Sound of Metal – recenzja filmu

Na polską wersję platformy Amazon Prime Video trafił właśnie nominowany do Oscara w aż sześciu kategoriach dramat Sound of Metal Dariusa Mardera. Warto sobie nadrobić ten tytuł przed tegoroczną galą wręczenia nagród Akademii, bo zgodnie z zapowiedziami produkcja stoi przede wszystkim znakomitą kreacją Riza Ahmeda. Ale nie tylko.

Darius Marder to twórca o niewielkiej filmografii. Filmem, którym zaistniał w świadomości odbiorców, jest Drugie oblicze Dereka Cianfrance’a z Ryanem Goslingiem. Obaj panowie napisali do tej produkcji scenariusz. Nie bez powodu przywołuję tamten film, bo zdaje się, że główny bohater Sound of Metal, Ruben, ma w sobie coś z granego przez Goslinga Luke’a. Tlenione włosy, wytatuowane ciało, buntowniczy charakter, smutną twarz.

Co jest w życiu ważne?

Ruben gra na perkusji jak bestia, koncertując u boku ukochanej Lou. Film otwiera wyborna sekwencja występu z muzycznym popisem Riza Ahmeda, aktora znanego dotychczas przede wszystkim z ról dalszoplanowych w hollywoodzkich produkcjach. Tu od pierwszych minut zagarnia dla siebie ekran, tworząc bardzo wyrazistą postać człowieka żyjącego z dnia na dzień, od koncertu do koncertu, mieszkającego z ukochaną w kamperze. Ich życie pozornie wydaje się pełne i szczęśliwe, robią razem to co kochają, do niczego się nie przywiązując.

Ale z doczesnych zachcianek Ruben rezygnuje sam (udaje mu się nawet porzucić nałogi), tymczasem los postanawia zabrać mu słuch, przez co bohater traci też możliwość realizowania swojej pasji – grania na perkusji. Kiedy więc rzeczywistość każe mu porzucić jeszcze jedno, być może najważniejsze, przywiązanie, nie ma w nim na to zgody. Ruben miota się, szukając wyjścia z kryzysu. Szansą są bardzo drogie implanty.

Marderowi udaje się stworzyć zaskakująco spokojny film. Pierwsze minuty sugerują opowieść pełną muzyki, wydaje się też że bohater z każdą minutą będzie się na ekranie w swym cierpieniu coraz bardziej nakręcał. Tymczasem autor scenariusza wrzuca Rubena do ośrodka dla niesłyszących, otaczając go ciszą i ludźmi, którzy nie tyle chcą wrócić do normalności, co uwierzyć że życie bez słuchu może być normalne.

Idealnie więc zmienia reżyser tempo produkcji, przestawiając się w jej środkowym etapie na obyczajowy dramat, oferując widzowi wiele bardzo prostych, ale i emocjonujących momentów. Nawiązywanie nowych relacji przez Rubena, uczenie się języka migowego, odkrywanie że ludzie głusi bardzo dobrze sobie radzą z codziennością, ale nie są też skazani na wykluczenie z pasji. Potrafią czuć muzykę, a nawet się za jej pośrednictwem porozumiewać.

Aktorski popis Riza Ahmeda

Tak jak wspomniałem, film stoi przede wszystkim znakomitą rolą Ahmeda. Aktor wybornie balansuje na granicy przerysowania w początkowym etapie filmu, ale kolejne zachodzące w nim zmiany dzieją się niepozornie, już w ciszy. Jednocześnie przez cały czas na jego twarzy dostrzegalny jest niepokój. Celem pobytu w ośrodku Rubena jest zaakceptowanie swojej głuchoty, ale przede wszystkim odkrywanie spokoju w swoim życiu, przestrzeni dla ciszy, i dla samego siebie.

Jeżeli próbowaliście kiedyś przez dłuższy okres czasu odciąć się od świata zewnętrznego, wyłączyć telefon, internet, przestać rozmawiać z innymi, odrzucić muzykę czy nawet lekturę książki – słowem pozostać sami z sobą i myślami na długi czas, to wiecie o czym mówię. Ruben nawet zbliżając się do takiego stanu, poszukuje sposobu, by się z niego wyrwać.

Bardzo ciekawy jest tu również drugi plan. Olivia Cooke jako Lou, która ma udane zarówno momenty wokalne, jak i aktorskie. Wrażenie robi także Paul Raci, jako lider ośrodka dla głuchych, który zgadza się przyjąć Rubena i podejmuje działania mające na celu zmianę jego życia. To taka figura ojca, Boga – dobrego i wspierającego, ale jednocześnie sprawiedliwego, a zarazem nie przekraczającego granic wolności podopiecznego.

O niepełnosprawności bez tanich chwytów

W tym roku w oscarowej stawce jest wyjątkowo dużo filmów zróżnicowanych tematycznie, nie tak nachalnie oscar-baitowych jak to często bywa. Akademia wyraźniej docenia tym razem tematykę społeczną skupiającą się na innych problemach, takich jak współczesne koczownictwo, czy życie z ciężką chorobą.

Sound of Metal jest w dużej mierze opowieścią o wykluczeniu z uwagi na niepełnosprawność, ale też bardzo ciepłą, choć bez tanich sztuczek, próbą przybliżenia widzowi życia ludzi głuchych, które wcale nie musi być ograniczone. Szczególnie jeśli zdamy sobie sprawę, że życie pełnią życia to nie jest korzystanie ze wszelkich uroków, jakie oferuje nam świat, ale to przede wszystkim życie w zgodzie z sobą, relacje z innymi, miłość.

Sound of Metal to świetnie zagrane, bardzo kameralne kino, które porusza bez tanich chwytów. Ciepła i empatyczna produkcja – jeden z ciekawszych filmów w oscarowej stawce.

Sound of Metal. Reżyseria: Darius Marder; scenariusz: Darius Marder, Abraham Marder; obsada: Riz Ahmed, Olivia Cooke, Paul Raci, Lauren Ridloff, Mathieu Amalric; zdjęcia: Daniel Bouquet; muzyka: Nicolas Becker; gatunek: dramat; kraj: USA; rok produkcji: 2019.

ZOBACZ INNE

recenzja filmu

 
CHCESZ WIĘCEJ RECENZJI NAJNOWSZYCH FILMÓW? POLUB TĘ STRONĘ:
 
 
 

Damian Drabik Administrator

Rocznik 1992. Z wykształcenia historyk sztuki i kulturoznawca, z zamiłowania pożeracz filmów, książek i szeroko pojętej popkultury.