Recenzja filmu „Alfa”

Na ekrany polskich kin wkracza survivalowe kino przygodowe z wyraźnym hollywoodzkim zacięciem. Mowa o filmie Alfa w reżyserii Alberta Hughesa, twórcy takich obrazów jak Księga ocalenia czy Z piekła rodem. Produkcja budziła kontrowersje jeszcze długo przed premierą. Należała do nich m.in. kwestia traktowania zwierząt przez twórców – podobno na potrzeby realizacji zabito pięć bizonów.




Akcja filmu toczy się 20 tysięcy lat temu. Obserwujemy Europę doby epoki lodowcowej. Kamera podąża za przedstawicielami pewnego plemienia, którzy w tych trudnych warunkach poszukują pożywienia. Przywódca grupy pragnie wychować swojego syna na prawdziwego mężczyznę. Nieoczekiwanie jednak podczas polowania na bizony chłopiec zostaje zrzucony z urwiska. Gdy odzyskuje przytomność, okazuje się że współplemieńcy go zostawili. Zdany jedynie na siebie zyskuje sprzymierzeńca w rannym wilku.

Świat przedstawiony

Film sprawia wrażenie bardzo ubogiego. Przy budżecie wynoszącym aż 50 milionów dolarów nie postarali się twórcy, aby przedstawić widzowi dziki, pierwotny, prymitywny świat – zamiast tego otrzymujemy zaledwie kilka lokacji, garść zwierząt odtworzonych za sprawą kiepskiego CGI i wreszcie dużo scen rozmów. Zbyt dużo jak na wizję świata sprzed dwudziestu tysięcy lat. Jeśli już szukać w tym zalet, to należy podkreślić że przynajmniej nasi przodkowie nie władają angielskim. Ale i tak są gładcy, piękni i czyści jak przystało na współczesne standardy.

Kłania się zatem Hollywood. To, co mogło być fantastyczną historią przetrwania, historią oswajania dzikości i stawania się mężczyzną na tle świata niedotkniętego ręką cywilizacji, samego w sobie stanowiącego źródło pierwotnych instynktów, rozmywa się w natłoku pisanych na kolanie monologów chłopca, który opowiada wilkowi o swoich smutkach i radościach.

Nie sposób też uwierzyć w możliwość przetrwania głównego bohatera. Twórcy stawiają go regularnie w sytuacjach bez wyjścia, niemożliwych do przetrwania, by potem wybronić go poprzez jakiś cudowny scenariuszowy zabieg, np. oberwanie chmury, dzięki któremu w niedługim czasie spada tak wiele wody, że możliwe będzie przetrwanie upadku z olbrzymiej wysokości.

Polski akcent

Warto dodać, że w obsadzie produkcji znalazł się polski aktor, Marcin Kowalczyk, którego możecie kojarzyć chociażby z głośnego Jesteś Bogiem. Jest to całkiem spora rólka, ale twórcy jednak nie dają mu miejsca do popisu, tak zresztą jak i pozostałym aktorom wcielającym się w dość płytkie i nijakie postaci. Oczywiście cały film należy do Kodiego Smita-McPhee, ale jest to mało wiarygodna kreacja, choć przyzwoita na tyle, na ile można wymagać od tego rodzaju familijnego kina.

Alfa to kino, które w najmniejszym stopniu nie wykorzystuje swojego potencjału. Wprawdzie rozgrywa się 20 tysięcy lat temu, ale równie dobrze mogłoby to być 200 lat – wizja świata pierwotnego sprowadza się jedynie do ukazania kilku prehistorycznych zwierząt. Opowieść o stawaniu się mężczyzną jest płytka, korzystająca z najprostszych schematów i przegadana – scenarzystom zdecydowanie brak wiary w inteligencję widza. Wreszcie wątek survivalowy jest tak nieprawdopodobny i naładowany nielogicznościami, że zupełnie przestaje emocjonować, gdy zdajemy sobie sprawę z jakich opresji główny bohater wychodzi obronną ręką. Olbrzymi zawód.

MOJA OCENA:
2/10

Alfa
Reżyseria: Albert Hughes
Scenariusz: Daniele Sebastian Wiedenhaupt
Obsada: Kodi Smit-McPhee, Johannes Haukur Johannesson, Marcin Kowalczyk, Jens Hulten
Muzyka: Michael Stearns, Joseph S. Debeasi
Zdjęcia: Martin Gschlacht
Kraj: USA
Gatunek: Przygodowy
Rok produkcji: 2018
Data polskiej premiery: 9 listopada 2018

 

 

CHCESZ WIĘCEJ RECENZJI NAJNOWSZYCH FILMÓW? POLUB TĘ STRONĘ:

 

Damian Drabik Administrator

Rocznik 1992. Z wykształcenia historyk sztuki i kulturoznawca, z zamiłowania pożeracz filmów, książek i szeroko pojętej popkultury.