H.G. Wells – „Wojna światów” – recenzja

Jakiś czas temu nakładem Wydawnictwa Vesper światło dzienne ujrzało cudne wydanie kultowej Wojny światów H.G. Wellsa. Miłośnicy gatunkowych klasyków regularnie są raczeni przez wydawcę pięknymi egzemplarzami prozy takich mistrzów jak Bram Stoker, E.A. Poe czy Lovecraft. Teraz do kolekcji perełek dołącza Wells. I znów – twarda oprawa, wspaniałe ilustracje Alvima Correy, które już same stanowią nie lada gratkę, oraz fantastyczna treść.

Wojna światów to wydana pod koniec XIX wieku opowieść o inwazji z Marsa. Kilkadziesiąt lat przed lądowaniem człowieka na Księżycu czy w ogóle lotem w kosmos, Wells snuje wizję starcia z kosmicznymi najeźdźcami. Wizję dziś być może już nieco przestarzałą, w końcu temat widzieliśmy przerobiony na ekranach kin tysiące razy, ale to właśnie Wells był jednym z pierwszych, inspirując pisarzy i reżyserów na całym świecie, a te inspiracje widoczne po dziś dzień. Chociażby wygląd obcych – ośmiornice czy macki to motywy, które przewijają się w kinie do dziś. Tego typu stwora w rozmiarze XXL znajdziecie dosłownie teraz w kinie w Hanie Solo z uniwersum Gwiezdnych Wojen. A monstrualne trójnogi, na których poruszają się obcy w powieści Wellsa? Także wizja gigantycznych bestii na długich nogach (choć nie koniecznie mechanicznych), skrytych we mgle, powraca nieustannie, żeby przywołać chociażby film Monsters. O samych ekranizacjach Wojny światów nie wspominam. Czerpie więc popkultura z Wellsa garściami.




A te wszystkie smaczki możemy poznać u podstaw. Jest to książka napisana właściwym dla epoki językiem, zdradzającym wyraźny wiktoriański charakter, a jednocześnie pełna też archaicznych pomysłów, jak chociażby fakt że obcy zostali na Ziemię wystrzeleni z Marsa, co przypomina nieco Lot na Księżyc Meliesa, gdzie bohaterów na Księżyc wysyła gigantyczna armata. Ale jednocześnie, na ile to możliwe w kontekście tamtejszej wiedzy o kosmosie, autor stara się zachować naukową część fantastyki, próbując opisać czytelnikowi fizjologię Marsjan czy ich technologię bojową – nawet jeśli wszystko o czym pisze trąca jednak bajaniem.

Wells odnosi się także do inwazji w kontekście społeczeństwa i jego reakcji na tak nietypowe wydarzenie. A tych reakcji jest cały przekrój: od niedowierzania, przez żarty i paniczny strach, po paranoję. Jedni uciekają w popłochu, inni chcą walczyć a jeszcze inni snują plany na przetrwanie w kanałach, rozmyślając jak przechować wiedzę ludzkości na lepsze czasy.

Niesamowita jest wyobraźnia Wellsa, który tak wyraźnie w tej fantastyce zawarł strach ludzkości przed tym co obce i nieznane, a nade wszystko widmo nadchodzących kataklizmów w postaci dwóch wojen światowych.

Wojna światów to kolejny must read od Vesper. Książka o której każdy słyszał, choć nie każdy miał okazję czytać. Warto więc wykorzystać tę okazję by poznać kolejny klasyk, który zainspirował następne pokolenia twórców literackich i filmowych, a jednocześnie w niepokojący sposób stanowi zapowiedź tragicznych wojennych wydarzeń w Europie i na Świecie w XX wieku. Czuć w niej upływ czasu, pod wieloma względami to już proza archaiczna, szczególnie jeśli inwazję obcych oglądaliśmy już setki razy na ekranach kin. Niemniej dla miłośników gatunku będzie to prawdziwa i fascynująca podróż do źródła motywów i pomysłów.

Wojna światów
Autor: Herbert George Wells
Tłumaczenie: Lesław Haliński
Gatunek: Science-fiction
Wydawnictwo: Vesper
Data premiery: 16 maja 2018

 

 

za egzemplarz do recenzji dziękujemy Wydawnictwu Vesper

 

 

CHCESZ WIĘCEJ RECENZJI NAJNOWSZYCH KSIĄŻEK? POLUB TĘ STRONĘ:

 

Damian Drabik Administrator
Rocznik 1992. Z wykształcenia historyk sztuki i kulturoznawca, z zamiłowania pożeracz filmów, książek i szeroko pojętej popkultury.