Jeffery Deaver. Tańczący Trumniarz – recenzja

Tańczący Trumniarz to drugi tom przygód Lincolna Rhyme’a, autorstwa jednego z najlepszych pisarzy thrillerów. Tym razem bohater musi zmierzyć się z nietuzinkowym, inteligentnym i bardzo skutecznym tytułowym płatnym mordercą. Policja nazwała go w ten sposób, gdyż jedna z ofiar zanim zginęła przekazała policji, iż posiada tatuaż, na którym śmierć tańczy nad trumną. Lincoln musi znaleźć zabójcę, nim ten zlikwiduje pozostałe swoje ofiary. Ma z nim także do wyrównania osobiste rachunki. Rozpoczyna się emocjonująca rozgrywka między dwójką najlepszych umysłów stojących po przeciwnych stronach barykady. Kto wyjdzie z tego pojedynku zwycięsko i ile ofiar pochłonie? Czy cel uświęca środki? Dokąd może się posunąć Rhyme, żeby unieszkodliwić przeciwnika?

Deaver kolejny raz udowodnił, że posiada najwyższej klasy pisarski kunszt. Oczywiście jak na ten rodzaj czysto rozrywkowej literatury. Ten autor wcale nie popada w schematy. Narracja prowadzona jest w inny sposób niż w pierwszym tomie, a akcja rozwija się niekonwencjonalnie. Owszem, można dostrzec kilka podobieństw w działaniu Rhyme’a, ale dotyczy to głównie działań analitycznych i dedukcji głównego bohatera.

Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że Deaver jest mistrzem w tym, co robi. Trzeba posiadać nie lada umiejętności, żeby od podstaw tworzyć nietuzinkową fabułę, a gdy czytelnik już sobie wszystko poukłada i jest święcie przekonany, że rozgryzł całą historię, nagle dostaje prawego sierpowego w szczękę. Podnosi się i czyta dalej. Układa sobie wszystko od początku. Zaskoczenie jest ogromne, aczkolwiek przyjemne. Niestety za chwile dostaje lewego sierpowego, pada na ziemię i zastanawia się jak mógł tego nie przewidzieć. Deaver zaskakuje nas kilka razy, ale oprócz tych zwrotów akcji książka jest tak skonstruowana, że trzyma w napięciu od samego początku, a szczególnie widać to w pojedynku między dwoma przeciwnikami. Napięcie między nimi jest tak ogromne, że aż robi się gorąco. Bohaterowie, mimo że nie stają do pojedynku oko w oko, to jednak toczą walkę na śmierć i życie. Istotne jest tylko, który pierwszy popełni błąd.

Mimo tych wszystkich zalet, książka ma jedną wadę. Czy jest ona istotna, czy nie, nie będę oceniał. Każdy musi się do tego odnieść indywidualnie. A chodzi o to, że w żaden sposób nie mogłem uwierzyć w tę historię. Fabuła dopracowana jest w każdym szczególe, wszystkie wątki łączą się w idealny sposób, wszystko z wielką dokładnością się zazębia i nie znajdziemy tu pytań bez odpowiedzi, a każde – nawet wydawałoby się najbardziej bezsensowne – postępowanie jednego z bohaterów z czasem znajduje racjonalne wytłumaczenie. A mimo to historii tej brakuje wiarygodności,  nie sądzę, żeby mogła się wydarzyć naprawdę.  

Tańczący Trumniarz to najwyższej klasy powieść rozrywkowa, trzymająca w napięciu i wymagająca od czytelnika sporo skupienia oraz analizowania każdego szczegółu, a takie książki czyta się najlepiej. Dzięki takim pozycjom możemy trochę oderwać się od rzeczywistości i poczuć na karku oddech płatnego mordercy, który właśnie wybrał nas sobie na ofiarę. Miłe uczucie.

Tańczący Trumniarz
Autor: Jeffery Deaver
Seria: Lincoln Rhyme
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Gatunek: Thriller, Kryminał, Sensacja
Data wydania: 5 lipca 2018

 

ZA EGZEMPLARZ DO RECENZJI DZIĘKUJEMY:

 

http://www.proszynski.pl/

 

CHCESZ WIĘCEJ RECENZJI NAJNOWSZYCH KSIĄŻEK? POLUB TĘ STRONĘ:

 

Tomasz Drabik Administrator
Radomianin z pochodzenia. Technolog żywności z wykształcenia. Pasjonat dobrego kina, lecz nie gardzi ciekawą książką. Uwielbia Pasikowskiego, Manna i Lehane.