Antologia ‚Dreszcze’ Recenzja

Pod koniec minionego roku, za sprawą Wydawnictwa Gmork, na rynku ukazała się wreszcie długo wyczekiwana antologia Dreszcze, będąca wynikiem Literackiego Konkursu Tematycznego. W konkursie udział wzięło wielu młodych, początkujących autorów, którzy w swoich opowiadaniach mieli zmierzyć się z tytułowym tematem „dreszczy”. Najlepsi z nich trafili na papier i choć kilkoro miało już na swoim koncie publikacje (niektórzy nawet w postaci powieści), to dla wielu był to również absolutny literacki debiut. Sprawdźmy, czy ten zbiorek naprawdę potrafi wywołać gęsią skórkę.

Zaczyna się od mocnego uderzenia. Opowiadanie Zanim nadejdą śniegi Piotra Dudka ma wszystko, czego można wymagać od dobrego tekstu grozy: umiejętnie budowane napięcie, nieustanny niepokój wynikający z rozwoju sytuacji oraz oczekiwanie na najgorsze. Do samego końca jednak nie wiadomo w jaki sposób i z której strony to najgorsze nadejdzie. Trzeba podkreślić, że opowiadanie jest też bardzo dobrze napisane, autor operuje plastycznym stylem, potrafi wzbudzić emocje, nie czuć sztuczności. To dobry tekst. Niestety, zakończenie – moim zdaniem – to pójście na łatwiznę. Miał to być fabularny twist, który wzbudzi zaskoczenie, ale niestety był on zbyt prosty. Uważam, że ta historia zasłużyła na bardziej intrygujący finał. Autorze, czekam na więcej.

Równie dobrym tekstem jest też opowiadanie Szczurowisko Barłomieja Grubicha. Historia mężczyzny zatrudnionego w wielkiej korporacji mieszczącej się w cudownym wrocławskim drapaczu chmur Sky Tower. Informacja o planowanych zwolnieniach pracowników budzi niepokój pośród firmowej kadry. Wraz z narratorem, dzień po dniu, czytelnik poznaje destrukcyjny wpływ oczekiwania na najgorsze. Mało w tym grozy rozumianej dosłownie, więcej dekadenckiego klimatu. Całość utrzymana w tonie delikatnego surrealizmu. Coś między Kafką a Ligottim, lecz w dużej mierze zdradzające własny styl autora.

Ciekawie prezentuje się opowiadanie We mnie Artura Jarzębowskiego. Opowieść o kobiecie, która w poszukiwaniu cudownej diety zaraża się pewnym pasożytem, to typowy straszak z elementami surrealizmu, niekiedy wzbudzający obrzydzenie. Wciągająca historia.

Kolejnym tekstem, który zwrócił moją uwagę, jest Introligator z Doliny Płaczu. Nic nadzwyczajnego, to taki literacki odpowiednik kina klasy B, z tajemniczym mordercą o niezwykłym hobby. Trzeba jednak przyznać, że autor, Grzegorz Kopiec, zna się na rzeczy, wie jak wzbudzić zainteresowanie czytelnika i podtrzymywać je do ostatniej strony. Jeżeli już po kilku akapitach przewidziałem rozwiązanie zagadki, to już na następnej stronie autor sam je wyjawił, dając mi do zrozumienia, że to żadna tajemnica i nie o to chodzi. Na końcu jednak otrzymujemy kolejny fabularny twist.

Intrygujące jest opowiadanie Marty Krajewskiej Życie jest niczym, wieczność jest wszystkim, które zdradza talent autorki i ciekawy warsztat, jednak sama fabuła jest już trochę ograna i ostatecznie nie wzbudziła we mnie większych uczuć. Podobny wątek oparty na „śmierci”, znajdziemy u Anny Grzanek w jej Głodzie. I w zasadzie mogę powtórzyć to, co powyżej – dobrze napisana rzecz, intrygująca, lecz ostatecznie pozostawiająca po sobie lekkie rozczarowanie w stylu „już to czytałem”.

Jest tu również trochę absurdalnych tekstów, zdradzających czarny humor autorów, jak np. Trzech Panów z Jedną Nogą Piotr Skurzyńskiego, tym ciekawszy, że opowiedziany niejako od tyłu, czy Trzy Szklanki Kingi Bągard, w którym grozy jako takiej próżno szukać, ale to błyskotliwa opowieść, która potrafi wywołać uśmiech. Wreszcie – Powiedz mi, jak bardzo cenisz swoje życie Kosmy Woźniarskiego. Niestety też nihil novi, jeśli oglądaliście Fight Club Finchera, to już wiecie o co chodzi, ale całość działa jak należy, a autor bardzo dobrze radzi sobie z nakreśleniem motywacji bohatera, co znacznie wzmacnia siłę opowieści.

Wypada jeszcze wspomnieć finałowy tekst Jakuba Rykowskiego Zabawa w chowanego, czyli godne zwieńczenie antologii. Przy okazji, moim zdaniem, to opowiadanie które najlepiej wpisuje się w tematykę zbioru, mianowicie naprawdę wywołuje dreszcze, poprzez umiejętne budowanie napięcia i nieustanne odraczanie tego, co ma nadejść. Mimo że czytelnik spodziewa się finału, sposób, w jaki on się rozegra pozostaje niejasny do ostatniej strony. Brawo.

Jest tu również miejsce dla kilku krótkich tekstów, których jedynym celem jest fabularne zaskoczenie czytelnika lub narzucenie jakiejś puenty w ostatnim zdaniu. Jedne są lepsze, drugie gorsze, ale ogólnie mają to do siebie, że niestety przechodzi się obok nich obojętnie. Żadne z nich raczej nie dało mi do myślenia, nie wzbudziło większych emocji, szybko przechodzi się od nich do kolejnego tekstu. Należą do nich Koszmary Emila Gierasa, Oliś Jacka Kalinowskiego, Deratyzacja Katji Tomczyk, Martwym ludziom brak tchu Istvana Vizvarego, Pokój ich cieniom Joanny Rybki czy Wiara czyni cuda Anny Szumacher. Nie są to teksty złe, takich tu na szczęście nie uświadczymy, ale wypadają trochę jak „przerywniki” między lepszymi tekstami. Większość z tych autorów to absolutni debiutanci, co ostatecznie nie dziwi, ale to dla nich dobry początek i warto mieć ich na uwadze. Jestem ciekaw, czy powrócą z bardziej dopracowanymi, rozwiniętymi tekstami w przyszłości. Szkoda jednak, że nie najlepsze opowiadania zaserwowali nam również Vizvary czy Tomczyk, którzy są już autorami z kilkoma publikacjami na koncie. Szczególnie po tym pierwszym spodziewałem się więcej, bo miałem okazję czytać już kilka jego tekstów.

Mam jeszcze problem z opowiadaniami Dwadzieścia lat później Katarzyny Rupiewicz oraz Podano do stołu Martyny Walerowicz. W obu przypadkach mamy do czynienia z dość rozbudowanymi tekstami. Pierwszy z nich opowiada historię trzech kobiet, które zmagają się z demonami przeszłości. Wszystkie wychowywane były w domu dziecka, w którym doszło do pewnego tragicznego wydarzenia, teraz ta przeszłość do nich powraca. Rupiewicz, mająca już na swoim koncie powieść Redlum, zachwyca przede wszystkim tam, gdzie do głosu dochodzą jej bohaterki – trzy różne osobowości, do tego ciekawe dialogi i tajemnica. Czegoś mi tu jednak zabrakło, finał jest rozczarowujący i pozostawia po sobie poczucie sporego niedosytu. Z kolei Podano do stołu to typowa powieść grozy ze stworem karmiącym się ludzkim mięsem i jego mimowolnym pomagierem. Powinno tu wszystko zagrać, ale niestety nie kupiłem do końca tej historii, zgrzytały mi niektóre fabularne rozwiązania, a postaciom zabrakło pazura.

Podsumowując, jak to zazwyczaj bywa w przypadku antologii, znajdą się w Dreszczach teksty ciekawsze i słabsze. Tu jednak mamy do czynienia z początkującymi autorami, niekiedy wręcz debiutantami. Tym bardziej cieszy zatem fakt, że zbiór ten trzyma naprawdę dość wysoki poziom, a wielu z tych autorów już teraz może pochwalić się solidnym warsztatem. Nie jest to długa książka, ale odpowiednio dawkując sobie teksty, można spędzić kilka wieczorów z szeroko pojętą grozą. To chyba jest w Dreszczach najlepsze, że każdy z młodych pisarzy rozumie temat inaczej i próbuje wywołać poczucie niepokoju w czytelnikach na zupełnie różny sposób – od absurdu i groteski, przez surrealizm, rasowy horror, po niepokój wywołany samym klimatem. Jednym się to udaje, innym nie. Na kilku autorów warto jednak zwrócić szczególną uwagę. Bartłomiej Grubich, Piotr Dudek, Grzegorz Kopiec, Jakub Rykowski, Kinga Bągard czy Katarzyna Rupiewicz – myślę, że warto ich obserwować.

Dreszcze
Praca zbiorowa (m.in. Istvan Vizvary, Jakub Rykowski, Jacek Kalinowski, Marta Krajewska, Katarzyna Rupiewicz)
Gatunek: Horror
Wydawnictwo: Gmork
Data premiery: Grudzień 2016

Damian Drabik Administrator

Rocznik 1992. Z wykształcenia historyk sztuki i kulturoznawca, z zamiłowania pożeracz filmów, książek i szeroko pojętej popkultury.