Top 10: Najgorsze filmy 2018

Tradycyjne, końcoworoczne podsumowania rozpoczynamy od zestawienia Najgorsze Filmy 2018. W naszym rankingu nie znajdziecie filmów niskobudżetowych, ale przede wszystkim produkcje, które albo zawiodły nasze oczekiwania, albo królowały w box office lub zdobywały ważne nagrody. Słowem, chodzi o filmy głośne, które okazały się być słabszymi niż powinny. Bierzemy pod uwagę produkcje, które miały swoją premierę w 2018 roku. Kolejność alfabetyczna. Zgadzacie się z tym zestawieniem? Macie swoje typy? Pochwalicie się nimi w komentarzu.

Kapitan Morten i Królowa Pająków

To bez wątpienia absolutny hit tegorocznych animacji przeznaczonych dla najmłodszych. Film, w którym pierwsze skrzypce grają chaotyczne fantazje i niezrozumiałe decyzje. Wystarczy tylko napomknąć o tak uroczych scenach jak przekłuwanie motyli igłami i przypinanie ich do włosów czy transformacja niegrzecznych bohaterów na pączki przy użyciu gramofonu. Ta „bajka” nie ma absolutnie nic do zaoferowania w sferze humorystycznej, dydaktycznej, artystycznej czy graficznej. Wtórne i bezsensowne.

Kobiety mafii

Można się śmiać z Patryka Vegi, ale to jeden z najlepiej sprzedających się twórców w kraju, co znaczy że widzowie po prostu jego filmy lubią. Zarazem, jakkolwiek się nie starać, nie sposób obronić szczególnie tych jego ostatnich produkcji, pisanych na kolanie, realizowanych w pośpiechu (6 filmów w 3 lata!), technicznie byle jakich. Wprawdzie Kobiety mafii można postawić nieco wyżej od chociażby takiego Botoksu, ale to nadal kino zwyczajnie złe.




Kształt wody

Od najczęściej nagradzanego filmu roku należałoby oczekiwać czegoś specjalnego. Niestety, del Toro wraz ze swoją ekipą postanowili zmiksować dobrze nam znane motywy i dołożyć do nich sporą dawkę surrealistycznych fantazji, przez co to, co istotne i subtelne, stało się niesmaczne i mało wyraziste. To film, w którym brudna estetyka, całkowicie przyćmiła głębię treści. A szkoda, bo mogło być wyjątkowo.

Nie otwieraj oczu

Sandra Bullock, Jacki Weaver i John Malkovich w obsadzie, Trent Renzor i Atticus Ross ze ścieżką dźwiękową i znakomita reżyser Susanne Bier za kamerą – to wszystko powinno zwiastować kino z wyższej półki. Tymczasem otrzymaliśmy wtórną opowiastkę o obcych sobie ludziach zamkniętych w jednym pomieszczeniu. Film nic nie wnosi do konwencji, ma absurdalny scenariusz i nieciekawych bohaterów.

Pacific Rim: Rebelia

Pacific Rim: Rebelia jest diabelnie nudny. O tym, że na nafaszerowanym fajerwerkami widowisku można przysnąć przekonywał już Michael Bay, ale on przynajmniej w Transformerach robił swoje. DeKnight tymczasem wchodzi do cudzego pokoju z zabawkami i boi się ich dotknąć, żeby przypadkiem czegoś nie zepsuć. Wyszedł z tego barwny teledysk, który musi trwać dwie godziny, a starczyło mu polotu zaledwie na kilka minut. Lepiej wrócić do pierwowzoru.


ZOBACZ TAKŻE INNE CIEKAWE FILMOWE ZESTAWIENIA


Predator

Jeden z najbardziej wyczekiwanych przez nas rozrywkowych filmów roku. Shane Black, który w pierwowzorze wcielił się w rzucającego dowcipami Hawkinsa, wydawał się idealnym kandydatem do opowiedzenia historii kosmicznego łowcy na nowo. Otrzymał wolną rękę i zupełnie nie zapanował nad projektem. Wszystko obracane jest tu w żart, a Predator jawi się bardziej jak spuszczony ze smyczy dziki pies, niż inteligentny myśliwy. Uczucie niepokoju? Zapomnijcie o nim przy filmie Blacka.

Robin Hood: Początek

Robin Hood: Początek to film zupełnie niepotrzebny, bo nie wnoszący zupełnie nic świeżego do opowiedzianej już na sto sposobów historii Robina z Sherwood. To kolejna geneza, w żaden sposób nie wyróżniająca się na tle pozostałych. Czym się miał film wyróżnić? Teledyskowością i luzactwem, połączeniem XII-wiecznej Anglii ze współczesnością – pomysłem może ciekawym, ale przynoszącym absurdalny efekt. Nijaka fabuła i kiepsko zrealizowane sceny akcji, którymi film miał przecież stać, są gwoździem do trumny. To kino pretensjonalne i bardzo złe na wielu płaszczyznach.

Slender Man

Miłośnicy grozy czekali na ten film z uwagi na gigantyczną wręcz popularność krążącej po sieci pasty o tytułowym bohaterze. Tyle że film Sylvaina White’a nie spełnia niemal żadnego podstawowego warunku dobrego kina – scenariusz zawiera chyba fragmenty Wikipedii, kilka scen z innych filmów i imiona bohaterów, bo nie przydano im choćby cienia charakteru. A jeśli weźmiemy pod uwagę, że za skrypt odpowiada twórca znakomitego Elle sprzed dwóch lat, to można jedynie zastanawiać się, jak bardzo nie chciało mu się pracować nad Slender Manem – filmem bez bohaterów i klimatu. Filmem który nie ma widzowi nic do powiedzenia.

Smak zemsty. Peppermint

Pierre Morel, który przed laty dał nam zapierającą dech 13 dzielnicę, teraz realizuje leniwie napisany i równie nijako wyreżyserowany Smak zemsty, kino nudne, sztampowe, nieumiejące wykorzystać potencjału kobiecej bohaterki, zanurzone w stereotypach. Fatalny występ Jennifer Garner wieńczy dzieła. Takie filmy powinny od razu trafiać na DVD.

Zegar czarnoksiężnika

W produkcji Eli Rotha wszystko jest klasyczne – czarodzieje, zegary, ukryte przejścia, zła moc czająca się w szafie, cmentarz, bohaterskie dzieci, odrzucenie przez rówieśników. To wszystko jest aż tak tradycyjne, że wprost nie może zainteresować. A jeśli dodać do tego koszmarną grę aktorską części obsady i sztucznie udziwniany finał, mamy pełen obraz rozpaczy.

ZOBACZ TAKŻE:

najgorsze filmy 2017

najlepsze filmy 2017

 

 

CHCESZ WIĘCEJ CIEKAWYCH RANKINGÓW? POLUB TĘ STRONĘ:

 

Redakcja Recenzent
follow me