Neonowy okultyzm – recenzja serialu Nowy Smak Wiśni

Czasem w życiu ciężko połączyć własny gust – najlepiej obrazuje to przykład, kiedy ktoś pyta – „chcesz pralinę?” – po czym wyciąga czekoladę z nadzieniem miętowym. Niby lubię praliny i słodycze – ale z miętą? Dokładnie tak samo jest w przypadku tego serialu – uwielbiam kino grozy podlane solidną dawką neonów niczym w latach 80. – ale słowa: ekranizacja powieści produkcji Netflixa, sprawiają że chce uciec. Jednak Nowy smak wiśni miał ogromną przewagę, bo po prostu nie czytałem książki, która posłużyła za inspirację serialu. Czy warto więc spędzić kilka godzin, na obejrzenie tej produkcji? Zapraszam do recenzji.

Zanim przejdziemy do fabuły, słów kilka o twórcach serialu – bo zawsze zanim wcisnę przycisk play, robię mały „wywiad środowiskowy”. Za scenariusz i reżyserię odpowiadają Nick Antosca i Lenore Zion. Ten pierwszy ma na swoim koncie między innymi z jeden z najbardziej nudnych horrorów jakie w życiu widziałem pod tytułem Las Samobójców i przeciętny serial dla nastolatków, o jakże wyrafinowanej nazwie Nastoletni Wilkołak. Drugi twórca znany jest najbardziej z serialu Bilions o walce prokuratora z oszustem podatkowym. Jak widać zdecydowanie nie brzmi to zachęcająco – zwłaszcza jeśli serial jest reklamowany jako horror.

 

Przejdźmy więc do fabuły: młoda scenarzystka imieniem Lisa Nova kręci krótkometrażowy film grozy. Pełna młodzieńczych marzeń wysyła kasetę video (serial dzieje się w latach 90.) do kilku producentów filmowych, mając nadzieję, że zostanie doceniona. Nie wie jednak, że podróż ta na zawsze odmieni jej życie – a na stałe zamieszkają w nim dziwne rytuały oraz prastare klątwy.

Przede wszystkim Nowy Smak Wiśni zachwyca od początku klimatem lat 90. Produkcja przenosi nas do Miasta Aniołów, pełnego neonów, pofabrycznych loftów a także wielkich nadziei. To właśnie scenografia i granie kontrastami potrafią najbardziej zachwycić w serialu.

Co do samych klątw i grozy… Szczerze horrorem bym tego nie nazwał. Nie oszukujmy się prędzej można tutaj poczuć się zniesmaczonym, niż wystraszonym – zwłaszcza, że nasza bohaterka będzie wymiotowała z wnętrzności małymi kotkami… Tak dobrze przeczytaliście. No niby mamy na pierwszym planie czarownicę, zastępy zombie i dziwne rytuały, jednak bać się na tym nie idzie.

Podziwiam jednak fantazję twórców – nie mam bladego pojęcia czy scena, którą przytoczę zaraz była w książce – ale mogłaby spokojnie wystąpić w jakiejś parodii porno. Nasza bohaterka bowiem mówi czarownicy, że ma dość wymiotowania kotami i wiecie co? Z boku jej ciała gdzieś na zebrach wyrasta organ rozrodczy i łechtaczka, skąd rodzi się mały kociak. Ale żeby jeszcze tego było mało, chwilę potem Lisa uprawia sex z przystojniakiem, który wkłada jej dłoń… no właśnie tam. Zadaję sobie sprawę, że niektórzy odpuszczą dalszą część recenzji i oglądanie serialu – ale musiałem was, jakkolwiek to nie zabrzmi, uświadomić.

Jeżeli nie zniesmaczył was opis wyżej opisywanej sceny, przejdę do gry aktorskiej.

Rosa Salazar grająca Lucy Novę nie zachwyca a wręcz czasem reakcje jej bohaterki są totalnie niewspółmierne do tego się dzieje. Jakkolwiek mogę jej to wybaczyć, bo to młoda aktorka. Eric Lange jako podły, przytłaczający swoja obecnością producent filmowy wypada znakomicie. Jeff Ward swoją rolą przypomina nieśmiertelnego Jamesa Deana i zdecydowanie mam nadzieję że częściej będę go oglądał w roli zbuntowanych i niepokornych facetów. Ale cały show skrada Catherina Keener – jako mroczna wiedźma Boro. Naprawdę jej rola jest fantastyczna i wybija się ponad wszystkich.

Przyszło mi więc odpowiedzieć na pytanie – czy warto oglądać Nowy Smak Wiśni? Nie jest to w sumie horror, ma dziwne potrafiące nieraz zniesmaczyć sceny i nie jest tez niczym odkrywczym. Ale jednak, co ciekawe, ja na prawdę dobrze się na tym mini serialu bawiłem. Właściwie obejrzałem wszystkie odcinki w jeden wieczór – może to magia klimatu lat 90., który wręcz wylewa się z ekranu, może piękna gra kontrastami i kolorami, a może to Boro rzuciła na mnie swój urok – nie mam pojęcia. Uważam jednak, że możemy tu znaleźć sporo odniesień do tego jak producenci traktują młodych twórców i całej zgnilizny gnębiącej Hollywood – a takie tematy trzeba poruszać. Całość jest mocno surrealistyczna – jednak to sprawia, że ciężko nam się oderwać od tego serialu.

Plusy :

  • Gra kolorów

  • Scenografia

  • Klimat lat 90

  • Rola Catherine Keener

  • Porusza ważne problemy świata filmowego

Minusy :

  • Jako horror nie straszy

  • Dziwne i czasem niesmaczne sceny ( choć dla niektórych może być to plus)

  • Gra głównej bohaterki

  • Wolno się rozkręca

Ocena końcowa: 7/10

Nowy smak wiśni. Twórcy: Nick Antosca, Lenore Zion. Obsada: Rosa Salazar, Eric Lange, Catherine Keener, Manny Jacinto, Jeff Ward. Gatunek: horror.

 

Ulwar autor-nowy
follow me