TOP 10: Najlepsze polskie książki 2020

Czas na tradycyjne podsumowania mijającego roku. Na początek – najlepsze polskie książki 2020. W autorskim rankingu nasz recenznent Paweł prezentuje 10 polskich książek, które w 2020 roku zrobiły na nim największe wrażenie. Pod uwagę bierzemy tytuły mieszczące się w różnych gatunkach, po raz pierwszy wydane w tym roku. Kolejność alfabetyczna. 




Bezmatek – Mira Marcinów

Bezmatek jest swoistym pamiętnikiem z żałoby, zapiskiem stopniowego odchodzenia ukochanej matki. Będąc uszczypliwym można zauważyć, że jest to tematyka dość mocno w ostatnich latach w polskiej literaturze eksploatowana. Proponuję jednak ten punkt widzenia schować głęboko w kieszeń i otworzyć się na książkę Miry Marcinów z co najmniej dwóch ważnych powodów. Po pierwsze większość relacji dziecko-umierający rodzic prezentowana jest z punktu widzenia mężczyzny, który to punkt zasadniczo różni się od żeńskiej percepcji. Po drugie Bezmatek przekonuje nie tylko treścią, ale też formą.

Cudze słowa – Wit Szostak

Ten krakowski dramat został zbudowany w przedsionku mitu. Literatura nie jest dla autora jedynie kreacją. Służy mu do konstruowania tożsamości człowieka zamieszkującego jego rzeczywistość. To dlatego każdy mówi swoim językiem. Słyszymy tu wysoki, profesorski styl człowieka ogarniętego narcyzmem, fantazyjną mowę dziecka, głos prostaczka, tyleż niepoprawny co melodyjny, jest też mowa kobieca, nasiąknięta cielesnością i emocjami. Mit pozwala dookreślić byt, zrozumieć, jakim uwarunkowaniom został poddany, w jaki sposób był szlifowany. Pozwala przetrwać, nawet po śmieci. Szostak wydobywa z tradycji literackiej to, co wielogłosowe i niejednoznaczne. W ten sposób jego opowieści tworzą szkatułkowe, odsyłające do wielu sfer, teksty. Jest tu przecież ważny wątek ojcostwa i błędów, jakie każdy z nas popełnia. W relacji mistrza z uczniem, możemy doszukać się nie tylko krytyki instytucji uniwersytetu, ale także wielu trafnych diagnoz na temat tego, jak ważne jest świeże spojrzenie na ewoluujące życie. Tych wątków pobocznych jest tu cała masa, o każdym można dyskutować godzinami. Między innymi dlatego Cudze słowa wspinają się na inny poziom literatury, górują nad tym wszystkim, co zwykło się u nas pisywać. To książka przemyślana, dopieszczona, spójna właściwie w każdej przestrzeni odczytania.

Fajerwerki nad otuliną – Łukasz Nicpan

Religia, grawitacja, imię sławnego kulomiota sprzed lat, ostatnie słowa Kaddafiego, los gekonów wysłanych w kosmos, muzyka Bacha i Mozarta, rozsypywanie prochów zmarłego syna po całym świecie, picie kawy, żydowskie święto Chanuka – te i wiele innych przypadków, myśli, zdarzeń, składają się na pejzaż życia, w którym realizm miesza się z magią. Mnogość tematów, refleksji i wniosków domaga się powolnego i wielokrotnego czytania. Także czytania pogłębionego, odchodzącego od prostego rozumienia słów, a doszukującego się interpretacji ukrytych. Jak w tym ustępie, traktującym o parze młodej, która właśnie odbywa sesję ślubną. Dążenie do efekciarstwa nakazuje rozrzucać liście, aby opadając, nadały fotografii nutki poezji. Nicpan zauważa jednak, że te same liście, które obecnie służą jako narzędzie bufonady, tych ludzie przeżyją. „Do tego bowiem, by przeżyć młodą parę, nie trzeba aż porcelanowych waz, haftowanych poduszek ani nawet dzieci i wnucząt – wystarczą naręcza sypiących się z góry kolorowych jesiennych liści”. To literatura dla melancholików, tych wszystkich osób, które nie prą za wszelką cenę do przodu, a chętnie wspominają dawne dzieje i wciąż poszukują sensów w tym, co robią lub czego nigdy nie zrobiły. Nie zawsze z Nicpanem trzeba się zgadzać, ale na pewno warto wysłuchać i wejść w dialog, nawet jeśli ten dialog będzie całkowicie wewnętrzny.

Halny – Igor Jarek

Opowiadania zamieszczone w tym zbiorze są nie tylko doskonale przemyślane, ułożone i skomponowane, ale też językowo dopracowane. Tekst dresiarski i więzienny jest u Jarka niezwykle plastyczny i rytmiczny, dzięki czemu cały utwór przypomina swoistą odę do świata polskiego elementu. Bohaterów książki nie da się nie lubić, mimo że dilują, tłuką na kwaśne jabłko, wpadają w ciągi alkoholowe – idą pod prąd współczesnemu konsumpcjonizmowi. To bardzo ożywcza, humorystyczna, ale też przygnębiający zbiór opowiadań, od której nie sposób się oderwać.

KorszakowoJakub Michalczenia

Jakub Michalczenia w Korszakowie mówi o tych samych tematach, co w Gigusiach, ale robi to jeszcze bardziej surowo, jeszcze mocniej i dobitniej. Wybrane fragmenty, na przykład związane z pójściem w krzaczki czy do piwnicy, jeżą włosy na głowie, mimo że przecież są ukazane w sposób bardzo humorystyczny. Czytanie tej książki to trochę śmiech przez łzy. Dojmującej beznadziei i zdeterminowanej wcześniej przyszłości nie da się bowiem przykryć żartem, mimo że ci młodzi ludzie bezustannie starają się tak właśnie działać. Najbardziej boli jednak podejście dorosłych, którzy swoim brakiem zainteresowania utwierdzają w kolejnych pokoleniach taki model życia. Jak pokazuje Michalczenia, ta ich stagnacja i brak ambicji też nie wzięła się z niczego. To lektura zdecydowanie osobna, mówiąca dużo, a przede wszystkim wymykająca się szablonom relacji melancholijnych. Jej styl zachwyca, a używane, powykręcane słowa, dobrze podkreślają wrogą przestrzeń, w której dzieje się akcja. To żadne wydumane bzdety o samotności, odrzuceniu i nietolerancji. To konkretny sierpowy, który niejednego dobrze postawionego jełopa, zwaliłby z nóg. Krótkie, gęste i polifoniczne. Tu każde słowo ma swoje miejsce, a co trzecie zdanie uderza jak skórzany bicz. Język kipi energią i czarnym dowcipem, a jednocześnie jest brutalny i pełen awersji. To w nim dostrzegamy powolną agonię wyższych uczuć i ludzkich relacji. Aż chciałoby się wierzyć, że to tylko surrealizm. Taka literatura jest nam obecnie bardzo potrzebna.

Las, pole, dwa sobole – Joanna Stoga

Jak czytać tę książkę? Czy jest to powieść, w której poszczególnie rozdziały uzupełniają się wzajemnie? Czy może zbiór opowiadań, gdzie poszczególne części można łączyć w dowolnej kolejności, dzięki czemu powstają różne konstelacje i interpretacje? Dla mnie jest to przede wszystkim bolesne studium samotności, pokazujące że w obliczu śmierci, spotykamy się z całkowitą bezdusznością systemu. Znaczenie mają umierający medialnie, o nich się mówi, wspomina, pokazuje kondukty żałobne. Codziennie giną jednak tysiące ludzi, będących tylko statystyką. To kolejni klienci zakładów pogrzebowych, których należy obsłużyć zgodnie z procedurami. Ból i cierpienie zarezerwowane jest tylko dla najbliższych. To oni zostają z tym sami. I muszą sobie jakoś poradzić. Nawet jeśli dotyka ich to pierwszy raz w życiu. Nawet jeśli ta nowa rzeczywistość nie była spodziewana i nie sposób jej logicznie ułożyć. „Las, pole, dwa sobole” to książka przepracowująca traumy. Dająca także nadzieję, bo w końcu pojawi się też nowe życie, nowy los. Bardzo dobra pozycja. Zadziwiająco dojrzała. Celna, esencjonalna i dopracowana.

Pokora – Szczepan Twardoch

Pokora. Szczepan Twardoch - recenzja książki, o której kiedyś powiemy 'kultowa' - Mechaniczna Kulturacja

Pokora to nie kolejna gorąca nowość, która za pół roku zginie w niepamięci. Mogę powiedzieć śmiało, że przeczytałem książkę interesującą i frapującą. Interesującą, bo czyta się zachłannie. Frapującą, bo język, montaż, obrazowanie – czyni treść zaskakującą. Pisarz konstruuje swój tekst klarownie, nie komplikuje go ponad to, co dobrze już znamy z jego wcześniejszych dzieł. Doskonale wie, że jest ona przeznaczona dla szerokiego grona odbiorców, a nie wyrobionych literacko jednostek. Jednocześnie nie idzie też na łatwiznę – jego świat jest wiarygodny między innymi dlatego, że został oparty na dobrze udokumentowanych źródłach. Wszystko to sprawia, że Pokora jest prawdziwa i żywa. Została pozbawiona moralizatorstwa oraz pisania pod konkretne oczekiwania ludzi. To książka wyrastająca z serca człowieka, dla którego śląskość jest czymś arcyważnym. I już tak na marginesie – Pokora jest napisana bardzo filmowo. Tak jakby pisząc ją, Twardoch przygotowywał grunt pod kolejny serial, a może nawet film. I właściwie czemu nie? Ja w każdym razie, chętnie bym go zobaczył.

San Francisco. Dziki brzeg wolności – Magda Działoszyńska – Kossow

Najważniejszym elementem książki jest sposób pisania, który już wielokrotnie niszczył potencjał dobrych historii. U Działoszyńskiej-Kossow do tego nie dochodzi. Przede wszystkim zwraca uwagę harmonia w budowaniu narracji. Przejścia z tematu na temat są płynne, łączą się drobnymi elementami, dzięki czemu wciąż mamy wrażenie, że to nie zbiór artykułów, ale dążąca do czegoś większego książka. Autorka oddaje głos wielu osobom, a każda z nich ma coś ciekawego do powiedzenia. Są różnego pochodzenia, odmiennych wyznań, posiadają inne doświadczenia życiowe. Dla kogoś najważniejsze będzie zasadzanie eukaliptusów w miejskim parku, dla innego związek z kultowym poetą. Każdy z nich jest fanatykiem i chętnie się ich słucha. A komentarz autorski jest tu wyjątkowo ubogi, ogranicza się praktycznie do podkreślenia pewnych analogii. To bardzo dobrze, bo dzięki temu  San Francisco. Dziki brzeg wolności, jest książką żywą i wieloaspektową. To ciekawa biografia miasta, którego nie znajdziemy nigdzie indziej. Nie tylko ulic, domów czy skwerów, ale też mieszkańców. Prawdziwy przewodnik XXI wieku. Naprawdę dobry reportaż.

Wskrzesina – Artur Boratczuk

Artur Boratczuk tak mówi o swojej książce Wskrzesina powstała przede wszystkim z pobudek jak najbardziej intymnych. Musiałem określić swój stosunek do Boga”. To właśnie to jedno zdanie sprawiło, że po książkę musiałem sięgnąć. Nie chodzi nawet o fakt, że czuję się jakoś w tej przestrzeni zagubiony, ale raczej o chęć usłyszenia nowego głosu. Poza tym w jakiś sposób poczułem się poruszony – w czasach, gdy na półkach księgarskich królują kryminały, książki o Auschwitz, poradniki i powieści obyczajowe (koniecznie dotykające aktualnej tematyki debaty publicznej: LGBT, edukacji, mediów społecznościowych, polityki prorodzinnej itd.), znalazł się człowiek, który napisał powieść nie dla czytelnika, ale dla siebie, aby coś sobie w głowie ułożyć. A wydaje mi się, że właśnie intymność artystyczna jest jednym z kluczowych elementów stanowiących o jakości dzieła. Ten przykład doskonale to potwierdza.

Talita – Paweł Huelle

W czym dostrzegam największą wartość tej książki? W rozdwojeniu istnienia rozpiętego między indywidualną materią funkcjonowania w wyznaczonych ramach funkcjonowania (historycznych, rodzinnych, politycznych, społecznych, gospodarczych), a pragnieniem bycia ponad opowiadaniem. Wczytując się w te niezmierzone jak mongolskie stepy opowieści, musimy być przygotowani, aby zanurzyć się w meandrycznie wijący się nurt narracji – przemyślany strumień wspomnień, dźwięków, obrazów, fantazji, fragmentami bliski dawnym arystokratycznym romansom, innym razem, nieodległy od tego, zwykło się nazywać historycznym świadectwem. Huellego można czytać na wiele sposobów. Można na przykład wybierać wyrywkowo zdania, mieszać kolejność historii, albo ‘pożreć’ ją od deski do deski za jednym posiedzeniem. Każda forma jest dobra, bo ten tekst jest przygotowany na wielu płaszczyznach. A tak potrafią komponować tylko najlepsi.

CHCESZ WIĘCEJ CIEKAWYCH RANKINGÓW, NEWSÓW I RECENZJI?
KLIKNIJ LUBIĘ TO!