Wojciech Wójcik. Dziedzictwo von Schindlerów – recenzja

Wojciech Wójcik, który swoją obecność na rynku wydawniczym już zdążył mocno zaznaczyć, powraca z kolejnym wyrazistym i mocnym kryminałem. Jego Miałeś tam nie wracać i Jezioro pełne łez, to rasowe kryminały, które bieżącą intrygę łączą z tajemnicą z przeszłości, a osadzone są w małych lokalnych społecznościach, w których zmowa milczenia jest niczym sycylijska omerta. Jego najnowsza powieść Dziedzictwo von Schindlerów spełnia wszystkie te elementy, a autor zabiera swoich czytelników na Mazury, gdzie nad jeziorem Śniardwy rozwiązana zostanie tajemnica z 1939 roku.

Bohaterem tej historii jest były policjant Jacek Ligęza. Przypadkowo odkrywa on zwłoki znanego pisarza kryminałów, Zygmunta Grodzkiego. Policja prowadzi śledztwo, które uznaje śmierć pisarza za wynik nieszczęśliwego wypadku. Innego zdania jest Ligęza. Uważa, że Grodzki został zamordowany, jednak nikt na poważnie nie traktuje eks-funkcjonariusza, wydalonego ze służby za pijaństwo.




Postanawia on jednak poznać prawdę. Droga, którą postanowił się kierować nie będzie jednak łatwa, a wręcz przeciwnie bardzo niebezpieczna. Ślady prowadzą go bowiem do rodziny von Schindlerów, którzy nad jeziorem mają przedwojenny dworek. Właścicielem jest Johan von Schindler. Zlecił on Grodzkiemu napisanie biografii rodzinnej, której historia powiązana jest z legendą z 1939 roku i tajemniczym zniknięciem młodej dziewczyny w roku 2000. Z czasem wychodzi na jaw, że zmarły pisarz znał tę dziewczynę i to bardzo blisko. Niestety nie jest to ostatnia tajemnica jaka ujrzy światło dzienne. Okazuje się bowiem, że przeszłość von Schindlerów jest pełna mrocznych sekretów.

Wójcik w Dziedzictwie von Schindlerów przedstawia historię przepełnioną dobrze skrojonymi, niejednoznacznymi postaciami, które w dużej mierze stanowią o jej sile. Każdy z bohaterów jest wyrazistą indywidualnością i odgrywa konkretną rolę w fabule, nikt nie pojawia się w niej przypadkowo. Warto również podkreślić ciekawie zarysowane tło społeczne i ukazanie różnego rodzaju relacji międzyludzkich. Autor zestawia ze sobą życie w wydawać by się mogło sielankowej krainie, ze zwykłymi ludzkimi problemami i dramatami, co rodzi wspomniany wcześniej dysonans. Wójcik kreśli również niejednoznaczną opowieść z bohaterami, których przeszłość odciska ogromne piętno na teraźniejszości. Dla protagonistów nie jest to jednak wcale oczywiste. Niektórzy nie zauważają pewnych splotów wydarzeń. Gdy po latach pewne sprawy zaczynają wychodzić na światło dzienne, dla wielu z nich będzie to ogromny szok. Są jednak tacy, którzy woleliby tego uniknąć.

Dziedzictwo von Schindlerów to kawał mocnej i wyrazistej historii, w której przeplatają się różne wątki. Każdy element jest zależny od drugiego, a wszystkie razem składają się na pełnokrwistą kryminalną opowieść, która swoje korzenie ma prawie sto lat wcześniej. Wojciech Wójcik niczym Harlan Coben kreśli swoją opowieść, w której kryminalna intryga przeplatana jest mnóstwem tajemnic i mrocznych sekretów, a osadzona mocna na naszym polskim gruncie, co również jest ogromnym plusem tej historii i całej twórczości Wójcika.

Dziedzictwo von Schindlerów
Autor: Wojciech Wójcik
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Gatunek: kryminał
Data wydania: 20 października 2020

 

Za egzemplarz do recenzji dziękujemy Wydawnictwu Zysk

 

 

CHCESZ WIĘCEJ CIEKAWYCH RECENZJI KSIĄŻEK? POLUB TĘ STRONĘ:

 

Tomasz Drabik Administrator

Radomianin z pochodzenia. Technolog żywności z wykształcenia. Pasjonat dobrego kina, lecz nie gardzi ciekawą książką. Uwielbia Pasikowskiego, Manna i Lehane.