Guy Delisle „Pjongjang” – Recenzja

Niedawno miłośnicy komiksowej twórczości Guya Delisle w Polsce już po raz trzeci mogli zabrać się z nim w podróż do koreańskiego Pjongjang w ramach wznowienia jego graficznej relacji z pobytu przez Wydawnictwo Kultura Gniewu. Miasto w Korei Północnej autor przedstawia z perspektywy początku lat dwutysięcznych, kiedy przez jakiś czas przebywał w tym kraju absurdów, realizując służbowe zlecenie.

Spędzony tam czas Delisle wykorzystał na obserwację obyczajów i kultury tamtejszych ludzi. Tu jednak, w przeciwieństwie do innych krajów, które odwiedzał w czasie swojej kariery, do czynienia z szarymi obywatelami praktycznie nie miał. Mógł ich wprawdzie obserwować, mijając na ulicy, ale mieszkańcy Pjongjang zawsze przypominali raczej aktorów odgrywających przed nim role przechodniów, niż zwykłych obywateli znających trud codzienności. Siłą rzeczy w tym wypadku trudno było przedstawić więcej szczegółów z wewnętrznego życia mieszkańców.

Delisle daje czytelnikowi wyraźne poczucie tego, jak wyglądała jego codzienność w pustym, zimnym hotelu, w którym tylko jedno piętro było obsługiwane i udostępniane turystom. Wiele molochów stało zwyczajnie pustych, jak chociażby kino, które uruchamiano raz na kilka lat podczas festiwalu filmowego. Puste autostrady. Pusta opera. Niedokończony hotel górujący nad miastem jak Wieża Babel.

W tej humorystycznej, jak to zwykle u Delisle’a bywa opowieści, zawsze znajdą się też obserwacje niepokojące. Jedną z nich jest na przykład zupełny brak na ulicach Pjongjang osób niepełnosprawnych czy schorowanych. Przewodnik autora po stolicy Korei Północnej przekonywał go, że są oni jednorodnym narodem pozbawionym zaburzeń fizycznych. Inną chociażby fakt, jak mocno zakorzeniona w ich głowach jest fałszywa prawda o świecie. Według Delisle’a to wcale nie jest tak, że przeciętny Koreańczyk, gdyby mógł, natychmiast uciekłby z kraju. Garstka szczęśliwców, którzy mają okazję odwiedzić Zachód, wraca do Korei nieprzekonanymi, widząc chociażby Paryż tonący w brudzie i zestawiając go z czystym, cichym, pozbawionym chaosu Pjongjang.




Jest jednak, jak wspomniałem, humor, bo dzieła Delisle’a zawsze mają poniekąd charakter satyryczny. Nie boi się autor pisać wbrew poprawności politycznej, wykorzystując ironię i sarkazm. Patrzy oczywiście przez pryzmat człowieka Zachodu, filtrując spotykanych ludzi przez własną objawowość. Jest mimo to dalece obiektywny i zawsze przede wszystkim kieruje się sympatią do spotykanych bohaterów, nawet jeśli najchętniej wybiłby im z głowy koreańską propagandę to wie, że nie będzie w stanie tego zrobić, mimo że zupełnie się nie rozumieją, potrafią czasem siąść na wzgórzu i wspólnie popatrzeć w niebo.

Pjongjang Delisle’a to ciekawe spojrzenie na jeden z najbardziej enigmatycznych narodów na świecie. I nawet on, znakomity obserwator, który oddawał w nasze ręce fantastyczne relacje z Izraela, Birmy czy Chin, nie był w stanie do końca ugryźć tej społeczności, skrytej przed nim i niewidocznej. Pozwala nam jednak poznać choć tyle, ile sam był w stanie w te dwa miesiące zobaczyć, a w przypadku tego narodu – często więcej mówi o nim to, czego nie widać, jak wspomnieni niepełnosprawni. Dla ciekawych świata to pozycja obowiązkowa, jak inne komiksy Kanadyjczyka.

Pjongjang
Autor: Guy Delisle
Rysunki: Guy Delisle
Tłumaczenie: Katarzyna Szaniawska
Wydawnictwo: Kultura Gniewu
Data premiery: marzec 2018

 

 

za egzemplarz do recenzji dziękujemy Wydawnictwu Kultura Gniewu

 

 

CHCESZ WIĘCEJ RECENZJI NAJNOWSZYCH KOMIKSÓW? POLUB TĘ STRONĘ:

 

Damian Drabik Administrator

Rocznik 1992. Z wykształcenia historyk sztuki i kulturoznawca, z zamiłowania pożeracz filmów, książek i szeroko pojętej popkultury.