Emancypacja schematów. „Helena Wiktoria” Katarzyny Witerscheim, tom 2

Autorka recenzji: MARTA STUSEK

Dwa lata temu specjalizujące się w wydawaniu mangi wydawnictwo „Studio JG” opublikowało pierwszy tom komiksu w wielu aspektach nowatorskiego. Obecnie możemy cieszyć się długo wyczekiwaną drugą odsłoną Heleny Wiktorii Katarzyny „Panny N” Witerscheim. Historii, która pokazuje, że mieszanka mangowej estetyki, europejskich tradycji, lokalnego folkloru i tropów rodem z XIX-wiecznych powieści może z powodzeniem stać się odpowiedzią na czytelnicze potrzeby naszej rzeczywistości.




Komiks opowiada o losach tytułowej bohaterki, która po odziedziczeniu majątku zmarłego wuja, decyduje się na przejęcie zwierzchnictwa nad śląskimi kopalniami i hutami. W albumie równolegle śledzimy losy różnych sfer socjety Bytomia i Wrocławia roku 1885. Drugi tom perypetii Heleny Wiktorii Kocik (zatytułowany Kusiki – czyli pocałunki) merytorycznie sytuuje się na jeszcze wyższym poziomie niż (i tak świetny) pierwszy. Czytelniczka niezaznajomiona z jednym i drugim, nie poczuje się przytłoczona lekturą – Witerscheim w finezyjny sposób zadbała o balans między lokalnym folklorem i ogólną językową przystępnością. Spersonalizowany i zróżnicowany język postaci nadaje im autentyczności; pozytywnie wpływa także na klimat całości albumu i nadaje mu dodatkową wartość kulturową. Największą zaletą tego zabiegu jest jednak efekt realizmu i wiarygodności opowiadanej historii. Autorka przykłada dużą wagę do detali historycznych i kulturowych, dlatego nie uświadczymy tutaj rażących anachronizmów. Przykład Heleny Wiktorii pokazuje, że sięganie do rodzimego folkloru nie musi kończyć się tradycjonalistyczną laurką. Kusiki w bardzo przekonujący sposób przenoszą odbiorców do rzeczywistości XIX-wiecznego Śląska, pozostając przy tym lekturą odpowiadającą potrzebom współczesnego czytelnika. Twórczość Witerscheim cechuje równowaga w łączeniu tego, co nowoczesne (lub nowatorskie) z tradycją. Tak jak w poprzednim tomie, mangowa estetyka (ukłon w stronę shoujo mangi) komiksu wchodzi w mariaż z europejskimi tradycjami, widocznymi nie tylko w sposobie tworzenia/lektury (od lewej do prawej) – jaskrawe są także podobieństwa Heleny Wiktorii i klasycznych dzieł literatury XIX wieku – sióstr Brontë, Thomasa Hardy’ego, Elizabeth Gaskell.

Emancypacja centralnej postaci – Heleny – również cechuje duża doza realizmu. Witerscheim w żadnym momencie nie próbuje nas przekonać, że odważne zachowania młodej dziedziczki przychodzą z łatwością i nie niosą za sobą konsekwencji. Główna bohaterka wymyka się stereotypom – jej niezależność nie łączy się z brawurą, a okazywanie słabości nie czyni z niej biernej heroiny. Wiarygodny i zniuansowany portret psychologiczny postaci to kolejna wartość Heleny Wiktorii, dzięki której czytelniczki i czytelnicy mogą przekonać się o wadze sfery emocjonalnej w życiu każdego człowieka. Choć brzmi to jak truizm, wciąż pokutujące w wielu narracjach patriarchalne schematy „twardych” bohaterów nadal sprawiają, że etos dziewczęcości odbierany jest jako element dyskredytujący dzieło. „Panna N” idzie jednak pod prąd, udowadniając swoją twórczością, że stereotypy i schematy są najlepsze wtedy, kiedy można je łamać. Witerscheim nie daje odbiorcom banalnej (i często szkodliwej) lekcji: „bądź dzielna, weź się w garść”. Wraz z rozwojem fabuły widzimy, że przeżywanie smutków i rozterek swobodnie może iść w parze z byciem osobą silną i broniącą własnej autonomii. Taka jest właśnie Helena Wiktoria Kocik – wyrazista, niezależna, dająca się lubić; ale też pełna wad. Autorka nie czyni swojej bohaterki krystaliczną postacią, która nigdy nie popełnia błędów. Przeciwnie, wyraźnie akcentuje fakt, że młoda bogaczka jest rozpieszczona, miewa swoje kaprysy i nie zawsze jest miła. To kolejna wartość naddana: komiks ukazuje, że pozytywna postać wcale nie musi być grzeczna. Czyni to powieść graficzną Katarzyny Witerscheim wprost idealną propozycją dla polskich czytelniczek i czytelników: doraźną i aktualną w obliczu niepewnej codzienności, która jest udziałem nas wszystkich.

Niejednoznaczne i złożone są także postaci męskie. Drugi tom komiksu daje nam wgląd w relację Heleny i hrabiego Konstantego Scholza oraz w życie codzienne Artura – przyjaciela z dzieciństwa tytułowej bohaterki. W przypadku tej postaci, Witerscheim także uniknęła wpadnięcia w fabularne klisze – student medycyny nie pełni w opowieści jedynie roli ignorowanego poczciwca: nieobce są mu zarówno ciężka i wyczerpująca praca, jak i hedonistyczne rozrywki.

Drugi plan również pozostaje interesujący: znając sposób prowadzenia akcji przez Witerscheim, możemy wierzyć, że romans służącej Brygidy i hrabiego Floriana wciąż ma potencjał zaskakiwania czytelnika. Druga odsłona perypetii bohaterów z górnego Śląska przynosi także obietnicę obecności kolejnego wątku związanego z nieheteronormatywną relacją postaci. Zarówno na pierwszym, jak i na drugim planie szykują się zatem interesujące rozwinięcia akcji. Nie tylko to sprawia, że wielbicielki i wielbiciele kreski i narracji „Panny N” będą z niecierpliwością czekać na trzecią odsłonę losów Heleny Kocik i jej bliskich. Cliffhanger z ostatnich stron skutkuje szczególnym rodzajem ekscytującego niedosytu.

Podsumowywanie zalet płynących z lektury Heleny Wiktorii wydaje się zbyteczne wobec powyższych zachwytów, które wskazują, że dzieło Katarzyny Witerscheim to lektura oryginalna i odpowiadająca obecnym nastrojom społecznym. Emancypacja bywa (a może zawsze jest?) niełatwa i bolesna. Na szczęście w obliczu dojrzewania społeczeństwa do zmian, wciąż możemy liczyć na pomoc sztuki. W wydaniu Katarzyny Witerscheim jest to wielka sztuka; pozbawiona jednak patosu i nadęcia. Helena Wiktoria to bohaterka, która zdecydowanie zasługuje na naszą uwagę. Warto wierzyć, że my również na nią zasługujemy.

Helena Wiktoria. Tom 2: Kusiki
Scenariusz i rysunki: Katarzyna „Panna N” Witerscheim
Data wydania: październik 2020
Cena: 44,99
Liczba stron: 254
Wydawnictwo: Studio JG
ISBN: 978-83-8001-636-1

 

 

CHCESZ WIĘCEJ RECENZJI NAJNOWSZYCH KOMIKSÓW? POLUB TĘ STRONĘ: