Nowa powieść Stephena Kinga „Outsider”. Recenzja przedpremierowa

Najnowsza powieść Stephena Kinga, Outsider, to bez wątpienia najlepsze, co wyszło spod jego pióra w ostatnich latach. Regularnie zaniżający poziom, ponad 70-letni Mistrz ma – jak się okazuje – jeszcze parę asów w rękawie. Nowa powieść przynajmniej do połowy stanowi rasowy, pełnokrwisty i angażujący thriller, który trzyma w napięciu jak diabli i nie pozwala się oderwać choćby na moment. Wszystko za sprawą niesamowitej, mistrzowsko rozplanowanej intrygi.

Kilka lat temu King zadebiutował na gruncie kryminału powieścią Pan Mercedes i tu – przynajmniej tak wygląda na pierwszy rzut oka – kontynuuje tę tendencję. W miasteczku Flint City odkryte zostają bestialsko potraktowane zwłoki chłopca. Okrutny opis zbrodni pominę, kluczowa jest jednak kwestia dowodów, których nie brakuje – począwszy od odcisków palców przez świadków widzących chłopca z lokalnym trenerem baseballu, po DNA pana Terry’ego Maitlanda znalezione na ciele ofiary. Nie ma z czym dyskutować, nawet jeśli Maitland cieszył się dotychczas nieposzlakowaną opinią. Detektyw Anderson jest wściekły, trener bowiem szkolił wcześniej jego syna, a wygląda na to że drań lubił małych chłopców i doskonale się z tym krył. Następuje więc aresztowanie pod publiczkę na oczach mieszkańców, którzy zapragną krwi Maitlanda. Trener twierdzi jednak, że nie zabił chłopca; w gruncie rzeczy w chwili morderstwa był w zupełnie innym miejscu i ma na to świadków.

Czyta się tę historię niesamowicie! Początkowo przeplatane są różne punkty widzenia – poznajemy fabułę oczyma detektywa Ralpha Andersona, który jest pewien winy trenera (wskazują na to twarde dowody), ale z czasem zaczynają się w nim rodzić wątpliwości, obserwujemy wydarzenia z punktu widzenia żony Maitlanda, Marcy i wreszcie samego zainteresowanego. Dodatkowo otrzymujemy w całości spisane przesłuchania poszczególnych świadków, którzy w okolicach dokonania zbrodni widzieli Terry’ego. Dzięki temu King pozwala również czytelnikowi w pewnym sensie wczuć się w rolę detektywa, porównywać zeznania świadków, poznawać kolejne poszlaki i je analizować. To iście rewelacyjna zabawa i między innymi dlatego powieść tak mocno trzyma w napięciu i nie pozwala się oderwać – natychmiast wręcz chcemy poznawać kolejne wydarzenia, odkrywać kolejne karty. A King doskonale kreśli intrygę, tak wspaniale że w pewnym momencie doprowadza bohaterów i czytelnika do ściany. Oto zbrodnia doskonała, której zdaje się nie sposób wyjaśnić racjonalnie. I jeśli to zrobisz, King, jesteś geniuszem!

I tu niestety zaczynają się schody, bo nawet King nie potrafi tej misternie i w każdym szczególe nieprawdopodobnej intrygi wyjaśnić w sposób prawdopodobny. To znaczy że wkraczamy jednak na znane nam doskonale terytorium Mistrza Grozy, a w historię wplecione zostają elementy nadprzyrodzone. Uważam to za olbrzymie rozczarowanie, ponieważ do połowy Outsider stanowi znakomity, oryginalny, pomysłowy i świeży thriller, który doskonale wręcz korzysta z suspensu i zmusza czytelnika do maksymalnego zaangażowania. Jest jeszcze kapitalna gra moralnością – główny bohater detektyw Anderson popełnia niewybaczalne błędy i musi z nimi żyć. A potem ta świeżość znika i otrzymujemy fabułę, którą znamy już z dziesiątek innych powieści autora – oto wspomniany detektyw z grupą zaprzyjaźnionych bohaterów prowadzi własne śledztwo, które doprowadzi go do tajemniczego zła, które karmi się ludzkim cierpieniem.




Nie zrozumcie mnie źle, Outsider to nadal pierwszorzędna rozrywka i jak napisałem wcześniej – najlepsza książka Stephena Kinga w ostatnich latach. Tyle że to mógł być prawdziwy majstersztyk i literacka bomba, a jednak nie jest – szczegółowy i realistyczny kryminał w połowie książki zaczyna się zwyczajnie rozmywać.

Inne zalety Outsidera to w zasadzie elementy charakterystyczne dla Kinga: pełnokrwiści bohaterowie, kapitalne dialogi, styl który mimo upływu lat nie traci nic ze swojej ostrości i historia od której mimo wszystko nie sposób się oderwać. Jest też mnóstwo smaczków, szczególnie dla miłośników Kinga, których nie chcę wam tu zdradzać – wyłapywanie ich to prawdziwa frajda. Ale dodam tylko, że pojawia się tu postać z innej prozy autora i odgrywa kluczową rolę. Na marginesie, nieco humorystycznie, wspomnę też że dwóch spraw ewidentnie King nie potrafi przeboleć: wygranej Trumpa i Lśnienia w reżyserii Kubricka.

Swoją najnowszą powieścią Stephen King wraca do bardzo wysokiej formy i udowadnia niedowiarkom (w tym mi) że ma jeszcze coś do powiedzenia. To fascynująca rozrywka, która trzyma w napięciu do ostatniej strony. Nie obywa się jednak bez mankamentów. Outsider mógł być wybitnym kryminalnym thrillerem, bo do pewnego momentu rozegrany jest perfekcyjnie, ale King nie poszedł tą drogą i jednak wybrał bezpieczną ścieżkę konwencji, w której sam czuje się najlepiej i którą czytelnik dobrze zna. Szkoda, ale autor jest chyba tego w pełni świadomy, bo sam pisze o Kubricku słowami jednej z bohaterek: „Uważam, że młodzi artyści są znacznie bardziej skłonni do podjęcia ryzyka”. On go nie podjął, ale w wieku ponad 70 lat oddaje nam fantastyczną książkę, którą co prawda znamy, bo to w pewnym sensie powtórka z rozrywki, ale przypominająca czasy jego najwyższej literackiej formy.

Outsider
Autor: Stephen King
Tłumaczenie: Tomasz Wilusz
Gatunek: Thriller, Sensacja, Kryminał
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data premiery: 5 czerwca 2018

 

 

 

ZA EGZEMPLARZ DO RECENZJI DZIĘKUJEMY:

 

http://www.proszynski.pl/

 

CHCESZ WIĘCEJ RECENZJI NAJNOWSZYCH KSIĄŻEK? POLUB TĘ STRONĘ:

 

Damian Drabik Administrator

Rocznik 1992. Z wykształcenia historyk sztuki i kulturoznawca, z zamiłowania pożeracz filmów, książek i szeroko pojętej popkultury.