Recenzja filmu Nić Widmo

Rok 2017 nie należał do najwybitniejszych pod względem filmowym, szczególnie jeśli poprzedzał go bardzo dobry kinowo rok z Manchester by the Sea, La La Land, Milczeniem czy Nowym początkiem na czele. Nie znaczy to jednak, że i tym razem nie było co oglądać; choć oscarowe zestawienie raczej zawodzi, to wyróżniają się na jego tle chociażby kapitalne Trzy billboardy za Ebbing, Misouri. Wśród nominowanych jest jeszcze jedna produkcja, o której – zdaje się – mówi się najmniej, a zrealizował ją czołowy amerykański reżyser z udziałem prawdopodobnie najwybitniejszego aktora naszych czasów. Mowa oczywiście o Nici widmo Paula Thomasa Andersona, która właśnie wkracza na ekrany polskich kin. I nie będę obwijał w bawełnę – jeśli również zawiodły was dotychczas zachwalane przez krytyków produkcje, koniecznie zobaczcie Phantom Thread.

Poznajcie Reynoldsa Woodcocka, krawca-artystę, którego sława sięga daleko poza Londyn. Każdy w Wielkiej Brytanii chciałby przymierzyć jego strój. Woodcock jest tak dobry, ponieważ cały swój wolny czas i energię poświęca pracy, będącej zarazem jego największą pasją i miłością. Prowadzi więc rygorystycznie uporządkowane życie, nie znosi sprzeciwu i emanuje majestatycznym wręcz chłodem. Pewnego razu jednak poznaje młodą kelnerkę, Almę, którą postanawia zaprosić do swojego życia.

Typowym bohaterem Andersona jest mężczyzna z szeroko rozumianym kryzysem dotyczącym własnej wartości. Pozbawiony ojca John z Ryzykanta, zagubiony, wkraczający w świat pornografii Dirk z Boogie Night, agresywny względem kobiet i zmagający się z odrzuceniem przez rodzica Frank z Magnolii czy wreszcie obarczony problemami emocjonalnymi i wychowywany u boku szeregu sióstr Barry z Lewego sercowego.  Wszystkich ich łączą pewne tożsamościowe luki związane z brakiem ojca-autorytetu. Podobnie oczywiście jest w Nici widmo, choć tym razem Anderson ogrywa temat nieco inaczej.




Woodcock również wychowywał się bez ojca, więc całą swoją miłość przelał na matkę, którą regularnie wspomina na przestrzeni filmu i z którą łączyła go szczególna więź. Całe życie spędza z kolei u boku siostry o równie twardym i dominującym charakterze, co jego własny. Nie jest to jednak przyczyna rodzinnych spięć lecz przeciwnie – współpracy opartej na pewnej harmonii. Alma, która wchodzi do tej rodziny z zewnątrz, będzie czynnikiem burzącym tę harmonię, wybijającym Woodcocka z nieuznającego sprzeciwu rytmu.

Różnica względem innych produkcji Andersona polega na tym, że tym razem niejako uwaga reżysera skupia się właśnie na postaci kobiecej, to z jej perspektywy obserwujemy ambicję, geniusz, pracowitość i upór Reynoldsa, które świadczą o tym, jak wybitnym jest artystą i człowiekiem, ale też jego kaprysy, skłonność do przesady, nieumiejętność koegzystencji z innymi, ukazujące go niekiedy jako rozkapryszone dziecko.

Ta sercowa gra, w wyniku której ona często będzie emocjonalnie upokarzana a jego cierpliwość wystawiana na olbrzymią próbę, nie byłaby tak szalenie angażująca, gdyby nie subtelny mimo wszystko scenariusz, w którym nic nie jest mówione wprost, a Anderson łamię konwencję przedstawiając bohaterów inaczej, niż można się było spodziewać. Całość uzupełnia doskonały klimat, w którym erotyczne napięcie nie wynika z nagości lecz ze spojrzeń, gestów czy sposobu interakcji bohaterów z otoczeniem.

Jeżeli zgodnie z zapowiedziami aktora Nić widmo faktycznie okaże się ostatnim filmem z udziałem Daniela Day-Lewisa, to zakończy swoją karierę błyskotliwą i niejednoznaczną rolą, która na długo zapadnie w pamięci. Reynolds w jego wykonaniu to przystojny, inteligentny mężczyzna o silnym, zaborczym wręcz charakterze. Geniusz o temperamencie, z którym nie sposób się mierzyć, a który łagodzi jedynie pojawiający się na jego twarzy od czasu do czasu szarmancki uśmiech. Ale to też człowiek, który poza pracą zupełnie nie potrafi odnaleźć się w rzeczywistości i nie zapuszcza się w rejony, które mogłyby unaocznić jego słabości. U boku aktorskiego Mistrza bezwstydnie swoim talentem popisuje się z kolei Vicky Krieps, której bohaterka desperacko pragnie wyszarpać choćby skrawek uczucia z zimnego serca Reynoldsa. Aktorka świetnie sportretowała przemianę swojej postaci, która nieśmiało wchodzi w zupełnie niedostępny przedtem dla siebie świat i obserwuje, ucząc się mężczyzny na pamięć. Jeśli dodać do tego Lesley Manville, to otrzymamy przedziwne i fascynujące trio.

Jakkolwiek banalnie nie zabrzmi to porównanie, Nić widmo jest jak suknie szyte przez Woodcocka. To film „na miarę”, doskonale skrojony pod względem dramaturgii, skromny i kameralny gdy tego wymaga, gdzie indziej pompatyczny, ale podszyty zbawiennym miejscami humorem. Genialny Daniel Day-Lewis i szalenie intrygująca młoda Vicky Krieps tworzą duet, od starć którego aż iskrzy, nawet jeśli emocjonalnych wybuchów jest tu niewiele, a cała ta miłosna gra o kontrolę w związku rozgrywa się często na spojrzenia i zabawną pyskówkę. Do ostatniej minuty nie będziecie wiedzieli jak to starcie się skończy, bo kino Andersona to tajemnica. Nić widmo tylko potwierdza jego geniusz. 

MOJA OCENA:
8/10

Nić widmo
Reżyseria: Paul Thomas Anderson
Scenariusz: Paul Thomas Anderson
Obsada: Daniel Day-Lewis, Lesley Manville, Vicky Krieps i inni
Muzyka: Jonny Greenwood
Zdjęcia: Paul Thomas Anderson
Gatunek: Dramat
Kraj: USA
Rok produkcji: 2017
Data polskiej premiery: 23 lutego 2018

 

CHCESZ WIĘCEJ CIEKAWYCH RECENZJI FILMÓW? POLUB TĘ STRONĘ:

 

Damian Drabik Administrator

Rocznik 1992. Z wykształcenia historyk sztuki i kulturoznawca, z zamiłowania pożeracz filmów, książek i szeroko pojętej popkultury.