Recenzja filmu „Doktor Sen”, czyli kontynuacji „Lśnienia”

W piątek na ekrany polskich kin trafił Doktor Sen – adaptacja książki Stephena Kinga, będącej kontynuacją jego kultowego Lśnienia. Z filmem rzecz ma się trochę inaczej, bowiem arcydzieło Kubricka nie przypadło do gustu Kingowi, który w napisanej po latach kontynuacji opowiadającej losy dorosłego już Danny’ego nie uwzględniał rzecz jasna filmowych pomysłów twórcy 2001: Odysei Kosmicznej. Goszczący w polskich kinach film Mike’a Flanagana jest czymś pomiędzy wierną adaptacją książki, a kontynuacją filmu Kubricka. Wydaje się, że włodarze Warner Bros. nie mogli nie wykorzystać potęgi filmowego klasyka przy promocji swojej nowej produkcji. Co i tak niewiele im pomogło, bo Doktor Sen okazał się finansową klapą. Ale przejdźmy do rzeczy.




Jest to historia dorosłego Danny’ego, syna Jacka Torrance’a z kultowej opowieści. Chłopiec obdarzony wyjątkowym darem/przekleństwem, tytułowym „lśnieniem”, pozwalającym mu kontaktować się z innymi podobnymi sobie jednostkami za pomocą myśli, a także – ku jego przerażeniu – dostrzegać zło materializujące się w postaci straszliwych duchów, nauczył się wprawdzie panować nad tą nietypową umiejętnością, ale z życiem poradził sobie znacznie gorzej. Podobnie jak ojciec zmaga się z alkoholizmem i nie potrafi budować normalnych relacji. Pewnego razu wyrusza na drugi koniec Stanów i zaczyna życie od nowa – w trzeźwości, przyłączając się do grupy wsparcia dla alkoholików i zaczynając pracę w hospicjum. Nieoczekiwanie kontaktuje się z nim dziewczynka, Abra, obdarzona potężnym „lśnieniem”. Okazuje się że członkowie kultu zwanego Prawdziwym Węzłem polują na osoby posiadające dar i żywią się ich energią. Teraz postanawiają dopaść Abrę. 

Bez obwijania w bawełnę: Doktor Sen to najlepsza adaptacja prozy Stephena Kinga od bardzo dawna. Wątek Prawdziwego Węzła i młodej Abry poprowadzony jest satysfakcjonująco, zaletą produkcji jest solidnie budowane napięcie i naprawdę wyrazisty czarny charakter, czyli grana przez intrygującą Rebekę Ferguson Rose Kapelusz. Właściwie aktorka i jej postać kradną całe show. Widać, że wciąż mało doświadczony reżyser Mike Flanagan  to całkiem zdolny rzemieślnik, który wie, jak bez korzystania z tandetnych chwytów wzbudzić w odbiorcy uczucie niepokoju. Sceny prezentujące pożywianie się członków Prawdziwego Węzła swoimi ofiarami są autentycznie niekomfortowe. 

Doktor Sen to coś w rodzaju horroru przygodowego, świetnie korzystającego z kingowskich motywów – grupa ludzi o dobrych sercach łączy siły, by stawić czoła pradawnemu złu. I jako tego typu rozrywka film sprawdza się wręcz doskonale. Schody zaczynają się jednak, gdy chcielibyśmy wejść nieco głębiej w tę historię, a o porównywaniu tej produkcji z Lśnieniem już nawet nie wspomnę. Po pierwsze Stephen King w swojej książce wykorzystał wątek „wampirów lśnienia” jako pretekst dla opowieści o prywatnych demonach bohaterów. Danny, jako syn alkoholika, nie tylko musi przetrawić traumę z dzieciństwa, ale i samemu stawić czoła alkoholizmowi. Jego zmagania z dręczącymi go duchami hotelu Panorama stanowią jedynie zmaterializowanie tych problemów. Stąd książka ma bogaty wątek obyczajowy. Za Dannym ciągną się dramaty, ale i sam wyrządził ludziom wiele krzywd. Wyjście z alkoholizmu nie jest proste i naznaczone jest licznymi upadkami. Pomagają mu w tym przyjaciele oraz nietypowa praca. Zostaje nazwany Doktorem Sen, ponieważ pomaga umierającym w hospicjum, przekonując ich że udają się na spokojny spoczynek. 

W filmie Flanagana oczywiście te wszystkie wątki się pojawiają, ale są przedstawione bardzo, bardzo powierzchownie. Temat Doktora Sen przedstawiony jest tylko na tyle, aby zgadzał się tytuł filmu, a w miarę jego rozwoju wątek zostaje zupełnie zapomniany. Podobnie z całą terapią Danny’ego. Bohatera poznajemy na skraju przepaści, a w szybkim przeskoku czasowym o osiem lat jest już zupełnie trzeźwy. Wprawdzie ma chwile słabości, ale nawet nie wierzymy, że mógłby upaść. No właśnie. To Dan jest głównym bohaterem tej historii, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że mimo całego bagażu historii jest to postać płytka i zupełnie nijaka, i nie pomaga w tym nawet niezła kreacja Ewana McGregora. Wszystko dlatego, że film zostaje niemal zupełnie ogołocony z wątków psychologicznych. Jasne, nie sposób przedstawić całego bogactwa książki w jednym filmie, który zresztą i tak trwa dwie i pół godziny, ale jednak twórcy postawili przede wszystkim na rozrywkowy charakter produkcji skupiający się głównie na wątku Prawdziwego Węzła, kosztem pogłębienia scenariusza.

W legendarnym Lśnieniu Kubrick wziął z powieści może 20% wątków o duchach w nawiedzonym hotelu i 80% relacji międzyludzkich oraz opowieści o szaleństwie, alkoholizmie, przemocy, samotności i destrukcyjnej osobowości. To nie spodobało się autorowi książki. Tymczasem Mike Falanagan w przypadku Doktora Sen zupełnie odwraca propocje, ledwo zaznaczając wątki związane z alkoholizmem i zmaganiem się z demonami duchowymi, a w olbrzymiej mierze skupiając się na tym co nadprzyrodzone: ludziach obdarzonych nadnaturalnymi mocami i potworach, które na nie polują. I to w tym filmie czuć. Rozrywka jest całkiem niczego sobie, ale aż prosi się o próbę głębszego pochylenia się nad postaciami tego dramatu.

Szczególnie natomiast sypie się trzeci akt, kiedy nieco na siłe na scenę wkracza hotel Panorama (Overlook) i odwzorowywanie 1 do 1 kultowych momentów Lśnienia, które wcale nie są temu filmowi potrzebne, ponieważ trauma, którą musi przepracować Danny, nie została wcześniej należycie wyeksponowana.

Doktor Sen to kawał naprawdę solidnej rozrywki. To porządnie zrealizowane kino grozy prezentujące dobre rzemiosło – zdjęcia, muzyka, budowanie napięcia, atmosfera oraz intrygujący czarny charakter to największe zalety produkcji, przy której można się naprawdę nieźle bawić. Twierdzę nawet, że to najlepsza adaptacja książki Stephena Kinga od lat. Niestety, stanowiąc fajną rozrywkę, film jest jednocześnie bardzo ubogi w warstwie treściowej, choć potencjał na głębszą warstwę psychologiczną miał i w książce, i w legendarnym filmie Kubricka. Odwołania do tego drugiego zresztą Doktorowi Sen bardzo ciążą, bo twórcom niestety nie udało się zbliżyć artystycznym poziomem do tamtej produkcji.

 

Doktor Sen; reżyseria: Mike Flanagan; scenariusz: Mike Flanagan; obsada: Ewan McGregor, Rebecca Ferguson, Kyliegh Curran, Cliff Curtis, Zahn McClarnon, Emily Alyn Lind; muzyka: The Newton Brothers; zdjęcia: Michael Fimognari; gatunek: horror; kraj: USA; rok produkcji: 2019; data polskiej premiery: 15 listopada 2019.

 

CHCESZ WIĘCEJ RECENZJI NAJNOWSZYCH FILMÓW? POLUB TĘ STRONĘ:

 

Damian Drabik Administrator

Rocznik 1992. Z wykształcenia historyk sztuki i kulturoznawca, z zamiłowania pożeracz filmów, książek i szeroko pojętej popkultury.