Belgijski „Narcos” Recenzja serialu „Undercover”

Na platformie Netflix zadebiutował właśnie nowy europejski serial. Zrealizowany przez Belgów i Holendrów 10-odcinkowy Undercover to propozycja dla miłośników klimatów Narcos. To właśnie produkcją o Pablo Escobarze belgijska produkcja wyraźnie się inspiruje.




Serial przedstawia historię Ferry’ego Boumana, narkotykowego bossa łączącego proste rodzinne życie z brudnymi interesami. Na co dzień, mimo swojego bogactwa, cieszy się życiem z żoną w otoczeniu sąsiadów na pograniczu Belgii i Holandii. Przy okazji jest jednym z największych na świecie producentów extasy. „Belgia jest Kolumbią extasy” – słyszymy w pierwszym odcinku. Podobnie jak Escobar, Bouman czerpie zyski z handlu dragami, przekupuje lokalną policję, zleca morderstwa, a gdy trzeba sam pociąga za spust.

Podobieństw między obiema produkcjami jest sporo. Narrator opowiadający historię z dystansu, przedstawiający działalność Boumana, jego towarzyszy, pozostawione przez nich trupy i szersze społeczne tło. Policyjny duet, którego zadaniem jest schwytanie współczesnego barona. Piękno okolicy zestawione ze skrywanym przez nią brudem. Szybko jednak Undercover obiera własny kierunek. Przede wszystkim, w przeciwieństwie do Narcosa, belgijski serial nie opowiada prawdziwej historii, ale luźno inspiruje się autentyczną postacią Janusa van W.

Bohaterami serialu są Anna i Bob – policjanci, których celem jest infiltracja Boumana, zdobycie jego zaufania i wejście z nim we współpracę. Udając parę, osiedlają się w okolicy przestępcy i stopniowo zbliżają się do jego rodziny. Problem w tym, że przede wszystkim sami nie potrafią znaleźć wspólnego języka. On jest Belgiem, ona Holenderką – mają różne pomysły na przeprowadzenie misji i nieustannie się z sobą ścierają. Po drugie Ferry zdecydowanie nie jest skłonny nawiązywać z nimi jakiejkolwiek relacji. Jest ostrożny, nie ufa obcym, pilnuje swoich spraw. Jego piętą Achillesową może się jednak okazać żona, samotna, cierpiąca na depresję, stale poszukująca towarzystwa i docenienia.

Trzymając się porównań ze słynnym dziełem Netflixa trzeba przyznać, że Bouman nie ma charyzmy i charakteru Escobara, a Frank Lammers umiejętności Wagnera Moury, sama historia natomiast nie jest nawet w połowie tak ekscytująca. Niemniej jest to solidna rozrywka, która ma wszystko, co trzeba, by utrzymać widza w napięciu: galerię ekscentrycznych postaci, trudną misję, która nieustannie wisi na włosku i ciekawą dynamikę pomiędzy bohaterami. Anna woli improwizować, Bob trzyma się ściśle określonego planu – równie ważna, co wykonanie misji, jest rywalizacja między nimi. Jeżeli chodzi o aktorstwo, przede wszystkim chciałbym podkreślić występ Elise Schaap, która w roli żony narkotykowego bossa nieustannie balansuje na krawędzi.

Undercover to przyzwoity dramat kryminalny. Wprawdzie w kontekście fabuły nie ma do zaoferowania zbyt wiele – proponując ograną konwencję, wykorzystując pomysły znane z wielu podobnych filmów i seriali. Pod wieloma względami jest przewidywalny. Ale mimo to wciąż trzyma w napięciu. To dobrze zrealizowane widowisko, nieźle zagrane i stojące ciekawymi bohaterami. Wartością dodaną jest sama belgijska sceneria, którą rzadko możemy oglądać na ekranach kin czy telewizorów.

Undercover
Reżyseria: Eshref Reybrouck, Frank Devos
Obsada: Tom Waes, Frank Lammers, Anna Drijver, Elise Schaap, Tim Haars, Raymond Thriy, Kevin Janssens
Gatunek: Dramat, Kryminalny
Rok produkcji: 2019
Kraj: Belgia
Data polskiej premiery: 3 maja 2019

 

 

 

CHCESZ WIĘCEJ CIEKAWYCH RECENZJI SERIALI? POLUB TĘ STRONĘ:

 

Filmowy malkontent. W kinie docenia wyrazisty styl. Uwielbia kino Tima Burtona, Guillermo del Toro czy Wesa Andersona.