Recenzja filmu „Roma” – największy sukces Netflixa

Roma to najnowszy film meksykańskiego reżysera Alfonso Cuaróna, twórcy wstrząsających Ludzkich dzieci i obłędnej wizualnie Grawitacji. Jest to produkcja Netflixa, co tym bardziej zaskakujące, że dotychczas streamingowy gigant znany był przede wszystkim z tworzenia taśmowo filmów o niskiej jakości, typowych zapychaczy, z których te lepsze produkcje można było policzyć na palcach jednej ręki. Próby artystycznych zagrywek kończyły się technicznymi wtopami np. podczas festiwalu w Cannes.




W tym roku jednak Netflix wyraźnie zaszalał pod tym względem, ściągając do siebie wybitnych reżyserów: braci Coen, realizujących western Ballada o Busterze Scruggsie i właśnie Cuaróna. Obie produkcje najpierw pokazane były na festiwalu w Wenecji, gdzie Roma zdobyła Złotego Lwa i z miejsca zyskała status jednego z faworytów do Oscara. Dziś produkcja trafia nie tylko na platformę, ale również w ograniczonej dystrybucji do kin. Takiego sukcesu Netflix jeszcze nie miał.

Tytułowa Roma to osiedle w mieście Meksyk. Żyją w nim przedstawiciele tamtejszej średniej klasy. Młoda Cleo jest Indianką, służącą w domu małżeństwa z czwórką dzieci. Na przestrzeni roku dwa wydarzenia odmieniają życia bohaterów – Cleo, mimo własnych kłopotów,  będzie musiała jeszcze mocniej zaangażować się w pomoc rodzinie.

Roma to piękny hołd złożony meksykańskiej dziewczynie, służącej, która w prostocie miała olbrzymi wpływ na wychowanie dzieci dorastającej w dobrej, zamożnej rodzinie. To właśnie Cleo oraz matka maluchów okazały się kobietami, których postawa kształtowała ich dzieciństwo, wyobraźnię, wrażliwość, sprawiły że jeden z nich stał się tym, kim jest dziś. Ale to nie film o nim, choć mowa o samym Cuarónie, lecz właśnie o Cleo i matce.

Bo matka to druga ważna postać tej historii. Skrywająca swoje sekrety, próbująca zachować dobrą minę do złej gry. Tłumiąc w sobie emocje pragnie wychować dzieci bez trosk, nawet kiedy świat wali się na głowę.

Nie ma tu wielkich fabularnych konfliktów, a jednak film pełen jest emocji. Choć nie brakuje momentów bardziej dramatycznych czy wręcz tragicznych – jego siła tkwi w prostocie, w potędze wspaniałej bohaterki, która pokornie wykonuje te codzienne obowiązki, ociera łzy, pomaga z zakupami, sprząta, spaja poszczególnych członków familii w jedną rodzinę. Jednak gdy do głosu dojdą wspomniane dramatyczne sekwencje, poruszą was dogłębnie.

Roma to niezwykle prosta a zarazem – dzięki artystycznemu wyczuciu i reżyserskiej wrażliwości – epicka, bo zakotwiczona w konkretne historyczne momenty, opowieść o prozie życia. O przyjaźniach i miłościach, o codziennych obowiązkach, o dorastaniu, tęsknocie za bliskimi, wdeptywaniu w psie odchody i pocałunkach w kinie. O zranionych sercach i zerwanych więzach. Wielkie smutki, małe radości i nostalgia za tym, co minione.

Jest to niesamowita podróż do Meksyku lat 70. Leniwa, snująca się powoli, skupiona na powtarzających się codziennych czynnościach, wpatrzona okiem kamery w zmywaną podłogę, bulgoczących na ogniu posiłek, rodzinę oglądającej telewizję. Jednocześnie te długie proste sekwencje przecinane są nieco bardziej dynamicznymi, przedstawionymi z humorem – jak chociażby znakomita scena auta wjeżdżającego na posesję czy widowiskowy pokaz sztuki walki zaprezentowany w zupełnym negliżu. Wreszcie, w kontraście do minimalizmu codzienności, widz obrywa niespodziewanie intensywnymi scenami tragicznych momentów.

Bo w tle Cuarón dotyka kwestii społecznych i politycznych, dotyczących różnic etnicznych, hierarchii, szacunku wobec pracowników, czy siły kobiet, odkrywając przed widzem kolejne warstwy treści, wychodząc od zapisu osobistych wspomnień, do politycznych zawirowań lat 70. W 1971 roku doszło w Meksyku do masakry podczas festiwalu Corpus Cristi.

Jest tu również motyw, który powraca we wszystkich ostatnich filmach Cuaróna – czyli motyw dziecka i rodzicielstwa. Oglądając Romę, która ma charakter autobiograficzny, możemy zrozumieć, skąd ten wątek w twórczości Cuaróna się wziął – bohaterka Grawitacji, która straciła dziecko i próbuje wzbudzić sobie pragnienie walki o życie, świat Ludzkich dzieci, w którym dzieci już się nie rodzą – wszystko to, nie spoilerując, może wywodzić się ze wspomnień reżysera i wydarzeń, które rozgrywały się gdzieś dookoła niego.

Reżyser, podobnie jak jego rodak Alejandro Gonzalez Inarritu, znany jest ze współpracy z geniuszem kamery Emmanuelem Lubezkim. Tym razem jednak Cuarón sam postanowił zająć się zdjęciami do swojego filmu. A jest to dzieło drastycznie odmienne od tego, do czego nas przyzwyczaił. Skromne, minimalistyczne w środkach, czarno-białe: bo po atakującej audio-wizualnie Grawitacji, to jak kroczenie przez wilgotny las dziesięć minut po szalejącej burzy.

Warto podkreślić ciekawe podobieństwo strony wizualnej pomiędzy Romą a polską Zimną Wojną, z którą przecież film Cuaróna może rywalizować o Oscara. Chodzi nie tylko, co oczywiste, o czarno-białą taśmę, ale o malarskość kadrów, będąca wynikiem starannie zaaranżowanych przestrzeni i przewagi statycznych ujęć (choć Cuarón stosuje także poziome i pionowe przejazdy). Zdjęcia jednej i drugiej produkcji to prawdziwe perełki. Również na Romę patrzy się w ciągłym zachwycie.

Zachwyca również naturalizm produkcji, na którą składa się obsada wypełniona ludźmi, którzy z aktorstwem nie mają wiele wspólnego, a jednak radzą sobie wybornie – w ich kreacjach nie ma nic sztucznego. Oczywiście najbardziej wyróżnia się wiodąca Yalitza Aparicio, którą Cuarón znalazł niby przypadkiem, wypatrzoną w tłumie podczas castingu, w którym sama nie zamierzała brać udziału. Jest autentyczna i szczera w swej roli.

Cuarón oddaje widzom kino dogłębnie osobiste, pozbawione pozerstwa i szczere, które na tle współczesnego kina jest jak upragniony haust świeżego powietrza. Jest tu piękno kryjące się w tym, co zwykłe, codzienne, zwykle niedostrzegalne; jest poezja płynąca z małych i dużych dramatów oraz radości, sprawiających że to koło życia ciągle się toczy; wreszcie jest tu magia tęsknoty za tym, co już minęło, próba odtworzenia dziecięcych wspomnień, poszukiwanie drobiazgów sprawiających że dziś jesteśmy, kim jesteśmy. Wspaniałe, głęboko humanistyczne kino, które trzeba zobaczyć.

ZOBACZ TERAZ RECENZJĘ FILMU POWRÓT BENA

Roma
Reżyseria: Alfonso Cuarón
Scenariusz: Alfonso Cuarón
Obsada: Yalitza Aparicio, Marina de Tavira, Diego Cortina Autrey, Carlos Peralta
Zdjęcia: Alfonso Cuarón
Gatunek: Dramat
Kraj: Meksyk, USA
Rok produkcji: 2018
Data polskiej premiery: 14 grudnia 2018

 

 

 

 

CHCESZ WIĘCEJ RECENZJI NAJNOWSZYCH FILMÓW? POLUB TĘ STRONĘ:

 

Damian Drabik Administrator

Rocznik 1992. Z wykształcenia historyk sztuki i kulturoznawca, z zamiłowania pożeracz filmów, książek i szeroko pojętej popkultury.