L. M. Alcott Małe kobietki – recenzja

Ostatniego dnia stycznia na ekranach polskich kin zagości filmowa adaptacja najsłynniejszej powieści Louisy May Alcott. Będzie ona oparta na dwóch pierwszych częściach cyklu Małe kobietki. Z tej okazji Wydawnictwo Poradnia K uraczyło czytelników najnowszą edycją rozpoczynających serię powieści. Jeśli więc wybieracie się do kina na ten właśnie film, przed jego obejrzeniem warto zapoznać się z literackim pierwowzorem.

Bohaterkami powieści Louisy May Alcott są cztery nastoletnie siostry March. Meg, Jo, Beth oraz Amy pochodzą z niezbyt zamożnej rodziny. Ojciec dziewcząt bierze udział w wojnie secesyjnej. Podczas jego nieobecności dziećmi opiekuje się zapracowana matka. Pomimo biedy, dziewczyny potrafią czerpać z życia pełnymi garściami. Na kartach Małych kobietek oraz Dobrych żon czytelnicy odnajdą opisy niezliczonych przygód bohaterek powieści, ich dziecinne zabawy, mniej i bardziej poważne dramaty życiowe oraz romanse. Każda z dziewczyn posiada zupełnie inne cechy charakteru. Nadają im one indywidualizmu i pozwalają czytelnikowi znaleźć postać, która przypadnie mu do gustu. Matkująca pozostałym siostrom Meg, nieprzewidywalna Jo, ciepła i sympatyczna Beth oraz nieco próżna, ale także mocno kochająca swoją rodzinę Amy tworzą mieszankę wybuchową. Wszystkie są one barwnymi postaciami, które budzą sympatię czytelnika.




Pierwsze wydanie powieści Małe kobietki miało miejsce w 1868 roku. Jej słuszny wiek uważam za zaletę. Jak wiele sędziwych książek, także i te z serii stworzonej przez Louisę May Alcott cechują się bardzo starannym, przyjemnym w odbiorze językiem. Wnikliwy czytelnik z zaciekawieniem, a czasem i rozbawieniem dostrzec może jak zmieniło się życie oraz kanon postępowania na przestrzeni wieków. Trudno powstrzymać uśmiech np. czytając opis niemalże śmiertelnego grzechu, jakiego dopuściła się kilkunastoletnia bohaterka parając się niegodnego… pisania opowiadań sensacyjnych. Książki zostały stworzone jako lekkie lektury dla młodzieży, nie powinna więc dziwić pewna doza dydaktycznych porad i garść morałów. Choć może nie brzmieć to zachęcająco, to o dziwo autorka podała je w formie, która jest dość przyjemna. Wiele zawartych w powieści mądrości jest aktualnych także i dziś, stanowi więc ona dla młodszych czytelników lekturę przyjemną oraz pożyteczną.

Ciekawostką jest też fakt, że powieść amerykańskiej pisarki nosi znamiona autobiografii. Autorka przelała na papier własne doświadczenia i wspomnienia z młodości. Dodatkowo postać Jo została obdarzona cechami swojej twórczyni takimi jak m.in. talent literacki, dążenie do niezależności, niestrudzona walka z konwenansami. Niewątpliwie zarówno fikcyjna bohaterka powieści, jak i rzeczywista Louisya May Alcott stanowią doskonałe przykłady postaw feministycznych, a wartości wyznawane przez rozwijający się w czasach im współczesnych ruch sufrażystek były im zdecydowanie bliskie.

Wydanie powieści Louisy May Alcott opublikowane przez Poradnię K cieszy treścią oraz wyglądem. Klasyczna, gruba okładka z gustownymi zdobieniami prezentuje się bardzo elegancko, a umieszczone wewnątrz zdjęcia przedstawiające kadry z najnowszego filmu są miłym dodatkiem. Trzeba przyznać, że czcionka użyta w tym wydaniu jest dość mała, dzięki temu jednak książka nie ma ogromnych rozmiarów, więc także i to uznaję za zaletę, a nie wadę tej edycji Małych kobietek.

Małe kobietki
Autor: L. M. Alcott
Tłumaczenie: Melchior-Yahil Ludmiła
Gatunek: Klasyka literatury
Wydawnictwo: Poradnia K
Data wydania: 15 stycznia 2020

 

 

Za egzemplarz do recenzji dziękujemy WYDAWNICTWU PORADNIA K

 

CHCESZ WIĘCEJ CIEKAWYCH RECENZJI KSIĄŻEK? POLUB TĘ STRONĘ:

 

Agnieszka Satława Recenzent

Jako wielka fanka Harrego Pottera wciąż czeka na list z Hogwartu. W międzyczasie zaczytuje się w fantastyce, ale innymi gatunkami też nie gardzi. Nałogowo ogląda seriale DC. Uwielbia komiksy paragrafowe, a w planszówki może grać godzinami. Nigdy nie opuszcza nowej produkcji Marvela ani Disneya.