F*ck Batman! Recenzja serialu Titans

W ubiegłym roku Warner Bros i DC uruchomiły platformę streamingową, na której mają królować produkcje związane z komiksowym gigantem. W październiku zadebiutował tam otwierający nowe uniwersum serial Titans będący adaptacją komiksów o przygodach Młodych Tytanów, w skład których wchodzi m.in. Robin. Widzowie znają ich przede wszystkim z dziecięcych animacji. Dystrybucją serialu na Europę zajął się Netflix i tak wreszcie produkcja trafia wreszcie do Polski.




Już na starcie należy zaznaczyć, że z dobrze znanymi nam bajkami serial Akivy Goldsmana ma niewiele wspólnego. Oczywiście główne skrzypce grają tu znani i lubiani bohaterowie, wspomniany Robin, a także Starfire (w Polsce znana jako Gwiazdka) czy Raven. Nierozsądne byłoby jednak pokazywanie serialu dzieciom. Bo to krwawe, brutalne i wulgarne widowisko. Już podczas pierwszego pojawienia się na ekranie Robin dosłownie masakruje bandytów, a kiedy ci mylą go z jego bardziej znanym opiekunem, stwierdza nonszalancko – „Je*ać Batmana”.

I widać, że z wolności twórczej autorzy serialu korzystają do woli, napawając się brakiem ograniczeń. Przemoc miejscami jest aż zbyt nachalna i niepotrzebna, podobną tendencję zauważam już też w wielu produkcjach Netflixa – to że można pewne rzeczy pokazać, nie znaczy wcale że trzeba. Choć jestem zwolennikiem kategorii R, to w przypadku produkcji, które aż rażą infantylizmem, obrazowa przemoc rodzi dysonans.

A Titans niestety jest serialem bardzo infantylnym. Jeśli chodzi o budowę postaci i rozwój fabuły, całość sprawia wrażenie niezwykle płytkiej, żeby nie powiedzieć – głupiej. Bohaterowie postępują nielogicznie a emocje budowane są sztucznie i w ogóle nie grają. Fabularnie panuje tu olbrzymi śmietnik. Treści i wątków jest mnóstwo, zupełnie natomiast brak tu jakiegoś uporządkowania. Ale po kolei.

Dicka Graysona poznajemy z dala od rodzinnego Gotham. Zły na Batmana, postanawia wyjść na swoje i rozpoczyna pracę w policji w innym mieście. Niemal natychmiast pod jego skrzydła wpada zbuntowana nastolatka Rachel. Jej matka została zastrzelona na jej oczach, ktoś na nią poluje, Robin decyduje się nią zaopiekować. Odtąd zaczynają się kłopoty. Z uwagi na jej tajemniczego ojca i moc, którą w sobie skrywa, wszyscy polują na Raven, trup więc ściel się gęsto, a kiedy wydaje się że bohaterowie poradzili sobie już z niebezpieczeństwem, zaraz pojawia się kolejne. I nagle swoi ludzie okażą się źli. I jeszcze. I znów.

Na przestrzeni jedenastu odcinków poznajemy ogromną ilość bohaterów, niektórzy – jak Jason Todd (drugi Robin) wbrew jakiejkolwiek logice wyskakują jak z kapelusza, by po chwili przestać odgrywać większą rolę, inni – jak ekipa Doom Patrol, mają dla siebie cały odcinek, ale też nie są temu serialowi zupełnie potrzebni (choć dostaną własny serial już wkrótce), a nie zapominajmy wcale o kluczowych postaciach DC: Batmanie, Jokerze, którzy… zresztą sami zobaczycie.

Trudno czerpać frajdę z tego głupiutkiego widowiska, szczególnie też że i wybory castingowe nie należą do udanych. Nie chcę się pastwić, aktorzy ładnie wyglądają i pasują do swoich ról, ale gdy tylko scenariusz prosi się o jakąś dramaturgię, potrafią położyć wszystkie sceny. Postaci są tak płytkie, że gdy umierają, nie robi to na widzu specjalnego wrażenia.

Mimo wszystko jest jednak jakaś perwersyjna przyjemność w oglądaniu tego potworka. Zebranie tych wszystkich komiksowych postaci, wyrwanie luźnych komiksowych wątków i wymieszanie ich w tyglu absurdu i wszechobecnego mroku, budzi pewien rodzaj satysfakcji. Może niskich lotów, ale wciąż. Jest dobry soundtrack, krwawa rozpierducha i totalnie b-klasowa fabuła. Twórcy z pewnością dobrze się bawili, dając się ponieść wyobraźni. Nie dostarczyli wprawdzie podobnej zabawy widzom, ale gdyby ktoś nad tym całym śmietnikiem zapanował, z pewnością byłaby to całkiem zjadliwa rozrywka. Na razie jednak nie wieszałbym na serialu psów i dał mu jeszcze szansę. Platforma w perspektywie 2019 roku ma zaplanowanych kilka produkcji, m.in. wspomniany Doom Patrol, zobaczymy co z tego wyjdzie.

Jeśli chcecie zobaczyć brutalne i nafaszerowane akcją widowisko, w którym wasi ulubieni bohaterowie zawodowo kopią tyłki złoczyńcom, to Titans będzie serialem dla was. Na tle tanich i wybitnie złych produkcji z Arrowverse, to wygląda jak złoto. Ale większy budżet i kategoria R nie ratują wcale serialu Akivy Goldsmana, który ma kilka podstawowych wad – niezwykle płytkie postaci i głupią, absurdalną fabułę. Mało to angażujące, ale jeśli wyłączycie myślenie, to z rozpędu przebrniecie przez wszystkie odcinki bezboleśnie, a miejscami może się nawet będziecie nieźle bawić.

Titans
Twórcy: Greg Berlanti, Akiva Goldsman
Obsada: Brenton Thwaites, Teagan Croft, Anna Diop, Ryan Potter, Jake Michaels, Dwain Murphy, Seamus Dever i inni
Muzyka: Kevin Kiner, David Greene
Gatunek: Akcja, sci-fi
Rok produkcji: 2018
Data polskiej premiery: 1 listopada 2018

 

 

 

CHCESZ WIĘCEJ CIEKAWYCH RECENZJI SERIALI? POLUB TĘ STRONĘ:

 

Damian Drabik Administrator

Rocznik 1992. Z wykształcenia historyk sztuki i kulturoznawca, z zamiłowania pożeracz filmów, książek i szeroko pojętej popkultury.