„Naznaczony: Ostatni Klucz” Recenzja

Minęło trochę czasu od premiery pierwszej części Naznaczonego, solidnego straszaka z ciekawą obsadą i Jamesem Wanem na czele, człowiekiem, który dał nam Piłę i Obecność. W tej trójce horrorów właśnie Naznaczony mógł być tym najsłabszym, co nie zmienia faktu, że w swoim gatunku sprawdzał się bardzo dobrze. Na tyle, że doczekał się licznych kontynuacji.

Na ekrany polskich kin wkracza właśnie czwarty rozdział serii Universala. Główną bohaterką Ostatniego Klucza jest znana z poprzednich odsłon (a uśmiercona w pierwszej) parapsycholożka Elise Rainier. Jej śmierć niespecjalnie przeszkadzała twórcom kolejnych filmów, bo i grająca ją 74-letnia Lin Shaye to aktorka z charyzmą i pazurem, którą z przyjemnością się ogląda.

Mamy więc do czynienia z pewną ekranową genezą. Poniekąd jest to prequel do pierwszej części Naznaczonego, ale zabawy z chronologią jest tu więcej. Skupiamy się właśnie na postaci Elise. Śledztwo, które tym razem prowadzi jest zakorzenione w jej własnej historii – bohaterka będzie musiała mierzyć się także ze swoimi prywatnymi demonami. Oto bowiem musi stawić czoła wspomnieniu swojego domu z dzieciństwa w Nowym Meksyku, gdzie z jednej strony nabyła parapsychiczne zdolności, z drugiej – przez lata była torturowana przez ojca.

Oczywiście to dość głęboki wątek i trzeba to twórcom oddać, że ta drugoplanowa bohaterka, którą przecież najmocniej zapamiętaliśmy ze wszystkich filmów, zasłużyła na własną produkcję. Zdecydowanie jednak zasłużyła na więcej niż Robitel i Whannell są w stanie wykrzesać.

Przede wszystkim czwarty Naznaczony nie sprawdza się jako horror. Nie znajdziemy tu głębiej zakorzenionego strachu, wynikającego chociażby z fabularnego niepokoju. Tylko standardowy zestaw straszaków w postaci wyskakujących znienacka duchów, drażniących dźwięków (bohaterowie skaczą nawet na dźwięk telefonu) i schodzenia (po raz setny) do ciemnej piwnicy.

I tak jest niemal z całą fabułą, która polega na tym, że przez większość filmu bohaterka błądzi po mrocznych zakamarkach domu w poszukiwaniu duchów. Scenarzyści nie próbują dać tutaj widzom czegokolwiek świeżego. Nawet zwroty akcji są w tym filmie do bólu przewidywalne. Przykro mi to mówić, ale seans nie dostarcza choćby minimum frajdy. Jeśli już oglądać, to tylko dla znakomitej Lin Shaye.

Naznaczony: Ostatni Klucz może zadowolić najwierniejszych fanów franczyzy, szczególnie poprzez cameo łączące cały cykl w jedną całość oraz fakt, że kapitalna Elise Rainier dostała własną historię. Niemniej zarówno pod względem fabularnym jak i w kontekście straszenia, film Robitela sprawdza się dość kiepsko. Słowem, to naprawdę słaby horror.

MOJA OCENA:
3/10

Naznaczony: Ostatni Klucz
Reżyseria: Adam Robitel
Scenariusz: Leigh Whannell
Obsada: Lin Shaye, Leigh Whannell, Angus Sampson i inni
Zdjęcia: Toby Oliver
Muzyka: –
Gatunek: Horror
Kraj: Kanada, USA
Rok produkcji: 2018
Data polskiej premiery: 5 stycznia

 

CHCESZ WIĘCEJ CIEKAWYCH RECENZJI KOMIKSÓW? POLUB TĘ STRONĘ:

 

Filmowy malkontent. W kinie docenia wyrazisty styl. Uwielbia kino Tima Burtona, Guillermo del Toro czy Wesa Andersona.