„Lighthouse” – recenzja wydania DVD

Stara latarnia na cyplu spowitym mgłą wznosi się pośród burzliwych mórz. Dwóch mężczyzn zostaje odciętych od świata – stary latarnik oraz jego nowy pomocnik muszą spędzić kilka tygodni w towarzystwie swoich demonicznych fantazji. Lighthouse to opowieść o ich zmaganiach z duchami przeszłości, oscylująca pomiędzy portretem psychologicznym, a awangardową wizją szaleństwa.




Najnowsze dzieło Roberta Eggersa oferuje niezwykłe doświadczenie – reżyser buduje grozę wykorzystując klasyczne metody suspensu. To niezwykłe studium psychologiczne przywodzące na myśl Personę Bergmana – bohaterowie zatracają tożsamość, gubią się w relacjach ze sobą nawzajem, a także we własnych wnętrzu.

Monochromatyczne ujęcia kamery, pochodzącej z lat 20 ubiegłego wieku, zacierają granice pomiędzy snem a jawą.

Eggers dobrze wie, że nic nie przeraża człowieka tak bardzo jak bycie skazanym na życie jedynie w towarzystwie dziwnych wytworów własnego umysłu. Poprzez uwięzienie bohaterów na klifie w Nowej Szkocji, pozwala, żeby pochłonęły ich wewnętrzne demony. Pattison i Dafoe świetnie odgrywają swoje role – widać, że William zaraził Roberta manieryczną teatralnością, co filmowi wychodzi na korzyść.

Reżyser sięgnął po wszystkie chwyty mistrzów gatunku – oczywiste wydają się nawiązania do dzieł Hitchcocka – scena walki Toma z mewami i groteskowe ujęcie ciała stającego się pożywką dla ptaków. Wszystko to przy akompaniamencie muzyki, która wwierca się w uszy – na wzór tej znanej z Psychozy.

A to nie wszystko – motyw odseparowania od świata skutkującego obłędem jest nam dobrze znany ze Lśnienia. Naturalnie w Latarni znajdziemy odwołania do obrazu Stanleya Kubricka – finałowa scena uderza podobieństwem – biegnący z siekierą Tom przypomina Jacka ze Lśnienia. O ile Jack kończy jako mrożonka, o tyle Tom staje się mewią kolacją – trochę na wzór Prometeusza.

W tym miejscu warto wspomnieć że klasyka kina to tylko jedna płaszczyzna nawiązań. Drugą stanowi mitologia – pełno tu obrazków bohaterów opowieści starożytnych Greków.

W wyobraźni Toma, Ephraim przeistacza się w Posejdona. W uszach bohaterów rozbrzmiewają pieśni syren i widz traci pewność, które ze stworzeń realnie nawiedzają wyspę, a które są tylko wytworem upojonych alkoholem umysłów. Uwięzieni na wyspie mężczyźni w trakcie pijackich zabaw wcielają się w rolę piratów – nie obce im morskie demony i marynarskie przesądy. Bimber odblokowuje strach i pozwala im wyznać grzechy przeszłości.

Aktorzy dają prawdziwy popis swoich umiejętności – Robert Pattinson udowadnia, że potrafi udźwignąć również „ciężkie” role. Postać Dafoe jest zgodnie z reżyserską wizją mieszanką kapitana Ahaba, Longa Johna Silvera i kapitana morskiego z The Simpsons. Pomiędzy mężczyznami wytwarza się magnetyczna zażyłość – coś pomiędzy skrajną nienawiścią, przywiązaniem i napięciem wywołanym tłumionymi popędami.

Na uwagę zasługują rozwiązania techniczne – kamera pięknie eksponuje grę światła i cienia na twarzach dwójki latarników. Format 3:4 i fotograficzne portrety sylwetek bohaterów sprawiają, że film staje się przeżyciem estetycznym. Rzadko rozpływam się nad kwestią montażu – ale chylę czoła przed Louisem Fordem za umiejętność tworzenia mieszanki świata realnego z psychodelicznymi wizjami reżysera.

Film Roberta Eggersa może być nazwany kolażem klasyków. Ilość odniesień może nawet powodować wrażenie przeładowania – nawiązania filmowe i literackie, a także odnośniki mitologiczno-historyczne – to na pewno nie kino stricte rozrywkowe, odbiór tego dzieła wymaga wysiłku intelektualnego.

Trzeba też przygotować się na różne „udziwnienia” i formę ekspresji, która nie każdemu będzie odpowiadać. Pomimo to Lighthouse to smaczny kąsek dla kinomaniaka. To kawał porządnego dreszczowca, co napawa mnie entuzjazmem na myśl o przyszłych dziełach reżysera.




Płyta – dodatki

Na płycie zawarto również dodatki specjalne – komentarz reżyserski, wywiady z aktorami oraz pakiet scen niewykorzystanych. Znalazły się tam np. sceny rozmów bohaterów, a także kilka malarskich ujęć, które stanowią ciekawe uzupełnienie płaszczyzny artystycznej – choć w większości nie są to niezbędne fragmenty i ich usunięcie nie budzi mojego zdziwienia, szczególnie żal mi jednego z nich – dwóch mężczyzn stojących w sztormiakach na wietrznej skale. To bardzo ładny obrazek.

Z opowieści reżysera dowiadujemy się nieco o początkach jego kariery filmowej, inspiracji Edgarem Allanem Poe, trudnościami w pozyskaniu sponsorów do swoich projektów. Robert Eggers wyznał na przykład, że początkowo nikt nie chciał zrealizować Czarownicy, gdyż uznawano ją za zbyt awangardową wizję horroru. Zdradził też, że Lighthouse miał mieć bardziej sprośny charakter. W końcu nie zgodzili się na to producenci:

– Przekonałem ich do czarno-białego negatywu i 33mm, jednak w filmie pojawiła się też męska nagość – full frontal (ujęcie pokazujące aktora nago od przodu), erekcja. A oni na to: „Słuchaj, może być czarno-biały, może być dziwacznie i w ogóle, ale ten film nie może być oceniony jako NC-17 (kategoria wiekowa)”. Pomyślałem, że to uczciwe – przekonuje reżyser.

Równie interesująco przedstawiają się relacje z planu filmowego. Aby wcielić swoje marzenie w życie Eggers nabył działkę na cyplu i zbudował filmową latarnię prawie od zera! Reżyser nie przebiera w półśrodkach. Chcąc naprawdę poczuć jakie to uczucie być latarnikiem odciętym od świata – skazał ekipę filmową na osiem miesięcy życia na klifie w Nowej Szkocji. Wszyscy pracujący nad filmem przyznali, że była to jedna z najbardziej wymagających produkcji nad jakimi przyszło im pracować.

– Lubię wcielać moje wizje w życie do tego stopnia, że tworzę moją własną wersję Disneylandu – powiedział reżyser. To naprawdę sprawia, że film staje się bardziej realny. Zarówno Willem, jak i Rob mówili mi wielokrotnie: „Jeśli usuniesz kamery, naprawdę znajdziemy się w latach 90. XIX wieku”. A kiedy już stworzysz rzeczywistość… wtedy można wprowadzić dziwne gówno – dodał.

Ten ostatni element to zaś główny obszar zainteresowań Eggersa.

Lighthouse; reżyseria: Robert Eggers; scenariusz: Robert Eggers, Max Eggers; obsada: Willem Dafoe, Robert Pattinson, Valeriia Karaman; gatunek: dramat, horror; kraj: Kanada, USA; rok produkcji: 2019; data polskiej premiery: 29 listopada 2019.

Data premiery DVD: 7 maja 2020; Dźwięk: DD 5.1: angielski, polski (lektor), rosyjski, węgierski; Napisy: angielskie, bułgarskie, czeskie, greckie, polskie, rumuńskie, rosyjskie, węgiersie; Obraz: 16:9 1.19:1 Black & White; Dystrybucja: Filmostrada.

 

CHCESZ WIĘCEJ RECENZJI NAJNOWSZYCH FILMÓW? POLUB TĘ STRONĘ:

 

Mira Fecko Recenzent
Z filmem związana od dziecka, zrealizowała kilka autorskich projektów filmowych i z uwagą śledzi wszelkie nowości kinowe. Z pasją uczy się języków obcych, licząc że zostanie poliglotą. W wolnych chwilach tańczy salsę, komponuje, podróżuje, uprawia grafomanię i fotografuje, a swoją działalność uwiecznia na forach internetowych.