Recenzja filmu „Anihilacja” od Netflixa

Chociaż nie wszystko co znajdziemy w olbrzymiej bazie Netflixa godne jest poznania, to trzeba przyznać, że platforma potrafi rozpieszczać swoich widzów, szczególnie jeśli chodzi o niespodzianki. Wszyscy pamiętamy chociażby kwestię nowego Cloverfielda, który trafił do sieci zupełnie niespodziewanie. Teraz na platformie zadebiutował z kolei najnowszy film Alexa GarlandaAnihilacja.

Sprawa jest nieco kuriozalna, bo najnowsze dzieło twórcy Ex Machiny nie jest oryginalnym filmem Netflixa. Ekranizacja prozy Jeffa VanderMeera została zrealizowana dla Paramount Pictures i trafiła na ekrany kin. Przynajmniej w Ameryce, Chinach i Kanadzie,  bo w Europie nie została wpuszczona do takiej dystrybucji, trafiła za to właśnie na Netflixa. Oficjalnie chodzi o kwestie budżetowe i promocyjne, nieoficjalnie mówi się o tym, że studio ukarało w ten sposób reżysera za nieprzebiegającą po myśli producentów realizację.

Muszę przyznać, że nie miałem przyjemności czytać książki VanderMeera, więc zupełnie pominę tutaj kwestię porównania z pierwowzorem, a skupię się jedynie na wrażeniu, jakie wywołuje sam w film. Ten opowiada historię biolożki Leny, która niegdyś spędziła kilka lat w wojsku, a teraz pracuje na uczelni. Od ponad roku nie otrzymuje znaku życia od męża, który został wysłany przez rząd z tajną misją i słuch o nim zaginął. Niespodziewanie mężczyzna znów zjawia się w jej życiu, lecz sprawia wrażenie dziwnego i podupada na zdrowiu. Wkrótce rząd odkrywa przed Leną tajemnicę Strefy X, wydzielonego obszaru ciągnącego się wzdłuż amerykańskiego wybrzeża, który zaatakowała jakaś niezbadana i stale rozprzestrzeniająca się anomalia. Poza mężem Leny nikt, kto wszedł do strefy nigdy z niej nie wyszedł. Bohaterka wraz z grupą kobiet-naukowców podejmuje się misji odkrycia tajemnicy strefy i zdobycia lekarstwa dla umierającego męża.




Jeśli pomysł tajemniczej, strzeżonej przez rząd „Strefy” i jej dziwnych anomalii z czymś wam się kojarzy, to oczywiście nic dziwnego. Nie wiem jak sprawa wyglądała w książce, ale film wyraźnie nawiązuje do klasyka Andrieja Tarkowskiego. O ile jednak Stalker był podróżą ciszy przetykanej egzystencjalno-metafizycznymi rozważaniami, o tyle w Anihlijacji mówi się dużo, do pewnego momentu próbując tłumaczyć widzowi wszystko, co ten widzi na ekranie. A widzi rzeczy niesamowite.

W Strefie X dochodzi do anomalii związanej z DNA. Opanowane przez nią połacie terenu zaczynają mutować. Na ścianach budynków wykwitają barwne grzyby, rośliny pną się jakby przycięte do kształtu człowieka, a zwierzęta łączą w sobie cechy różnych osobników. Scenografia i kompozycja poszczególnych przestrzeni oraz kadrów wyglądają oszałamiająco, choć zdaje się że ani operator Rob Hardy ani reżyser nie celebrują tych widoków, nie dają okazji zachwycić się nieznanym, obserwować w przerażającej ciszy tego fascynującego terenu, tak jakby nie było na to czasu. Obserwujemy kolejne lokacje i ruszamy dalej, a wszystko – jak już wspomniałem – bohaterki starają się tłumaczyć. Szczególnie temat kluczowy – autodestrukcyjne działanie Strefy, być może przyprawiające o szaleństwo, a być może wywołujące lęk przed życiem – zbyt mocno akcentowany jest w dialogach.

Anihilacja rozważana jest tu na kilku płaszczyznach. Mowa przecież nie tylko o dosłownym rozkładzie terenu Strefy X, które w dalszej perspektywie doprowadzi prawdopodobnie do rozkładu znanego nam świata – totalnego unicestwienia ludzkości. Na drugiej płaszczyźnie poruszana jest kwestia zaniku uczucia, rozpadu związku. Jeszcze głębiej twórcy opowiadają o zmaganiu się z depresją, o autodestrukcyjnych skłonnościach, które niejako wpisane są już w życie każdego z nas. W końcu ostatecznym etapem życia jest śmierć, a rozpad dotyczy nie tylko ciała ale i psychiki. I chwała twórcom za to, że nie boją się pogłębiać swojej produkcji, stawiać trudnych pytań a zamiast pożywki dla oka w postaci barwnego widowiska akcji, zmuszać do refleksji i wywoływać egzystencjalny niepokój. Nie wszystko jednak musi być mówione wprost, a refleksji znacznie lepiej może sprzyjać kontemplacja przedstawianej rzeczywistości.

Ale nie brak tu też wspomnianej akcji. Łączą się w Anihilacji elementy science-fiction i horroru. Te drugie objawiają się przede wszystkim w atakach dzikich zwierząt, zmutowanych krokodyli i niedźwiedzi, które na każdym kroku czyhają na bohaterki w tej groźnej przestrzeni. Zaskakujące w tym kontekście, że mimo przecudnego oddania tych lokacji, efekty specjalne prezentują się wyjątkowo brzydko.

Trudno szczególnie zżyć się z bohaterkami granymi m.in. przez Natalie Portman, Jennifer Jason Leigh, Tessę Thompson. Ta pierwsza siłą rzeczy musi dźwigać na barkach niemal całą fabułę i trzeba przyznać, że radzi sobie dobrze, ale pozostałe odgrywają zbyt płaskie postaci na etapie scenariusza. Każda z nich zmaga się z jakąś traumą, każda chowa jakiś dramat, ale wszystkie te problemy zostają przedstawione w dialogach i nie pomagają pogłębić postaci.  Jak potraktuje je Strefa X, bywa miejscami dla widza zupełnie obojętne.

Znacznie lepiej film wypada w drugiej połowie, a szczególnie w finale, gdzie faktycznie Garland scenarzysta-pisarz usuwa się w cień, a do głosu dochodzi Garland reżyser. Nie będę zdradzał szczegółów, ale cierpliwość widza zostaje nagrodzona zupełnie niehollywoodzkim zakończeniem o wyraźnie artystycznym rysie. W tej kwestii jestem pod wrażeniem odwagi.

Szkoda jednak, że tej odwagi zabrakło na przestrzeni całego filmu. Anihilacja Alexa Garlanda to bardzo ambitna próba opowieści o fizycznej, psychicznej i duchowej degradacji, o autodestrukcyjnych skłonnościach i godzeniu się z samym sobą. Szkoda że to próba nie do końca spełniona. Zbyt wiele reżyser chce powiedzieć wprost, przez co kluczowe zagadnienia nie wybrzmiewają z właściwą mocą. Fascynujący świat przedstawiony nie dostaje możliwości wchłonięcia widza, każdy jego skrawek jest tłumaczony, zamiast oddziaływać sam przez siebie. Wreszcie bohaterki, którym nie zbudowano właściwego zaplecza psychologicznego, a których los bywa obojętny, niekoniecznie są właściwymi przewodniczkami po Strefie X.

Należy jednak docenić ambicje reżysera, należy pochwalić odwagę i pokreślić artystyczne zapędy. Bo Anihilację warto a wręcz trzeba zobaczyć mimo wszystko. Nie często bowiem obecnie realizuje się produkcje tak dalece odbiegające od hollywoodzkich standardów. Choć niepozbawiona wad i wyraźnie kulejąca, Anihilacja to zupełna świeżość w dzisiejszym świecie filmowego science-fiction.

MOJA OCENA:
5/10

Anihilacja
Reżyseria: Alex Garland
Scenariusz: Alex Garland
Muzyka: Geoff Barrow, Ben Salisbury
Zdjęcia: Rob Hardy
Obsada: Natalie Portman, Jennifer Jason Leigh, Tessa Thompson, Gina Rodriguez, Tuva Novotny, Oscar Isaac, Sonoya Mizuno
Gatunek: Thriller, Science-fiction
Kraj: USA, Wielka Brytania
Rok produkcji: 2018

 

 

 

CHCESZ WIĘCEJ CIEKAWYCH RECENZJI FILMÓW? POLUB TĘ STRONĘ:

 

Damian Drabik Administrator
Rocznik 1992. Z wykształcenia historyk sztuki i kulturoznawca, z zamiłowania pożeracz filmów, książek i szeroko pojętej popkultury.