Kiedy Chrystus schodzi z krzyża nikt nie może czuć się bezpiecznie – Recenzja książki Michała Śmielaka „Wnyki”

Rok temu miałem przyjemność przeczytać debiutanckie dzieło Michała Śmielaka pod tytułem Znachor. Debiut ten był tak dobry, że niecierpliwie czekałem na kolejne książki tego autora. Jednocześnie miałem nieco obawy związane z tym czy autor zdoła utrzymać tak wysoki poziom, jaki narzucił sobie swoim wcześniejszym dziełem. Jeśli chcecie wiedzieć jak mu się to udało, to zapraszam do poniżej recenzji.

Kiedy przeczytałem, że Wnyki to nie kontynuacja Znachora byłem nieco zawiedziony. Otwarte zakończenie debiutanckiego dzieła wyżej wymienionego autora rozbudziło mój apetyt na kolejne tomy. Jakkolwiek to nie mogło rzutować na ocenę kolejnej książki autora. Fabuła Wnyków jest ponownie bardzo mocno zakorzeniona w obrazie społeczno kulturowym naszego kraju. Oto mała urocza wieś leżąca w pięknym pasmie Karkonoszy. Typowa mała wioska, w której znajdziemy jeden kościół oraz jeden sklep, pod którym często toczy się życie towarzyskie. Nie jest to miejsce, do którego chętnie wybieramy się jako turyści – chyba że dla zatwardziałych piechurów po górach, którzy cenią sobie ciszę i spokój. Jak to bywa w takich mały miejscowościach, każda z nich ma swoje lokalne legendy. Legenda we Wnykach potrafi wywołać gęsią skórkę na plecach. Miszkańcy wierzą bowiem, że sam Zbawiciel schodzi z krzyża, aby brutalnie wymierzać sprawiedliwość. Właśnie do tej małej lecz zabobonnej wioski wyrusza nasz główny bohater Kosma Ejcherst. A wszystko za sprawą zaginionego księdza, który zniknął we wsi bez śladu.

Kreacja postaci w powieści stoi na najwyższym poziomie. Sam Kosma to interesująca osoba – studiował teologię i chciał zostać księdzem, jednak rzucił to, stał się ateistą i zaczął pracować w policji. Szczerze główny bohater kojarzył mi się z takim typowo zbuntowanym rock’n’rollowcem – słucha Kazika, lubi wypić i gardzi obłudą. Zresztą każda postać tutaj jest mocno interesująca i genialnie nakreślona – mamy młodą nimfomankę, która marzy o wyjedzie do miasta, lokalnych pijaczków a nawet miejscowego pustelnika. Każda z tych postaci odegra rolę w całej powieści i co szanuję – żadna nie jest napisana – ot tak żeby była. Autor z wybitnym wręcz kunsztem kreuje obraz zamkniętej społeczności. Oczywiście każdy ma coś za uszami – jednak kiedy nalać im kieliszeczek lub poczęstować fajką stają się rozmowni i bardziej sympatyczni.

Bez dwóch zdań ogromną siłą tej powieści oprócz fabuły, poświęconej religii, wierze i instytucji kościoła, jest kunszt pisarski Pana Michała. Mamy tu bogate słownictwo, dużo odniesień do popkultury (od muzyki po filmy braci Siekielskich) – całość tworzy na prawdę idealny materiał na świetny serial.

Dobra, nie oszukujmy się, to nie jest powieść dla wszystkich – na pewno nie dla przeciętnego wyborcy pewnej partii. Dostajemy na tacy powieść o mrocznej stronie kościoła i jego kapłanów. Autor obnaża także wiele innych ludzkich zachowań. Oczywiście głównym wątkiem jest Chrystus, który schodzi z krzyża, jednak całe śledztwo skupia się głównie na zamiataniu spraw kleru pod dywanik. Autor porusza tematy tabu jak pedofilia, molestowanie – czy po prostu zwykłe i popularne wśród kleru – sypianie z kobietami.

Podsumowując Wnyki to rewelacyjna postać kryminalna z mocną fabułą i dusznym klimatem. Całość jest mroczna – ale to zakończenie najbardziej wbija w fotel. Tak dobrego zwrotu akcji w książce nie pamiętam od dawna. Ostanie wersy dają nam nadzieję na kontynuację – tu moja nadzieja, że autor skupi się na dwóch zaczętych seriach a nie będzie rozpoczynał następnej. Jedno jest pewne Wnyki są książką rewelacyjna i ciężko przejść obok niej obojętnie.

10/10

Za egzemplarz do recenzji dziękujemy WYDAWNICTWU INITIUM
 
 

 

CHCESZ WIĘCEJ RECENZJI NAJNOWSZYCH KSIĄŻEK? POLUB TĘ STRONĘ:
 
 

 

Ulwar autor-nowy
follow me