Recenzja filmu „Pitbull. Ostatni Pies”

Wiele można zarzucać Władysławowi Pasikowskiemu, ale na pewno nie rzadkiej w polskim kinie umiejętności realizowania rasowego kina sensacyjnego. Zdaniem wielu jego kultowe Psy działały przede wszystkim w latach 90., trochę jako fenomen wynikający z powiewu wolności i próby przeniesienia zachodniej kinematografii na rodzime poletko. Ale hit z Bogusławem Lindą broni się nawet po latach i dziś ogląda się go z równym zachwytem, nawet pomimo pewnych słabości wynikających przede wszystkim z możliwości technicznych ówczesnego kina.

Jeszcze więcej można zarzucić Patrykowi Vedze, choć bodaj największym zarzutem jest ułomność jego filmowego warsztatu. Fakty jednak są takie, że jego kino urasta powoli do ewenementu – mimo niszczących recenzji krytyków, produkcje twórcy Botoksu oglądają setki tysięcy widzów, a każdy nowy film to przebój. Najjaśniejszym przykładem jest oczywiście jego seria Pitbull, która doczekała się właśnie czwartej i prawdopodobnie ostatniej odsłony. Po raz pierwszy jednak to nie Vega stanął za kamerą, lecz właśnie wspomniany Pasikowski, dla którego po latach przerwy jest to powrót do gatunku, który przyniósł mu sławę.

Już od pierwszych minut widać, że w przeciwieństwie do Vegi, tym razem historię opowiada człowiek doskonale zaznajomiony z rzemiosłem. Zamiast chaotycznej zbitki wątków i natłoku postaci, otrzymujemy prostą policyjno-gangsterską opowieść, w której powracają w dodatku nasi ulubieni bohaterowie z pierwszego filmu – Despero, Metyl i Nielat.




Film rozpoczyna się śmiercią policjanta, byłego partnera znanego z poprzednich odsłon Miami. Soczek ginie w zamachu, a miejscowa komenda policji zmaga się z niedoborem wykwalifikowanych pracowników. Do służby wraca nadużywający alkoholu Metyl, a ze szkolenia w FBI na miejsce przybywa także Nielat (obecnie Quantico). Bohaterowie wpadają na pomysł, by ich były kolega, Despero, przeniknął do świata lokalnej mafii i dowiedział się, kto stoi za zabójstwem policjanta.

Pitbull. Ostatni Pies nie ustrzegł się błędów. Kuleje tu nieco uproszczony scenariusz, jak i konstrukcja świata przedstawionego – oglądając film Pasikowskiego można odnieść wrażenie, że gangsterski świat Warszawy składa się z garstki ludzi. Można się było też lepiej przyłożyć chociażby w kwestii budowania postaci – na przykład grana przez Dodę Czarna Wdowa to postać, która bez najmniejszego problemu przechodzi drogę od kelnerki do nieustraszonej i rządzącej twardą ręki szefowej mafii. To zbyt prosta droga, by można było w nią uwierzyć.

Robotę robią za to aktorzy, którzy starają się wycisnąć z tych postaci maksimum. Dorociński, Mohr czy Stroiński to w zasadzie samograje, szczególnie że ich bohaterów zdążyliśmy poznać już dawno i obrośli oni legendą. Ale swoje pięć minut dostają też Pazura i Woronowicz, tworzący dość nietypowy rodzinny duet. Oczywiście najbardziej kontrowersyjną decyzją castingową było obsadzenie Dody w roli żony bossa mafii – Gawrona. Trudno szczerze mówiąc ocenić jej występ – z pewnością jest lepiej niż można by oczekiwać, na pewno piosenkarka pokazała, że potrafi się odnaleźć w doborowym aktorskim towarzystwie i wytrzymać presję, gdy fabuła zaczyna się mocniej na niej koncentrować. Z drugiej strony jej kreacja opiera się głównie na rzucaniu mięsem i ustawianiu wszystkich dookoła – troszkę jak Doda w realu. W szczególnie newralgicznych momentach bywa irytująca i – jak wspomniałem – trudno w tę jej postać uwierzyć.

Różnica między Pitbullem Pasikowskiego a filmami Vegi polega na tym, że ten drugi stawiał przede wszystkim na dynamiczną akcję, nad którą w zasadzie nie potrafił zapanować, co zważywszy na ilość wątków szybko wymykało się spod kontroli tworząc kino chaosu. Niewątpliwie istnieje jednak grono odbiorców, którym takie tempo uzupełniane olbrzymią dawką bluzgów i humoru odpowiada.

Pasikowski tworzy kino bardziej kameralne, rozwijające się powoli, budujące ekspozycję i postaci, i fabuły. Odbiorcy Vegi mogą się poniekąd od tego odbić. Tymczasem dla mnie realizacja Pasikowskiego sprawia, że Pitbulla wreszcie naprawdę da się oglądać. Reżyser Psów dał bohaterom cyklu godne zakończenie, stworzone z szacunkiem do widza i całej serii – szacunkiem jakiego nie miał sam Vega.

MOJA OCENA:
6/10

Pitbull. Ostatni pies
Reżyseria: Władysław Pasikowski
Scenariusz: Władysław Pasikowski
Obsada: Marcin Dorociński, Krzysztof Stroiński, Doda, Rafał Mohr, Cezary Pazura, Adam Woronowicz, Marian Dziędziel
Zdjęcia: Maciej Lisiecki
Muzyka: Radosław Łuka
Gatunek: Sensacyjny
Kraj: Polska
Rok produkcji: 2018
Data premiery: 15 marca 2018

 

 

CHCESZ WIĘCEJ CIEKAWYCH RECENZJI FILMÓW? POLUB TĘ STRONĘ:

 

Damian Drabik Administrator
Rocznik 1992. Z wykształcenia historyk sztuki i kulturoznawca, z zamiłowania pożeracz filmów, książek i szeroko pojętej popkultury.