Recenzja George R.R. Martin „Przystań wiatrów”

Wszyscy, albo przynajmniej zdecydowana większość, znacie Eleanor Ripley, Sarę Connor, Larę Croft, Meridę Waleczną, Wonder Woman czy popularną ostatnio Carol Denvers aka Kapitan Marvel. To kobiece ikony popkultury, które na zawsze wpisały się w historię kina jako silne, odważne i niezależne bohaterki. Z ich książkowymi kuzynkami sprawa ma się inaczej. Chociaż jestem pewny, że każdy z nas potrafiłby wymienić przynajmniej kilka postaci, które determinacją, uporem i siłą nie odstają od tych filmowych, to jednak nieporównywalnie większy splendor spada na te, które przedstawia się na wielkim ekranie. A niesłusznie, czego dowodem jest główna bohaterka Przystani Wiatrów Maris z Amberly, która, śladem wyżej wymienionych, wzięła życie we własne ręce. Robiąc przy tym sporo zamieszania, rzecz jasna.

Świat wykreowany przez Georga R. R. Martina i Lisę Tuttle to planeta, na której grawitacja działa trochę inaczej, niż na Ziemi, dzięki czemu na specjalnie skonstruowanych skrzydłach możliwe jest latanie. Mieszkańcy tej planety to potomkowie Ziemskich kolonizatorów, którzy niemal zapomnieli o swoim dziedzictwie, zachowanym w postaci czegoś na kształt mitologii. Możliwość wzbijania się w powietrze jest dla nich ogromnym zaszczytem, jednakże dostępnym tylko dla tych, którzy pochodzą z rodzin lotników, gdzie skrzydła przekazywane są z pokolenia na pokolenia. Maris, chociaż nie pochodzi z tak uprzywilejowanych kręgów, dostaje od losu okazję nauki latania i przywdziania skrzydeł. Od tej pory, wbrew ludziom, tradycjom i wszelkim przeciwnościom losu, nie zechce się z nimi rozstać.




Nie do końca wiem, jak wyglądała współpraca Martina i Tuttle przy pisaniu tej powieści, ale efekt jest z całą pewnością wciągający. To jedna z tych klasycznych powieści, gdzie znajdziemy walkę o marzenia i trudy, z jakimi trzeba się zmierzyć, by marzenia realizować. Fabuła płynie wartko, ukazując czytelnikowi kolejne przygody Maris i jej zmagania z, między innymi, niezbyt rozsądnymi tradycjami, patriarchatem, czy własnymi emocjami. Powieść napisano lekkim językiem, co tylko przyspiesza lekturę. Wachlarz bohaterów jest bogaty, jednak jedyną wyrazistą postacią wśród nich jest główna bohaterka, pozostali zaś zdają się tworzyć dla niej tło. Dobrze napisane, barwne, ale tylko tło.

Techniczne, jak to u Zyska, wszystko bardzo sprawnie, brak uderzających po oczach literówek, miła dla oka okładka. Jest nawet kilka map, których obecność nijak nie jest czytelnikowi potrzebna, ale jako wielki fan wszelkich map w powieściach bardzo szanuje ten pomysł.

Przystań Wiatrów to książka nie tylko dla kobiet, choć bohaterka jest dla płci pięknej niewątpliwie atrakcyjnym wzorem do naśladowania. Polecam ten tytuł każdemu fanowi Sci-Fi, jako warty poznania eksperyment dwóch autorów.

— ADRIAN WIDŁAK

Przystań wiatrów
Autor: George R.R. Martin, Lisa Tuttle
Gatunek: Fantasy
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data premiery: 28 lutego 2019

 

Za egzemplarz do recenzji dziękujemy Wydawnictwu Zysk

 

 

CHCESZ WIĘCEJ CIEKAWYCH RECENZJI KSIĄŻEK? POLUB TĘ STRONĘ:

 

Redakcja Recenzent
follow me