Jacek Dukaj – Lód – recenzja

Zdarzało się wam kiedyś marzyć o zimie w trakcie lata? Jeśli tak, to obcowanie z Lodem Dukaja w trakcie upału, przyniesie wam więcej ochłody niż najbardziej orzeźwiający napój. Ale nie ma takiej pory roku, która nie byłaby odpowiednia do wzięcia tego tomiska w swoje ręce.

Bez względu na to jak dużo nie napisałbym o tej książce – to i tak będzie za mało. Z prostej przyczyny: Lód to imponująca powieść totalna, stworzona z rozmachem godnym Biblii, sprawiająca że czytelnik nie jest jedynie biernym odbiorcą, ale aktywnie uczestniczy w przebiegu historii. Oczywiście – nie mamy wpływu na jej losy, ale Dukaj zmusza nas do wytężenia umysłu, do poszukiwania odpowiedzi na pytania, które dręczą bohaterów, do używania własnej wyobraźni i wreszcie – zmusza nas do głębszych refleksji dotyczących ogromu tematów, których dotyka w swej powieści.

Poznajemy Benedykta Gierosławskiego, mieszkającego w Warszawie lat dwudziestych ubiegłego wieku. Nie jest to Warszawa doby międzywojennej, bowiem I Wojna Światowa nigdy nie wybuchła. Jest to Warszawa ciągle znajdująca się pod władzą Imperium Rosyjskiego, w którym z kolei nigdy nie doszło do przewrotu i przejęcia władzy przez komunistów. Wszystko za sprawą tytułowego Lodu, który wraz z uderzeniem tajemniczego meteorytu, objął swym zasięgiem niemal całą Europę Wschodnią. I tak oto lato nie różni się znacznie od zimy, temperatura stale znajduje się na minusie, a na powierzchnię ziemi raz za razem wymrażają się gigantyczne lute – o których wiadomo tylko, że przemieszczają się z wyjątkowo wolną prędkością, a ich bliskość jest zabójcza dla osoby, która wejdzie z nimi w bliski kontakt. Poza tym nie sposób powiedzieć o nich nic konkretnego, nie wiadomo nawet czy są to istoty żyjące, myślące, poruszające się według określonych zasad, czy też bezosobowe twory istniejące na tej samej zasadzie, co szron na szybie. Rozmyślenia tej natury pchają wspomnianego Benedykta do rozważań o wiele głębszych, traktujących o istocie człowieczeństwa, doprowadzając go do utkania teorii świadczącej o jego… nie istnieniu.

Gierosławski jest niepoprawnym hazardzistą, który popadł w długi i niełaskę, a przy tym uzdolnionym matematykiem. Odkąd uznał, że nie istnieje, wypowiada się jedynie w bezosobowej formie. „Zrobiło się”, „się rzekło się” – w ten sposób opowiada nam o swoich dokonaniach. Dręczą go kwestie własnej duszy, niemożliwości wypowiedzenia własnego ja zwykłym językiem, którym posługujemy się na co dzień. Benedykt potrzebuje języka innego rodzaju, którym mógłby wyrazić wszystko, co mieszka w jego wnętrzu, bez obawy o niezrozumienie. Inaczej nie da się opowiedzieć dlaczego w konkretnych przypadkach postępujemy tak, a nie inaczej, nawet jeśli wiemy, że postępujemy źle. Pozostaje jedynie uczucie Wstydu, który towarzyszy mu przez całą powieść.

Niespodziewanie Benedykt zostaje wyciągnięty ze swego zatęchłego mieszkania i otrzymuje nadzwyczajne zadanie. Ma opuścić Warszawę i ruszyć na Syberię, w celu odnalezienia swojego ojca, byłego zesłańca. Krążą bowiem plotki, że Gierosławski senior rozmawia z lutymi. A jeśli w tych plotkach kryje się choć ziarno prawdy, mógłby on zapewne mieć wpływ na postępowanie Lodu. A tym samym – na Historię. Oto bowiem Lód i Historia są nierozerwalnie złączone, a ewentualna odwilż lub zmiana kierunku rozrastania się Lodu może doprowadzić do niezwykłych skutków. Benedykt zostaje więc umieszczony w ekspresie transsyberyjskim, choć wcale nie pali się do tej podróży, do spotkania z ojcem, którego nie widział od lat i niemal już nie pamięta, do polityki oraz kierowania losami Historii. Początkowo podszywa się za arystokratę, szybko zjednując sobie przychylność podróżujących z najwyższych sfer, ale gdy wychodzi na jaw jego prawdziwa tożsamość, naraz zdobywa sobie i przyjaciół – głównie fałszywych, chcących wykorzystać możliwości jego ojca do własnych celów – i wrogów, którzy będą czyhać na jego życie niemal każdego dnia. A tymczasem nie sposób opuścić pociągu, nie sposób też odgrodzić się od wszystkich, zrzucić maskę konwenansów i pozorów oraz uciec od Wstydu, który stale narasta w Benedykcie i pcha go do coraz bardziej nierozważnych czynów. Obserwujemy jak nieustannie oplatają go sieci politycznych intryg, miłosnych gier, kłamstw, ułudy.

Cała ta podróż i poszukiwanie ojca, który stał się legendą, to dla Dukaja jedynie pretekst, napędzający gigantyczną machinę zagadnień i rozważań. Począwszy od filozofii, której – zdaje się – w tekście jest najwięcej, poprzez sprawy religijne, aż po kwestie czysto polityczne. Rozmowy o ideach, o człowieczeństwie, bycie, logice dwuwartościowej i wielowartościowej, o przyszłości i przeszłości, o Bogu, o historii i jej wpływie na nasze życie, o państwowości, demokracji, polskości – toczą się niemal na każdej stronie Lodu. A to i tak zaledwie garstka wybranych tematów, które autor porusza w swym tekście. Benedykt Gierosławski kreuje wiele teorii i i kieruje się różnymi wartościami, ale ciągle, poprzez spotkania z innymi ludźmi, przychodzi mu się ścierać z przeciwnymi opiniami, a to pozwala mu zyskać nowe spostrzeżenia i tak, przez całą podróż, zdobywając kolejne życiowe doświadczenia, będzie kształtowało się jego ostateczne spojrzenie na świat. Zaskakujące jest, jak wielu zagadnień dotyka Dukaj, i wcale się w tym nie gubi. Mając w tym ogromne rozeznanie, obszernie rozpisuje się na tematy naukowe, płynnie poruszając się w różnych dziedzinach i co więcej – tworząc zupełnie nowe elementy. Tak oto w powieści pojawiają się takie motywy jak: ćmiatło – coś jakby negatyw światła, pompy teslektryczne (wynalazek Nikoli Tesli), odćmieczające organizm, tungetyt – surowiec służący do wytwarzania najróżniejszych przedmiotów, i wiele innych. Nie ma też Dukaj żadnych trudności w operowaniu słowem, tworząc cudowny alternatywny język polski, wymieszany z językiem rosyjskim, wzbogacony o liczne nieistniejące w rzeczywistości słowa. Wszystko to w połączeniu z oryginalnym i jedynym w swoim rodzaju stylem Dukaja (kto czytał inne jego utwory, ten wie co mam na myśli), daje piorunujący efekt.

Lód to jedna z najlepszych książek, jakie miałem okazję czytać w swoim krótkim życiu. Kto wie czy nie najlepsza. To całkiem prawdopodobne, zważywszy na moje ciągle małe doświadczenie w tej dziedzinie. Do tej pory prawdopodobnie nic nie zrobiło na mnie tak dużego wrażenia. To nie tylko zwyczajna powieść. Lód to przeżycie, podróż przez ludzkie wnętrze. To niezliczone kilometry rozważań, zamieniających się w drogę, którą musimy przebyć. Czytelnik jest jak Benedykt. Razem z nim zostaje wyrwany z szarej codzienności i rzucony na głęboką wodę, początkowo nawet dość niechętnie, aby przez całą drogę kształtować swoje własne przekonania, porównywać je ze zdaniem innych i poznawać Historię, o jakiej nawet nam się nie śniło.

Lód
Autor: Jacek Dukaj
Wydawnictwo: Literackie
Gatunek: Historia alternatywna, Fantastyka, Powieść drogi, Przygodowa, Filozoficzna
Data wydania: 2007

Damian Drabik Administrator

Rocznik 1992. Z wykształcenia historyk sztuki i kulturoznawca, z zamiłowania pożeracz filmów, książek i szeroko pojętej popkultury.