Dwie twarze. Życie prywatne morderców z Auschwitz – recenzja

Nie da się ukryć, że ostatnio na wszelkich piedestałach popularności znaleźć można wiele książek poświęconych Auschwitz. Jest to niezmiernie ciekawy, nadal stopniowo odkrywany temat, dla którego warto poświęcać kolejne drzewa i litry tuszu drukarskiego. Niestety, wielu autorów zaczęło, odnoszę wrażenie, żerować na fali popularności tematyki obozowej, by dostarczać czytelnikom twory zgoła niepasujące do stwierdzenia „dobra książka”. Podobnie jest w przypadku Niny Majewskiej-Brown, która z jakiegoś powodu uznała, że niewyważony eklektyzm i brak polotu to idealna recepta na coś, co może stać na półkach księgarń. Owym, użyję tego słowa, choć nieszczególnie chętnie, dziełem jest coś, co nazywa się Dwie twarze. Życie prywatne morderców z Auschwitz.




I wiem, co powiecie: przecież to niezmiernie ciekawy temat! Jasne, że tak. Ja również dałem się na to nabrać. Uwielbiam czytać o codziennych nawykach, zachowaniu i słabostkach ludzi, którzy znani są powszechnej opinii jako zbrodniarze wojenni. Kocham literaturę tego rodzaju i nie mam wobec niej przesadnie wielkich wymagań: niech po prostu czyta mi się ją dobrze. Pani Majewska-Brown niestety nie sprostała temu oczekiwaniu, serwując nam coś tak nijakiego, że nawet trudno określić gatunek. Książka zaczyna się opowieścią z perspektywy żony nazisty imieniem Hans. Opisuje ich ślub, perypetie rodzinne, narodziny córek oraz – przede wszystkim – wyprowadzkę do Oświęcimia, gdzie Hans dostał pracę. Autorka bez krzty litości zapewnia nam zupełny brak zainteresowania losem bohaterki i jej rodziny. Opowieści tego typu wszyscy znamy i nie ma tu absolutnie żadnych zaskoczeń, zwrotów akcji czy czegokolwiek, co mogłoby uczynić lekturę choć w najmniejszym stopniu znośną. Dochodzą do tego skrajnie naiwne przemyślenia głównej bohaterki, która jak na tacy, zupełnie nierealistycznie i na siłę, przedstawia czytelnikowi pewne aspekty życia w III Rzeszy. Nie pozostawia tym czytelnikowi możliwości, by choć trochę doczytać na dany temat, domyśleć się czegoś czy poznać realia w jakikolwiek mniej sztuczny sposób.

Język opowieści, nijakość bohaterów i myślenie o czytelniku jak o pięcioletnim dziecku to nie jedyne mankamenty omawianej pozycji. Mamy tu jeszcze do czynienia z olbrzymim chaosem w zakresie konstrukcji. Wyobraź sobie, drogi czytelniku, że czytasz o jakiejś nieciekawej Niemce, by po kilkudziesięciu stronach książka zupełnie od czapy przeniosła cię do przydługiego, nużącego i wszystkim znanemu fragmentowi traktującemu o początkach III Rzeszy i fenomenie Adolfa Hitlera. Nie zrozum mnie źle, ale nie po to zainteresowałem się książką o życiu prywatnym nazistów, by czytać historię o początkach całej ich imprezy. Gdybym chciał przeczytać coś o poczynaniach Hitlera i NSDAP, sięgnąłbym po książkę o poczynaniach Hitlera i NSDAP. Segment ten totalnie pogrążył resztki zainteresowania fabularnym wątkiem, ale okazało się, że to dopiero początek problemów. Potem książka ponownie wraca do żony Hansa, opowiada o jej perypetiach… by następnie ponownie wtrącić obszerny artykuł żywcem wyjęty z Wikipedii. I tak przez cały czas.

Dwie twarze. Życie prywatne morderców z Auschwitz nie jest ani dobrą książką historyczną, ani dobrą powieścią. Łączy te dwa elementy bez ładu i składu i nie wiem, czy jakikolwiek czytelnik mógłby czerpać radość z odbioru tego dzieła. Polecam unikać tej książki zwłaszcza osobom, które choć w niewielkim stopniu interesują się historią II wojny światowej. W zasadzie tym, którzy nie orientują się zupełnie w tym temacie, również odradzałbym lekturę. Już Furia z Bradem Pittem dużo lepiej radzi sobie z wprowadzeniem odbiorcy w realia epoki, niż to coś, co właśnie z bólem opisałem.

Tytuł: Dwie twarze. Życie prywatne morderców z Auschwitz
Autor: Nina Majewska-Brown
Wydawnictwo: Bellona
Gatunek: literatura faktu/literatura piękna

 

 

Za materiał do recenzji dziękujemy Wydawnictwu Bellona

 

CHCESZ WIĘCEJ RECENZJI NAJNOWSZYCH KSIĄŻEK? POLUB TĘ STRONĘ: