„Siedem śmierci Evelyn Hardcastle” – zdobywczyni First Costa Award już w ksiegarniach

O jedenastej wieczorem Evelyn Hardcastle zostanie zamordowana. Masz osiem dni i osiem wcieleń. Pozwolimy ci odejść pod warunkiem, że odkryjesz, kto jest zabójcą. Zrozumiano? W takim razie ZACZYNAMY…

W taki sposób zapowiadana jest powieść Stuarta Turtona Siedem śmierci Evelyn Hardcastle, która właśnie wkroczyła na polski rynek nakładem Wydawnictwa Albatros.

Debiutant, Stuart Turton, łączy ograne motywy literackie, tworząc zupełnie nową, wyjątkowo oryginalną i drobiazgowo przemyślaną powieściową całość. Zgodnie z klasycznym wzorcem mamy tu zagadkę zbrodni popełnionej w luksusowej wiejskiej posiadłości. Są lata 20. XX wieku, ale od samego początku jest jasne, że nie ma tu miejsca dla trącącego myszką Herculesa Poirot…

Wesoła zabawa kończy się tragedią. Gdy nad głowami gości eksplodują fajerwerki, Evelyn Hardcastle, piękna i młoda córka państwa domu, zostaje zamordowana.

Biedna Evelyn umrze jednak więcej niż raz. Dopóki Aiden – jeden z gości zaproszonych na przyjęcie – nie rozwikła zagadki jej tajemniczej śmierci, ten straszny dzień będzie powtarzał się wciąż od nowa. Za każdym razem zakończy go brzemienny w skutki wystrzał z pistoletu.

Jedyną szansą na wydostanie się z pułapki czasu jest wskazanie zabójcy. Ale za każdym razem, gdy nastaje nowy dzień, Aiden budzi się w ciele innego gościa. A komuś bardzo zależy, by na zawsze pozostał w Blackheath…

FRAGMENT POWIEŚCI:

W prześwitach między drzewami ukazuje się masywna sylwetka Blackheath. Wyszedłem z lasu od strony tyłu domu, który jest w jeszcze gorszym stanie niż front. Kilka okien jest popękanych, mury się kruszą. Kamienna balustrada, która spadła z dachu na trawnik, leży porośnięta gęstym mchem. Hardcastle’owie najwyraźniej odremontowali tylko te części domu, które mieli oglądać goście – nic dziwnego, biorąc pod uwagę szczupłość ich zasobów finansowych.

Tak jak pierwszego ranka, kiedy stałem na skraju lasu, idę teraz przez ogród z podobnym przeczuciem. Jeżeli przybyłem tu dobrowolnie, musiałem mieć jakiś powód, ale choć wytężam pamięć, nie potrafię nic sobie przypomnieć.

Chciałbym wierzyć, że jestem dobrym człowiekiem, który przyjechał z pomocą, lecz jeśli tak, to zamiast pomagać, wyrządzam straszliwe szkody. Dzisiaj, jak co wieczór, Evelyn odbierze sobie życie, a zważywszy na zdarzenia tego ranka, moje wysiłki zażegnania katastrofy jeszcze bardziej nas do niej przybliżają. Równie dobrze może się okazać, że to właśnie przez moje nieudolne próby jej ocalenia Evelyn kończy w sadzawce ze srebrnym pistoletem w dłoni.

Redakcja Recenzent
follow me