Robin Cook. Geneza – recenzja

Robin Cook to pisarz, którego powieści nałogowo pochłaniałam kilka lat temu. Od tego czasu nie miałam w ręce ani jednej jego książki. Sytuacja ta uległa zmianie pewnego wrześniowego popołudnia, kiedy to w moim domu pojawiła się Geneza. Najnowsza powieść mistrza thrillerów medycznych opublikowana przez Wydawnictwo Rebis szybko przypomniała mi, za co tak bardzo ceniłam twórczość amerykańskiego pisarza.

Nowy Jork jest miastem, w którym każdego dnia umiera mnóstwo osób. Ciała części z nich trafiają na stoły sekcyjne Inspektoratu Medycyny Sądowej. Taki właśnie los spotkał Kerę Jacobsen. Kobieta została znaleziona we własnym mieszkaniu, ze strzykawką wystającą z rany. Rozrzucone wokół narkotyki sprawiły, że na pierwszy rzut oka sprawa jej śmierci wydawała się jednoznaczna. A jednak, w czasie sekcji, rezydentka Aria Nichols odkrywa coś, co całkowicie zmienia sytuację. Ku zaskoczeniu młodej lekarki oraz nadzorującej jej pracę dyrektorki Inspektoratu, okazuje się, że Kera była w ciąży. Wyjątkowo trudna w obyciu i niezwykle negatywnie nastawiona do płci przeciwnej Aria, szybko stwierdza, że do śmierci kobiety musiał przyczynić się ojciec dziecka. Odszukanie „kochasia” staje się dla niej zadaniem priorytetowym. Aby odnieść sukces, nie zawaha się posłużyć najnowocześniejszą technologią dotyczącą ludzkiego DNA.




Geneza to brawurowo napisany thriller medyczny, który przenosi czytelnika w świat ludzkiego genomu. Już od pierwszych jego stron, autor konstruuje wciągającą fabułę, pełną interesujących bohaterów i zaskakujących zwrotów akcji. Historia opowiedziana przez Robina Cooka jest ciekawa, a niezwykle pomysłowe porównania i metafory, którymi pisarz ubarwił swoją powieść sprawiają, że lektura jego nowej książki jest czystą przyjemnością.

Bardzo polubiłam bohaterów powieści. Są oni nietuzinkowi i różnorodni. Na szczególną uwagę zasługuje zwłaszcza postać Arii Nichols. Ta aspołeczna, niesamowicie bezpośrednia, a nawet bezczelna kobieta, jest istną zmorą dla swoich współpracowników i przełożonych. Mimo to zyskała moją sympatię. Zaimponował mnie upór, z jakim dążyła ona do odkrycia prawdy. Dobrze też bawiłam się, śledząc kolejne jej utarczki ze spotykanymi osobami. Myślę, że nie chciałabym doświadczyć jej towarzystwa w rzeczywistości, jednak jako bohaterka powieści była fascynującą bohaterką, a patrzenie na świat jej oczami, niezwykłym doświadczeniem.

Geneza to już dwunasta powieść w serii, której głównymi bohaterami są Laurie Montgomery i Jack Stapleton. Nie czytałam wszystkich tomów w cyklu, ale czytając najnowszą książkę Roberta Cooka, nie miałam wrażenia, żeby brakowało mi istotnych informacji. Na kartach swojej powieści autor udziela czytelnikowi przyspieszonego kursu genetyki. Kwestie medyczne zostały opisane językiem naukowym (większość bohaterów należy w końcu do środowiska medycznego). Był on dla mnie zrozumiały, choć nie bez znaczenia może być fakt, że lektura książki amerykańskiego pisarza nie jest dla mnie pierwszym spotkaniem z „medyczną rozrywką”.

Fanów ciemnej strony literatury, którzy najbardziej w powieściach cenią sobie nieprzewidywalne rozwiązanie kryminalnej zagadki, muszę uprzedzić – w książce Geneza można dość szybko domyślić się, kto jest poszukiwanym czarnym charakterem. Nie warto jednak zrażać się tym faktem. Nawet gdy wiemy (lub mamy solidne podejrzenia) kto jest „króliczkiem”, pościg za nim, cieszy i to bardzo.

Geneza
Autor: Robin Cook
Tłumaczenie: Maciej Szymański
Gatunek: kryminał, thriller medyczny
Wydawnictwo: Rebis
Data wydania: 11 sierpnia 2020

 

Za materiał do recenzji dziękujemy Wydawnictwu Rebis

 

http://www.rebis.com.pl/

 

CHCESZ WIĘCEJ RECENZJI NAJNOWSZYCH KSIĄŻEK? POLUB TĘ STRONĘ:

 

Agnieszka Satława Recenzent

Jako wielka fanka Harrego Pottera wciąż czeka na list z Hogwartu. W międzyczasie zaczytuje się w fantastyce, ale innymi gatunkami też nie gardzi. Nałogowo ogląda seriale DC. Uwielbia komiksy paragrafowe, a w planszówki może grać godzinami. Nigdy nie opuszcza nowej produkcji Marvela ani Disneya.