„Operacja Overlord” – recenzja wojennego horroru

Zaczyna się od prawdziwego trzęsienia ziemi. Tytułowa Operacja Overlord odnosząca się do działań wojennych na froncie zachodnim podczas II wojny światowej rozpoczęła się lądowaniem w Normandii. Tuż przed słynnym D-Day grupa amerykańskich spadochroniarzy ma zostać zrzucona nad Francją, w celu zniszczenia radiowego odbiornika. Kamera ściska się z żołnierzami w ciasnym wnętrzu samolotu. Jedni żartują, inni są przerażeni. Tak trafiamy w sam środek wojennego piekła.




Już pierwsze sceny trafiającej na ekrany polskich kin Operacji Overlord sugerują, że twórcy nie będą brali jeńców. Przede wszystkim pod kątem audio-wizualnym produkcja wygląda naprawdę dobrze. Sekwencja otwierająca film to eksplozje, trupy, świszczące dookoła kule i spadochroniarze walczący o życie pod ostrzałem. Wojna okiem Avery’ego jest brutalna i widowiskowa.

Nasi bohaterowie pod osłoną nocy przekradają się do wioski. Mają jasno określony cel i krótki deadline. Niespodziewanie znajdują sojuszniczkę w wiejskiej dziewczynie. Tak mielibyśmy do czynienia z typowym kinem wojennym, gdyby nie jeden szczegół. Oto w okolicy Niemcy prowadzą jakieś okrutne eksperymenty – chcą stworzyć serum przywracające życie.

Jeżeli chodzi o samą dramaturgię, film na tej niecodziennej mieszance gatunków nieco traci, bo ostatecznie nie będzie ani trzymającym w napięciu filmem wojennym, ani klimatycznym horrorem: po nakreśleniu scenerii logika scenariusza przestaje mieć znaczenie a wybory bohaterów stają się absurdalne, z kolei jeśli chodzi o horror, to bardziej twórcom zależy na szaleństwie niż grozie.

Overlord nie jest więc straszny, nie chodzi tu o budowanie klimatu czy gęstej atmosfery. W zamian za to twórcy stawiają na akcję, przypominającą może miejscami grę komputerową. Zabawa jest jednak okrutnie przednia, miłośnicy zombie powinni się w niej jak najbardziej odnaleźć. Całość utrzymana jest w totalnie krwawej stylistyce z kategorią R, która wyraźnie zbliża film to kina klasy b. Bywa zabawnie i szokująco jednocześnie. Świetną robotę wykonują aktorzy, szczególnie Wyatt Russell i Pilou Asbaek – ten drugi jako czarny charakter jest wyborny.

Operacja Overlord to kino dokładnie takie, jakie możecie sobie wyobrażać oglądając chociażby zwiastun. To mieszanka filmu wojennego z b-klasową rzeźnią, mieszanka która nie udaje że jest czymś więcej niż groteskowym, pełnokrwistym widowiskiem – jest obrzydliwie, niepokojąco, głupio i jeszcze zabawnie.

Operacja Overlord
Reżyseria: Julius Avery
Scenariusz: Billy Ray, Mark L. Smith
Obsada: Jovan Adepo, Wyatt Russell, Mathilde Ollivier, Pilou Asbaek, John Magaro i inni
Muzyka: Jed Kurzel
Zdjęcia: Fabian Wagner
Gatunek: Horror
Kraj: USA
Rok produkcji: 2018
Data polskiej premiery: 30 listopada 2018

 

 

 

CHCESZ WIĘCEJ RECENZJI NAJNOWSZYCH FILMÓW? POLUB TĘ STRONĘ:

 

Filmowy malkontent. W kinie docenia wyrazisty styl. Uwielbia kino Tima Burtona, Guillermo del Toro czy Wesa Andersona.