Recenzja filmu Mission: Impossible – Fallout [przedpremierowo]

Christopher McQuarrie na kinie akcji zna się jak mało kto, choć nakręcił dotychczas tylko cztery filmy. Jako scenarzysta znany jest jednak Hollywood od lat i nawet pomimo licznych wtop (ostatnio Mumia), oddał widzom kilka ciekawych skryptów, począwszy od nagrodzonego Oscarem scenariusza do kultowych Podejrzanych, a na zakręconym Na skraju jutra skończywszy. Znana jest też jego słabość do Toma Cruise’a, nic więc dziwnego, że po takich projektach jak Walkiria, Jack Reacher czy wspomniane Na skraju jutra, powierzono temu sprawnemu rzemieślnikowi reżyserię kolejnego filmu z serii Mission: Impossible. A że Rogue Nation zostało przyjęte bardzo pochlebnie, teraz Cruise i McQuiarrie wracają w kolejnej odsłonie – Fallout.

Od razu widać, że McQuarrie pozostaje wierny kierunkowi, jaki obrał. Po pierwsze kontynuuje zapoczątkowane w poprzedniej odsłonie wątki Syndykatu i Solomone Lane’a, po drugie w bardzo charakterystyczny dla siebie sposób rozkłada akcenty, realizując przede wszystkim sprawne kino akcji. Fabuła ma dla niego mniejsze znaczenie, ot – kolejny raz Hunt i jego ekipa z IMF muszą ratować świat przed groźbą nuklearnej zagłady. Za MacGuffina robią tu trzy kule, które w rękach terrorystów zamienią się w śmiercionośną broń. A ludzie z Syndykatu i tak zwani Apostołowie zamierzają dokonać masowego morderstwa. Ich motywacje są kiepskie, nawet jeśli poparte pisanym na kolanie manifestem, próżno szukać tu jakiejś psychologicznej głębi czy choćby próby zrozumienia antagonistów. Hunt, z wykorzystaniem wszystkich tych gadżetów, jakie stały się elementem rozpoznawczym serii (z maskami na czele), będzie starał się pokrzyżować plany złoczyńców.

Nie szukajcie tu zatem angażującej, trzymającej w napięciu fabuły. Możecie jednak liczyć na jak najbardziej poprawnie zrealizowaną akcję, obfitującą w humor i widowiskowe sceny walk, pościgów i strzelanin. Wrażenie robią efekty specjalne, w których mało jest zastępującego każdą scenę CGI, przeciwnie – Cruise znany jest przecież z samodzielnego wykonywania większości kaskaderskich prób i to mimo 56 lat na karku! Również tutaj jego akrobacje niekiedy zapierają dech w piersiach, a z pewnością poszczególne sceny tchną realizmem. Słowem, oglądanie Fallout to czysta zabawa.




Mam pewien żal do producentów, że w zasadzie już po pierwszej części porzucili klimat i nastrój kina szpiegowskiego, który nie wrócił już w żadnej z późniejszych odsłon. Można odnieść wrażenie, że to zupełnie inne filmy, które przypadkiem łączy jedynie tytuł i Cruise w obsadzie. Ale trzeba się przyzwyczaić, że jednak konwencja prostego i nafaszerowanego humorem kina akcji, zapoczątkowanego gdzieś przy 3-4 odsłonie, stała się tą dominującą. Bird i McQuarrie robią właściwie jedną robotę i pewnie nie ma co już liczyć na powrót kina szpiegowskiego.

W obsadzie pojawia się nowy gracz, Henry Cavill, którego miło jest zobaczyć bez sztucznego CGI wykrzywiającego mu mimikę. Od początku będziecie wiedzieli, jak potoczą się jego losy, ale sądzę że nieźle wpisuje się w serię. Swoje pięć minut dostanie także piękna Vanessa Kirby. Poza tym ujrzymy starą paczkę: znanych  z poprzedniej odsłony Seana Harrisa i Rebecę Ferguson, na stałe zadomowionego już Simona Pegga, nadto wróci też była miłość Hunta z filmu J.J. Abramsa – Michelle Monaghan i wreszcie Ving Rhames, który wystąpił w każdej odsłonie serii.

Mission: Impossible – Fallout przypomina już raczej poprawny odcinek serialu, niż samodzielny film. Nic was tu nie zaskoczy, historia jest pisana na kolanie a antagoniści nie mają głębszych motywacji, ale to nic – jeśli polubiliście tę serię to i tak będziecie się świetnie bawić. Wracają starzy znajomi, Cruise, który mógłby już bawić wnuki, nadal jest w formie lepszej niż niejeden młodzian, a akcja prowadzona sprawnie i widowiskowo. Swoje robi też sentyment, poprzez liczne odwołania do wcześniejszych odsłon. Czysta rozrywka, może już trochę rutynowa, ale nadal potrafiąca dostarczyć sporo zabawy.

MOJA OCENA:
4/10

Mission: Impossible – Fallout
Reżyseria; christopher McQuarrie
Scenariusz: Christopher McQuarrie
Obsada: Tom Cruise, Henry Cavill, Ving Rhames, Simon Pegg, Rebecca Ferguson, Sean Harris, Michelle Monaghan, Alec Baldwin, Vanessa Kirby
Muzyka: Lorne Balfe
Zdjęcia: Rob Hardy
Gatunek: Akcja
Kraj: USA
Rok produkcji: 2018
Data polskiej premiery: 10 sierpnia 2018

 

 

 

 

CHCESZ WIĘCEJ RECENZJI NAJNOWSZYCH FILMÓW? POLUB TĘ STRONĘ:

 

Damian Drabik Administrator
Rocznik 1992. Z wykształcenia historyk sztuki i kulturoznawca, z zamiłowania pożeracz filmów, książek i szeroko pojętej popkultury.