Berlin. Miasto światła – recenzja ostatniego tomu serii

Berlin Jasona Lutesa określony został mianem jednego z najwybitniejszych osiągnięć komiksu. Opowieść, jednym tchem wymieniana obok takich graficznych książek, jak Maus, powstawała ponad 20 lat! Akcja osadzona w tytułowym Berlinie rozgrywa się „w przeddzień wojny” i ukazuje drogę nazistów do objęcia władzy w mieście przedstawioną z perspektywy różnych bohaterów.

W Mieście Kamieni odkrywaliśmy uroki miasta przełomu lat 1928/29 . Wraz z Marthą, studentką która pierwszy raz trafiła do dużego miasta, zachwycaliśmy się życiem kulturalnym Berlina, jednocześnie z pewnym napięciem obserwowaliśmy narastające niepokoje, polityczne starcia, rasową niechęć, które ostatecznie prowadzą do tragicznych wydarzeń z maja 1929. W Mieście Dymu fasada kulturalnej stolicy już opadła, społeczne niezadowolenie sięga już zenitu a mieszkańcy wyraźnie dzielą się na kilka obozów: czerwoni, naziści, Żydzi – wszyscy widzieliby przyszłość miasta inaczej.

Na trzeci tom tej historii musieliśmy czekać aż 10 lat. Wreszcie Lutes zaprezentował Miasto Światła, epickie zwieńczenie tej znakomitej historii. W Polsce powieść ukazała się nakładem Kultury Gniewu. Muszę przyznać że jest to zakończenie zupełnie inne, niż się spodziewałem, ale pozostawiające po sobie niezwykłe wrażenie.




Autor doprowadza losy poszczególnych bohaterów do końca, nie tylko jeśli chodzi o Marthę i Kurta, ale także pozostałe postaci, m.in. małą Sylwię. Wszyscy podejmują decyzje, od których nie będzie już odwrotu. Lutes z olbrzymią wrażliwością i empatią opowiada ich losy, prywatne problemy, niespełnione miłości, próbę odkrycia własnej tożsamości, odnalezienia swojego miejsca w tym nieprzyjaznym świecie. Ich codzienne, ludzkie sprawy, dla nich najważniejsze w świecie, blakną w kontekście historycznych przemian, które dokonują się w tym samym czasie. Berlin, który powinien być ich domem, zamienia się w piekło, choć nikt jeszcze nie zdaje sobie z tego sprawy. W rezultacie wszystkie z dotychczasowych aspektów tej historii: zarówno ten czysto ludzki, jak i polityczny, złączą się w jedno.

Jak napisałby Thomas Eliot, trylogia Berlin kończy się „nie hukiem, a skomleniem”.  Autor postępuje wbrew oczekiwaniom czytelnika i budowane przez 20 lat napięcie, które dosłownie mogło wybuchnąć, jak balon przebity igłą, zostaje zwyczajnie spuszczone. Kulminacyjne momenty rozgrywają się spokojnie i bez pośpiechu, decyzja głównej bohaterki Marthe, znacząca niewiele w kontekście całej historii, jest dla Lutesa równie ważna a może ważniejsza od przełomowego przejęcia władzy przez nazistów. Coś się kończy i coś się zaczyna, ale koszmar który się zacznie na razie zostanie przyćmiony parą z odjeżdżającego pociągu. Rozegrane to jest perfekcyjnie i robi piorunujące wrażenie. Gwarantuję że ostatnie kadry tej historii przyprawią was o ciarki.

Kończy więc Lutes Berlin z ogromną dojrzałością i wyczuciem, w nieoczywisty sposób skłania do refleksji. Zarówno bohaterowie tego dramatu, jak i samo miasto, które niejako odzwierciedla sytuację ówczesnych Niemiec, stają w rozkroku. W powietrzu unosi się groza, ale jest to groza niemal niewyczuwalna, doskonale skryta w atmosferze ciepłego, słonecznego dnia. Przewrotnie w końcu trzeci tom nazwano Miastem światła.

Berlin. Miasto światła
Autor: Jason Lutes
Tłumaczenie: Wojciech Góralczyk
Gatunek: Komiks, Historyczny
Wydawnictwo: Kultura Gniewu
Data premiery: 17 października 2018

 

 

za egzemplarz do recenzji dziękujemy Wydawnictwu Kultura Gniewu

 

 

CHCESZ WIĘCEJ RECENZJI NAJNOWSZYCH KOMIKSÓW? POLUB TĘ STRONĘ:

 

Damian Drabik Administrator

Rocznik 1992. Z wykształcenia historyk sztuki i kulturoznawca, z zamiłowania pożeracz filmów, książek i szeroko pojętej popkultury.