Recenzja horroru „Dzień pański” Netflixa

W sam raz na Halloween na platformę Netflix trafił hiszpańskojęzyczny horror Dzień pański. W ogóle mamy do czynienia z wysypem hiszpańskojęzycznych produkcji na platformie, szczególną popularnością, także w Polsce, cieszą się właśnie horrory, thrillery i kryminały. To niewątpliwie ciekawa odskocznia od amerykańskich przebojów, często bowiem europejskie produkcje stawiają na pewną fabularną pomysłowość, względem amerykańskich odpowiedników. Z drugiej strony niestety powtarzają ich najczęstsze bolączki.

Bohaterem filmu jest emerytowany ksiądz, przez wielu uważany za przeklętego, bowiem metody jego działania są bardzo niekonwencjonalne, żeby nie powiedzieć – brutalne. W wyniku jego działań mających na celu egzorcyzm, śmierć poniósł mały chłopiec, a ksiądz trafił do więzienia. Teraz, już na wolności, w samotności mierzy się z własnymi grzechami, grzęznąc w alkoholu. Wkrótce przyjaciel prosi go o pomoc w wypędzeniu demona z jego córki. Ksiądz Menedez upatrując w tym szansę na odkupienie własnych win, postanawia pomóc dziewczynce.

Oczywiście Dzień Pański na poziomie fabularnego tła jest filmem bardzo banalnym, rozgrywa się wprawdzie w kontekście chrześcijańskich zmagań z demonami, a zarazem – jak w 99% podobnych filmów – nie ma z nimi nic wspólnego. To znaczy, że egzorcyzmy przebiegają według widzimisię, nikt nie kontaktuje się kościołem jako instytucją, która zbadałaby sprawę dziewczynki i ewentualnie zezwoliłaby na podjęcie jakichkolwiek działań. Ot, ksiądz Menedez po pijaku zgadza się na udzielenie pomocy, po czym przyjmuje nastolatkę do siebie. A wkrótce – jak łatwo się domyślić – zaczynają się dziać dziwne rzeczy, zwiastowane chociażby odwróconymi krzyżami na ścianach. Czyli mamy już na wstępie do czynienia z festiwalem mniejszych i większych głupotek scenariuszowych, które widz, wbrew rozsądkowi i logice, musi zaakceptować, aby w ogóle zgodzić się na dalsze wydarzenia.

Tym samym nastolatka zostaje zamknięta z księdzem w jego domu, po czym rozpoczyna się nietypowa gra, w której dziewczyna podpuszcza gospodarza, wodząc go na pokuszenie i nie tylko. Niejasna przeszłość Menedeza i jego skłonność do przemocy sprawiają, że przez długi czas twórcom faktycznie udaje się bawić się z widzem, tak że nie wiadomo, czy w rezultacie mamy do czynienia z prawdziwym opętaniem, szaleństwem dziewczyny, czy szaleństwem księdza. A może wszystkie te kwestie się na siebie nachodzą? Czy Menedez to brutalny i pełen przemocy wariat torturujący niewinne dziecko? Czy to ktoś, kto zmyślnie potrafi przejrzeć działania demona? Te pytania, to właściwie największa zaleta tego filmu. Niestety, tej ciekawej subtelności zdecydowanie brakuje już w drugiej połowie produkcji, która drastycznie zyskuje tempo ale traci na jakości. Dalej jest absurdalnie, groteskowo, obrzydliwie – niestety w negatywnym tego słowa znaczeniu.

Oryginalny tytuł filmu wskazuje, że jest to dopiero pierwsza część serii o losach ekscentrycznego księdza Menedeza. Dzień Pański zrobił na mnie dość słabe wrażenie, by kiedykolwiek sięgnąć po kolejną część. To kiepsko zrealizowane i głupawe widowisko. Ale sam pomysł wyjściowy jest ciekawy, przez jakiś czas twórcom udało się umiejętnie poprowadzić grę z widzem, według której odbiorca przez długi czas nie wie, kto właściwie w tym filmie jest szalony a kto opętany. I kto ma rację. To wystarczy na znośną rozrywkę. Druga połowa filmu to jednak mało subtelne i groteskowe kino, pełne naprawdę fatalnych momentów, które nie powinny się w tym filmie znaleźć.




Dzień Pański. Reżyseria: Santiago Alvarado Ilarri; scenariusz: Santiago Alvarado Ilarri, Ramon Salas; obsada: Dolores Herida, Ximena Romo, Juli Fabregas, Hector Illanes; kraj: Meksyk, Hiszpania; rok produkcji: 2020; gatunek: horror.

PRZECZYTAJ TAKŻE RECENZJĘ FILMU PADLINA

CHCESZ WIĘCEJ RECENZJI NAJNOWSZYCH FILMÓW? POLUB TĘ STRONĘ:

 

Filmowy malkontent. W kinie docenia wyrazisty styl. Uwielbia kino Tima Burtona, Guillermo del Toro czy Wesa Andersona.