Recenzja filmu „Ptaki Nocy”

Nie wiem czy w tej chwili ktokolwiek (wliczając w to producentów i włodarzy Warner Bros?) jest w stanie konkretnie określić sytuację, w jakiej znajduje się Kinowe Uniwersum DC. Bo jeśli założyć, że ono nadal istnieje, to Wonder Woman, Aquaman i Harley Quinn spotkali już Batmana granego przez Bena Afflecka, a aktor więcej w rolę Mrocznego Rycerza się nie wcieli, podobnie (chyba?) sprawa wygląda z Jokerem Jareda Leto, zresztą tego drugiego w odrębnym, niewchodzącym w skład uniwersum filmie zagrał przecież Joaquin Phoenix. Tymczasem Quinn dostaje osobny film, w którym ciągle twórcy odwołują się do Legionu Samobójców, a jednocześnie James Gunn realizuje Legion niejako od nowa. Tak, można się w tym wszystkim pogubić. Generalnie – śmietnik, ale może się on okazać punktem wyjścia do czegoś świeżego.




Bo może zamiast budować uniwersum, w którym wszystkie filmy łączą się ze sobą jak w przypadku Marvela, Warner Bros pozwoli sobie i twórcom na większy dystans? Tak jak w komiksach. Owszem, Batman jest Batmanem a Joker Jokerem, ale na przestrzeni dziesiątek lat bohaterowie posiadali różne genezy, żyli w różnych alternatywnych światach i przeżywali najróżniejsze przygody. I tak mogłoby być z tymi filmami, gdzie jedne bardziej byłyby ze sobą powiązane, jak powiedzmy Aquaman i Wonder Woman, a inne zupełnie, jak Joker Phillipsa.

Tak też jest w przypadku Harley Quinn w Ptakach Nocy, które właśnie trafiają w Polsce na VOD. Owszem, to niby ta sama grana przez Margot Robbie postać znana z Legionu Samobójców, a jednak przy tym jeszcze bardziej świrnięta i infantylna w zabawny sposób. Trudno sobie wyobrazić by konwencja popkulturowej zabawy w stylu Deadpoola miała szansę w jakikolwiek sposób połączyć się z mroczną atmosferą uniwersum początkowo kreowanego przez Zacka Snydera. Ale wcale nie musi. To konwencja Ptaków Nocy i niech tak pozostanie. Tu Harley Quinn nieustannie burzy czwartą ścianę, żartuje z Batmana i pogardza swoim dotychczasowym ukochanym – Jokerem.

To, co jeszcze zupełnie wyróżnia Ptaki Nocy, to kategoria R, dotychczas niespotykana w tym budowanym od kilku lat kinowym świecie (za wyjątkiem ostatniego Jokera). Bohaterowie przeklinają ile wlezie, a krew nawet jeśli nie leje się strumieniami, to wcale jej nie brakuje. Są więc Ptaki Nocy nie tylko szalone, ale i brutalne, skierowane do dorosłego widza. Mimo że sama Quinn jawi się tutaj jako niedojrzała nastolatka, dotychczas traktowana nieco jak rozpieszczona dziewczynka dostająca wszystko, czego chce, bo przecież stał za nią sam pan J. Teraz, po rozstaniu, nie tylko trudno poradzić jej sobie w nowej rzeczywistości, ale odkrywa też że w oczach innych bez Jokera nic nie znaczy. To dla niej niepowtarzalna szansa, by odkryć i umocnić własną tożsamość, a przy tym wraz z grupą innych bohaterek udowodnić, że kobiety także potrafią o siebie zadbać.

Ptaki Nocy zgodnie z podtytułem uderzają w feministyczny ton, ale nie ma tu napuszenia charakteryzującego chociażby Kapitan Marvel. Temat – chociaż ważny – jest podporządkowany zabawie i dlatego trafia do widzów znacznie lepiej od poważnie głoszonych morałów. I jeśli samo uniwersum DC radzi sobie znacznie słabiej od Marvela, to niektóre kwestie ogrywa o wiele lepiej. W końcu Marvel przez dekadę nie potrafił zrealizować solowego kobiecego filmu. Warner nie ma z tym problemu i potrafi jeszcze przy tym bawić.

Owszem, nie jest to film pozbawiony wad, a nawet ma ich całkiem sporo. Cierpi chociażby na to, z czym zmagały się inne filmy z uniwersum – na scenariuszowy bałagan. Fabuła tego filmu to jeden wielki chaos, tyle tylko, że w tym przypadku można go jeszcze wyjaśnić narracją Harley. Ale prawda jest taka, że nikt tam w Warnerze nie ma sensownych pomysłów na fabuły, na budowanie napięcia, na kreowanie pełnokrwistych postaci. Ptaki Nocy to raczej półtoragodzinny teledysk – kolorowy, zabawny i widowiskowy. Ale zapomina się o nim zaraz po seansie. Niemniej sam seans dostarcza sporo radochy. I to czasem wystarcza.

Ptaki Nocy (i fantastyczna emancypacja pewnej Harley Quinn). Reżyseria: Cathy Yan; scenariusz: Christina Hodson; obsada: Margot Robbie, Rosie Perez, Mary Elizabeth Winstead, Jurnee Smollett-Bell, Ewan McGregor, Ella Jay Basco; zdjęcia: Matthew Libatique; muzyka: Daniel Pemberton; gatunek: akcja; kraj: USA; rok produkcji: 2020; data polskiej premiery: 7 lutego 2020.

 

CHCESZ WIĘCEJ RECENZJI NAJNOWSZYCH FILMÓW? POLUB TĘ STRONĘ:

 

Damian Drabik Administrator

Rocznik 1992. Z wykształcenia historyk sztuki i kulturoznawca, z zamiłowania pożeracz filmów, książek i szeroko pojętej popkultury.