Noblowski miał na myśli w swoim uzasadnieniu „za wpływową pracę, która z językową pomysłowością badała peryferie i specyfikę ludzkiego doświadczenia”. Oczekiwania są więc olbrzymie. Tym większe zdziwienie, że na pierwszy rzut poszło właśnie Powitanie rady nadzorczej.

Książka, która stanowi de facto zbiór miniatur, jest przede wszystkim krótka. Pomijając już wstęp Barbary L. Surowskiej, do rąk czytelnika trafia około 70 stron tekstu, drukowanego dużą czcionką i na niewielkim formacie. Pierwsza lektura zajmie około półtorej godziny i to raczej bez specjalnego pośpiechu. Cena 40 złotych oraz ograniczona dystrybucja nie ułatwiają dotarcia do szerszego grona odbiorców. Sprawę popularności komplikuje też fakt, że Powitanie rady nadzorczej nie reprezentuje do końca tego, na co najbardziej czekaliśmy. Nie jest to żadna z pojawiających się w ponoblowskich informacjach prasowych powieść, nie ma tu sławnego dramatu, wystawianego wcześniej na dużej, międzynarodowej scenie, a jedynym wabikiem promocyjnym (poza Noblem) jest odwołanie się do Kafki. Wszystko sprowadza się do tego, że nawet jeśli czytelnik po książkę sięgnie, kolejnej (która zresztą czeka już na wydawniczej półce) prawdopodobnie nie potraktuje priorytetowo. Nie da się ukryć, że Powitanie rady nadzorczej to pozycja głównie dla koneserów, badaczy stylu i zainteresowań samego autora. Wartości czysto fabularnych jest tu stosunkowo niewiele.




Tom zaczyna się od chyba najciekawszego, tytułowego utworu. Na zebranie pewnego Towarzystwa przyszli wszyscy członkowie Rady Nadzorczej. Zamiast jednak wysłuchania raportów czy podjęcia odpowiednich uchwał, słyszą monolog przewodniczącego. Ten stopniowo odsłania przed widownią tajemnicę zastanego dramatu, choć o jego rozmiarach nie wszyscy usłyszą. Część woli skupić swoją uwagę na sprawozdaniu dotyczącym wysokości dywidend. A narrator w dość ironiczny, niecierpliwy sposób informuje między słowami, że jest przeraźliwie zimno, ponieważ dozorca nie mógł wywiązać się ze swoich obowiązków; w następstwie wichury wyleciały okna; potworna zamieć przysypała dach śniegiem, przez co grozi on zawaleniem. Ta opowieść od samego początku zmierza ku nieuchronnej katastrofie, ale tym co przeraża najbardziej jest obraz wpatrzonych w pieniądze ludzi. Handke wyśmiewa tu instytucjonalizm i pokazuje, jak kruchy może on być w starciu z naturą.

Ciekawy zabieg formalny dostrzegamy w dwóch kolejnych utworach zbioru: „Procesie” oraz „Szerszeniach”. Pierwszy dedykowany jest Franzowi Kafce i stanowi swoiste, artystyczne streszczenie słynnego dzieła niemieckojęzycznego pisarza z Pragi. Drugi oparty został na dokładniej tym samym założeniu, tym razem jednak Handke „opowiada” swoją własną książkę, niewydaną jeszcze po polsku Die Hornissen. Ciekawe to doświadczenie, obcować z dobrze znaną książka w tak syntetycznej formie. Czytając ją uzmysłowiłem sobie, jak bardzo absurdalna jest książka Kafki. Zeszłoroczny Noblista zwrócił uwagę na parę ważnych kwestii, które podczas lektury oryginału zostały przeze mnie zbagatelizowane. Choćby dlatego warto ten utwór poznać. Innym, ciekawym zabiegiem jest zastosowany w „Stanie wyjątkowym” sposób pisania operujący językiem prawniczym. Handke cytuje dosłowne sformułowania z oficjalnych dekretów wprowadzających stan wojenny, jednocześnie zestawiając je z kontrastującymi im ustępami, które pierwotne założenia w jakiś sposób podważają. W ten sposób zadaje pytanie o praworządność i respektowanie praw obywatelskich.

Peter Handke w Powitaniu rady nadzorczej to przede wszystkim eksperymentator. Używa oszczędnego, samoświadomego stylu, który odzwierciedla szereg pokrewieństw literackich i filozoficznych, w tym w stosunku do: Kafki, Wittgensteina, Lukacsa, Jakobsona, Sartre czy Robbe-Grilleta. Noblista nieustannie poszukuje nowych porządków dla doświadczenia, nowych interpretacji znaczenia, nowych sposobów rewitalizacji języka. I to na tej płaszczyźnie zebrane w tomie utwory zyskują na jakości. Ich atrakcyjność fabularna jest niewielka, co jeszcze bardziej nakazuje poszukiwać ukrytych znaczeń i podążać za zaproponowaną ścieżką rozwoju formalnego. Ja czuję się więcej niż usatysfakcjonowany lekturą.

Powitanie rady nadzorczej
Twórcy: Peter Handke
Wydawnictwo: Eperons-Ostrogi
Gatunek: opowiadania
Rok wydania: listopad 2020 r.

 

za egzemplarz do recenzji dziękujemy Wydawnictwu Eperons-Ostrogi

CHCESZ WIĘCEJ RECENZJI NAJNOWSZYCH KSIĄŻEK? POLUB TĘ STRONĘ: