Kowboj z Szaolin – 2 – Szwedzki Bufet (recenzja)

Wielbiciele komiksowej rozpierduchy z pewnością na to czekali! Wydawnictwo KBOOM oddało w ręce polskiego czytelnika drugi tom bezkompromisowego i beztrosko brutalnego Kowboja z Szaolin. Szwedzki Bufet kontynuuje absurdalne przygody tytułowego kowboja, który na swojej drodze pozostawia jedynie trupy. Rozczłonkowane i ubabrane krwią oraz wnętrznościami…

Pierwsza odsłona komiksu stanowiła bez wątpienia popis wyjątkowego talentu oraz umiejętności rysowniczych Geofa Darrowa. Zakochałem się w tym talencie od czasu, kiedy lata temu zobaczyłem jego kultowe już Hard Boiled. Monumentalne kadry wypełnione po brzegi zaskakującą ilością detali i drobiazgów, przypominające trochę olbrzymie prace Hieronima Boscha, choć przefiltrowane przez wyobraźnię Darrowa i opatrzone jego autorską kreską. Stąd i wobec Kowboja z Szaolin nie mogłem przejść obojętnie. Wizualnie okazał się być prawdziwą petardą! Niestety – zabrakło mi fabuły, o czym pisałem szerzej w poprzedniej recenzji.

Sięgając po drugi tom spodziewałem się już właściwie tego samego – doskonałych ilustracji i znikomej, pretekstowej fabuły. Niemniej – Darrow idzie jeszcze dalej. Jeśli poprzednio nawet nie udawał, że w warstwie fabularnej chodzi mu o cokolwiek, to teraz mówi wprost – bierzcie i patrzcie! Oddaję wam blisko 150 stron krwawej rzeźni.

Szwedzki bufet to praktycznie jedna scena, w ramach której główny bohater ściera się z hordą umarlaków. W ręku ma śmiercionośną broń składającą się z dwóch przymocowanych do kina pił mechanicznych, za pomocą których rozwala zombiaków na kawałki. Tyle. Reszta to wizualna orgia przemocy wyrażona za pomocą coraz to bardziej popieprzonych pomysłów. I ostatecznie skłamałbym twierdząc, że oglądanie tych kadrów nie sprawiło mi przyjemności.

Kobwoj z Szaolin. Szwedzki bufet to raczej komiks dla wąskiego grona odbiorców, ale sądzę że to już potwierdziła pierwsza odsłona. Po drugą sięgną z pewnością ci, którym kontrowersyjny pierwowzór przypadł do gustu. Tym razem autor idzie jeszcze dalej i ogranicza treść do absolutnego minimum, skupiając się tylko na widowiskowym prezentowaniu swoich absurdalnych i brutalnych pomysłów. Krwawa jazda bez trzymanki.

za egzemplarz do recenzji dziękujemy Wydawnictwu KBOOM
 
 
 

 

 
 
 
CHCESZ WIĘCEJ RECENZJI NAJNOWSZYCH KOMIKSÓW? OBSERWUJ TĘ STRONĘ:
 
 

 

 

 

Damian Drabik Administrator

Rocznik 1992. Z wykształcenia historyk sztuki i kulturoznawca, z zamiłowania pożeracz filmów, książek i szeroko pojętej popkultury.