Terminator. Mroczne Przeznaczenie – recenzja

Terminator powraca kolejny raz. Pytanie, które musimy sobie zadać na samym początku, to czy ten powrót był w ogóle potrzebny? Jeszcze parę lat temu bez zastanowienia powiedziałbym, że tak. Teraz, szczególnie po Terminator: Gynisys, długo zastanawiałem się czy naprawdę warto. Przekonał mnie powrót Jamesa Camerona jako współscenarzysty oraz producenta, a także Tim Miller na stołku reżysera. Mimo oczekiwań Mroczne przeznaczenie przynosi rozczarowanie. Owszem, to nie jest zły film – w przeciwieństwie do poprzednich odsłon można go obejrzeć z przyjemnością. Problem niestety tkwi w czym innym.




Pierwsza i druga odsłona Terminatora były pod wieloma względami wyjątkowe. Inne czasy, inny klimat. Lata osiemdziesiąte i początek dziewięćdziesiątych miały swoje ograniczenia, co rodziło dysonans z tajemniczą i enigmatyczną przyszłością, ukazaną w urywkach i wspomnieniach bohaterów. Kolejne części obdarte zostały z tej tajemnicy, jak choćby Terminator: Ocalenie. Choć akurat ta część na swój sposób potrafiła przykuć uwagę widza.

Po tym filmie najlepiej było zakończyć przygodę z Elektronicznym Mordercą. Twórcy mieli jednak inne plany i postanowili całkowicie zresetować serię. Terminator: Genisys okazał się gigantyczną pomyłką, nie tylko finansową, ale przede wszystkim wizerunkową. Nikt już chyba na dobrą sprawę nie wyczekiwał kolejnych produkcji sygnowanych tą marką. A jednak Hollywood nie dało za wygraną. Co robić dalej? Tym razem filmowcy postanowili pominąć trzy ostatnie zrealizowane filmy i stworzyć sequel Dnia Sądu. I teraz zaczynają się schody. Od tamtego filmu minęło dwadzieścia osiem lat, więc jak to wszystko ugryźć? No i tu ponownie z pomocą przychodzą wątki zmiany przeszłości i przyszłości.

Atak w roku 1991 na Cyberdane System sprawia, że Skynet nie powstaje i do wojny z maszynami nie dochodzi. Jednak, jak sam tytuł sugeruje, ludzkie przeznaczenie można zmienić, ale przyszłość i tak jest nieznana. Jedno zagrożenie zostało wyeliminowane, powstało jednak drugie. Zabójca z przyszłości znów zostaje wysłany do naszych czasów, aby odmienić losy świata. Jest szybszy, bardziej zaawansowany technicznie i bardziej zabójczy od któregokolwiek z dotychczasowych terminatorów. Na ekranach kin znów rozgrywa się batalia o losy ludzkości.

Niestety, porównując z dwiema pierwszymi odsłonami, a takiego porównania nie da się uniknąć, Mroczne Przeznaczenie wypada słabo. W tym przypadku jednak trzeba się od tego porównania odciąć. Jak już napisałem wcześniej: inne czasy, inny klimat, inne wymagania co do kina akcji. Poziomu Terminatora 2 już nic nie osiągnie. Czy jednak połączenie dwóch pierwszych części i osadzenie ich w latach dwudziestych dwudziestego pierwszego wieku jest przepisem na sukces? Może gdyby twórcy całkowicie odcięli się od całej serii i zrobili nowy film z podobnym wątkiem, to jako jesienny blockbuster sprawdziłby się idealnie. Niestety poza przyzwoitym kinem akcji, ten film nie niesie ze sobą nic dobrego.

Nawet nie wywołuje sentymentu, choć twórcy bazują na wielu odniesieniach do dwóch pierwszy części, wręcz kalkując wiele z nich. Film nafaszerowany jest akcją po same uszy, jak z filmów Michaela Baya. Ogląda się to z zapartym tchem. Luna jako nowoczesna maszyna do zabijania wypada dobrze. Jego konfrontacja z Grace, również przysłaną z przyszłości, to jedno wielkie szaleństwo. Całkowite przeciwieństwo topornej konfrontacji T101 Seria 800 z modelem T1000.

Następuje też spora zmiana co do samego zagrożenia. W ubiegłym wieku ludzkość żyła w strachu przed wojną nuklearną. To ten wątek nakręcał dwie pierwsze części i ich kontynuacje. Teraz na pierwszy plan wysunięte zostało zagrożenie dotyczące cyberprzestrzeni. Społeczne obawy sensownie zostają wplecione w scenariusz, który ponadto skupia się na problemach imigracyjnych, pokazując przemytników jako tych dobrych, a ludzi pilnujących granic jak tych złych.

Terminator. Mroczne przeznaczenie to produkcja, której braku kino nawet by nie zauważyło. Nie jest to kontynuacja, która stanowiłaby godne uzupełnienie „trylogii”, ani tym bardziej film który mógłby w przyzwoity sposób zamknąć serię. Choć tak naprawdę to już ją zamyka w pierwszej scenie filmu. Reszta to widowiskowa rozwałka bez ambicji, tylko pozornie nowa historia, która na poziomie scenariusza jest odgrzewanym kotletem, zbitką poprzednich filmów osadzoną we współczesnych realiach, opierającą się na aktualnych społecznych obawach. Niestety nie tędy droga. Dla mnie Terminator kończy się na Dniu Sądu. Amen.

Ocena 4/10

Terminator. Mroczne Przeznaczenie; Reżyseria: Tim Miller; Scenariusz: Justin Rhodes i inni; Obsada: Arnold Schwarzenegger, Linda Hamilton, Natalia Reyes, Mackenzie Davis, Gabriel Luna i inni; Muzyka: Junkie XL; Rok produkcji: 2019: Produkcja: USA; Data polskiej premiery: 8 listopada 2019; 

 

CHCESZ WIĘCEJ RECENZJI NAJNOWSZYCH FILMÓW? POLUB TĘ STRONĘ:

 

Tomasz Drabik Administrator

Radomianin z pochodzenia. Technolog żywności z wykształcenia. Pasjonat dobrego kina, lecz nie gardzi ciekawą książką. Uwielbia Pasikowskiego, Manna i Lehane.