„Shazam!” – zwrot w uniwersum DC? Recenzja filmu

W Kinowym Uniwersum DC nie wiedzie się dobrze. Chcąc szybko powtórzyć sukces budowanego od ponad dekady konkurencyjnego Uniwersum Marvela, Warner Bros. samo wyłożyło się na swoich planach, kiedy każda kolejna odsłona (Batman v Superman, Liga Sprawiedliwości, Legion samobójców) okazywała się gorsza od poprzedniej. Wielu zrzucało winę m.in. na mroczny charakter tych produkcji, stąd następne próby począwszy od Wonder Woman a na Aquamanie skończywszy były już filmami lżejszymi, barwniejszymi i zabawniejszymi. Wchodzący na ekrany polskich kin Shazam! to już w ogóle rozrywka oparta przede wszystkim na gagach i humorze. Box office pokazuje, że jest to przepis na sukces. Obraz już może cieszyć się niezłymi wynikami finansowymi, zebrał także dobre recenzje. Czyżby więc zła karta DC się odwróciła?




Shazam! wyraźnie stoi na uboczu uniwersum. Wprawdzie od pierwszych scen wiemy, że to ten sam świat, w końcu dzieci mają w pokojach gadżety Batmana a gazety zdobią nagłówki o Supermanie, ale fabuła filmu Sandberga nie wchodzi w interakcję z tamtymi produkcjami – to odrębna historia stanowiąca klasyczną genezę nowego herosa. To, co ją wyróżnia, to fakt że głównym bohaterem jest dziecko. Konkretnie Billy Batson, który przed laty zgubił się w wesołym miasteczku i od tamtej pory ucieka z kolejnych domów opieki, poszukując swojej matki. Tymczasem niechętnie trafia do kolejnej rodziny zastępczej, której podopieczni to prawdziwe galerie osobowości. Nerd Freddy bezskutecznie próbuje zaszczepić w Billym miłość do komiksów. Pewnego razu jednak w wyniku magicznych okoliczności Batson zostaje zamknięty w ciele dorosłego mężczyzny w kiczowatym stroju, który – jak się okazuje – posiada nadludzkie umiejętności.

Twórcy Shazama! są w pełni świadomi infantylnego charakteru fabuły, dlatego próbują przekuć go na zalety, jawnie się z niego naśmiewając i obracając wszystko w żart. Billy, jak to dziecko, nawet posiadając nadludzką siłę, wykorzystuje ją choćby żeby legalnie kupić piwo, a jeśli już komuś pomaga, to najpierw wyrządzi mnóstwo szkód. Przezabawne są sekwencje nauki i odkrywania swoich umiejętności. Przewodnikiem przez możliwości superbohaterów jest dla Billy’ego Freddy, który odhacza kolejne opcje: latanie, siłę, szybkość. Pod tym kątem Shazam! to kawałek świetnej rozrywki, a zwłaszcza dla miłośników kina trykociarskiego, szczególnie że nie brak tu smaczków i aluzji do całej popkultury.

Oczywiście musimy pamiętać, że wielka siła, to wielka odpowiedzialność, a zupełnie nieodpowiedzialnemu Billy’emu nosa utrze godny przeciwnik – Thaddeus Sivana, który jako dziecko również miał możliwość otrzymać moc Shazama, lecz okazało się że nie był jej godzien. Teraz, zgorzkniały ale zdeterminowany, nie cofnie się przed niczym aby siłą odebrać Billy’emu jego dar. To właśnie grana przez Marka Stronga postać wprowadza do filmu nieco mroku. Towarzyszące mu bestie odgryzają przeciwnikom głowy i wyrzucają ludzi przez okna z wieżowców – co odrobinę nie pasuje do wyraźnie dziecięcego charakteru produkcji. Jej istotą są bowiem tradycyjne dla familijnego kina wartości – nauka przyjaźni, tolerancji i wspomnianej odpowiedzialności.

Poza wspomnianymi nieco drastyczniejszymi scenami i kilkoma żartami dla starszego widza, Shazam! sprawdzi się jako kolorowe kino familijne. Z jednej strony obśmiewa konwencję i jej charakterystyczne elementy (m.in. kapitalna scena patetycznej przemowy łotra), z drugiej – jak najbardziej się jej trzyma, przypominając kanoniczne zasady, że prawdziwa siła płynie z serca, a nie z otrzymanej mocy. Dziecięcy bohaterowie uczą się współpracy, bo tylko razem są w stanie pokonać każdego przeciwnika.

Z danymi nie sposób dyskutować. Niewątpliwie konwencja lekkiej komedyjki dla młodszych i starszych widzów przypadnie do gustu każdemu, stąd też wreszcie dobre recenzje dla DC, ale mam nadzieję że mimo wszystko studio nie pójdzie dalej tą drogą. W końcu wciąż coś jest chyba nie tak, kiedy okazuje się, że mając do dyspozycji takich herosów jak Batman i Superman, Joker i inni, największy sukces w uniwersum odnosi produkcja, która powinna być „zaledwie” lekkim wakacyjnym przerywnikiem pomiędzy „głównymi filmami”. Wcale zresztą nie uważam, żeby to brak humoru i mroczna stylistyka były gwoździem do trumny wspomnianych filmów, a przede wszystkim brak wolnej ręki ich twórców, mało warte scenariusze i pośpiech w realizacji.

Shazam! to odskocznia od tego, co dotychczas zaoferowało nam uniwersum DC. Przyjemna komedyjka z pretekstową fabułą, która stawia przede wszystkim na humor i barwnych bohaterów. Dobrze wreszcie zobaczyć w DC przyzwoitą rozrywkę, zamiast nieporadnego i potykającego się o własne nogi kina, ale zarazem nie sposób Shazama! w ogóle zestawić z filmami pokroju Człowieka ze stali. To one nadają ton uniwersum. Familijna i uproszczona do granic zabawa konwencją może być świetnym przerywnikiem, ale nie wiem czy chciałbym, żeby w tę stronę zmierzały kolejne produkcje.

Shazam!
Reżyseria: David F. Sandberg
Scenariusz: Henry Gayden, Darren Lemke
Obsada: Zachary Levi, Mark Strong, Asher Angel, Jack Dylan Grazer, Dijmon Hounsou
Muzyka: Benjamin Wallfisch
Zdjęca: Maxime Alexandre
Gatunek: Fantasy, Akcja
Kraj: USA
Rok produkcji: 2019
Data polskiej premiery: 5 kwietnia 2019

 

 

 

CHCESZ WIĘCEJ CIEKAWYCH RECENZJI FILMÓW? POLUB TĘ STRONĘ:

 

Damian Drabik Administrator

Rocznik 1992. Z wykształcenia historyk sztuki i kulturoznawca, z zamiłowania pożeracz filmów, książek i szeroko pojętej popkultury.