Recenzja filmu „Szczęśliwy Lazzaro”

Uwielbiam takie filmy, jak wkraczający na ekrany polskich kin Szcześliwy Lazzaro. Wcale nie dlatego, że są wybitne, doskonale zrealizowane czy opowiadają historię, która na długo zapadnie w pamięci. Nie dlatego, że mają szansę zapisać się w historii kina. Uwielbiam je ponieważ przywracają mi wiarę w magię filmu, na dwie godziny zabierają mnie do innego świata. Dlatego, że oglądając je, nie wiem co wydarzy się za 5 minut. I ta błoga nieświadomość jest ich największą siłą.




Gdzieś na Sycylii leży zapomniana przez Boga Inviolata, odcięta od świata od czasu powodzi w latach 70. Ponad pięćdziesięcioro mieszkańców wioski pracuje, a raczej jest bezlitośnie wykorzystywanych przez markizę De Lunę, właścicielkę fabryki tytoniu. Wprawdzie świadomi istnienia innego świata, bohaterowie nigdy nie opuścili Inviolati. Ubodzy, nieustannie pracujący niczym niewolnicy, dają sobie wmówić, że muszą spłacić dług wobec szlachcianki. Jednym z mieszkańców wioski jest tytułowy Lazzaro – chłopak o sercu tak dobrym i nieznającym podstępu, że w oczach pozostałych wygląda po prostu na głupiego. Chłopak tak czysty, że jego postawa jest dla widza wręcz niekomfortowa. Bliscy wykorzystują go więc do wykonywania najtrudniejszych prac, wiedząc że Lazzaro nigdy nie odpowie „nie”.

Pewnego razu na wieś wraz z markizą przyjeżdża jej syn, Tancredi, zblazowany i znudzony rodziną nastolatek, który szybko odkrywa w Lazzaro bratnią duszę. Chłopak prowadzi młodego szlachcica do miejsca, w którym uczynił sobie azyl. A potem… potem jest już magia. Nieograniczona schematami wyobraźnia reżyserki Alice Rohrwacher prowadzi scenariusz w rejony, jakich nigdy byśmy się nie spodziewali. Ta niezwykle szczera i prosta historia, oparta w dużej mierze na brudnym realizmie, dotykającym tematów ubóstwa, kapitalizmu, społecznych nierówności, emigracji i wyzysku, ma w sobie zarazem olbrzymie pokłady poetyckiej magii i pretekstowej baśniowości, opierając się na niedopowiedzeniach, symbolach (także czysto technicznych, jak wykorzystanie ziarnistej taśmy 16mm), religijnych motywach.

Lazzaro urasta w filmie do figury świętego, może nawet samego Chrystusa, pokornie przyjmującego wszystko, co dostaje od życia: dobre i złe rzeczy. Można w nim doszukać się też postaci popularnej w kulturze rosyjskiej – tak zwanego Jurodiwego, bożego szaleńca. Jednocześnie jego prostolinijny i nieskalany złem umysł nie pozwala mu przewidzieć następstw wydarzeń, w które się włącza. Konsekwencje jego spotkania z Tancredim odmienią bowiem zupełnie Inviolatę, a także wszystkich jego bliskich.

W dobie ogranych na wszelkie sposoby konwencji, wyświechtanych schematów i w nieskończoność powielanych scenariuszy, Włoszka Alice Rohrwacher odważnie opowiada historię taką, jaką chcę. Już sam punkt wyjścia jest przecież nietypowy – zestawienie feudalizmu z czasami współczesnymi. A potem jest jeszcze bardziej niezwykle. Z każdą minutą filmu okazuje się jego akcja osadzona w innym momencie niż oczekiwaliśmy. Odkrywanie przed widzem kolejnych elementów świata przedstawionego zaskakuje, ale nie wprowadza zamieszania, bo całość płynnie podporządkowana jest opowieści, którą będzie można traktować zarówno jako metaforyczną przypowieść, jak i realistyczną próbę zderzenia się z problemami dzisiejszego (i nie tylko) świata.

Szczęśliwy Lazzaro to film dotykający tematyki społecznej w sposób niemal zupełnie dziś niespotykany – przesycony magicznym realizmem, pełny symboli i niedopowiedzeń, a jednocześnie szalenie prosty, subtelny i szczery. Jest w tym zarówno brudna rzeczywistość jak i wzniosła transcendencja, sacrum i profanum, a egzystują w obrębie filmu bez żadnego dysonansu, przeplatając się niepostrzeżenie. To kino nieoczywiste i piękne, dotykające w widzu głębszych strun.

MOJA OCENA:
7/10

Szczęśliwy Lazzaro
Reżyseria: Alice Rohrwacher
Scenariusz: Alice Rohrwacher
Obsada: Adriano Tardiolo, Alba Rohrwacher, Sergi López, Tommaso Ragno, Luca Chikovani
Zdjęcia: Helene Louvart
Gatunek: Dramat
Kraj: Francja, Niemcy, Szwajcaria, Włochy
Rok produkcji: 2018
Data polskiej premiery: 8 marca 2019

 

 

 

Za materiał do recenzji dziękujemy dystrybutorowi Aurora Films:
Aurora

 

CHCESZ WIĘCEJ CIEKAWYCH RECENZJI FILMÓW? POLUB TĘ STRONĘ:

 

Damian Drabik Administrator

Rocznik 1992. Z wykształcenia historyk sztuki i kulturoznawca, z zamiłowania pożeracz filmów, książek i szeroko pojętej popkultury.