Recenzja serialu ‚Iron Fist’

Prezentacja bohaterów należących do Netflixowskiego uniwersum, skupiających się wokół drużyny The Defenders dobiegła końca. Po Daredevilu, Jessice Jones i Luku Cage’u przyszła pora na Danny’ego Randa, czyli tytułowego Iron Fista. Serial ten od samego początku był wielką niewiadomą. Z jednej strony wymagania były duże, szczególnie po obejrzeniu Daredevila. Z drugiej strony istniało ryzyko wpadki, mając na uwadze słabszą odsłonę Luka Cage’a. Pojawiające się zwiastuny pozwalały mieć jednak nadzieję, że Iron Fist udźwignie pokładane w nim zaufanie. Niestety nie do końca tak się stało.

Postać Iron Fista, jeżeli ją prześwietlimy przez pryzmat komiksów, jest o wiele bardziej skomplikowana niż ta przedstawiona w serialu. Niemniej twórcom udało się stworzyć na pewnym poziomie bohatera w miarę wiarygodną, choć nie pozbawionego wad i niedociągnięć. Finalnie niestety serialową postać Danny’ego Randa i jego alter-ego ciężko kupić. Widz w wielu momentach ogląda jego przygody z wielką uwagą, ale cały czas ma na uwadze, że są one mocno naciągane. Niewiarygodne jest również zestawienie Dannye’go jako ciapowatego hipstera i świetnie władającego sztuką walki Iron Fista. Dziwić może również jego szybkie odnalezienie się we współczesności po piętnastu latach pobytu w Kunlun. Męcząca jest też próba przeniesienia nieco siłę filozofii wschodu na fabułę. Można odnieść wrażenie, że twórcy poszli w skrajność bez żadnego umiaru.

Mocno zaakcentowane zostają również moralne dylematy. Jednak i w tym przypadku widać, ze coś szwankuje. Z jednej strony widzimy, że twórcy za wszelką cenę chcą nas przekonać, że przemoc nie zawsze jest usprawiedliwiona, a następnie pokazują, że bohaterowie postępują wręcz odwrotnie. W przypadku serialu Iron Fist widać, że często emocje biorą górę na rozsądkiem. Tak do końca ciężko ocenić moralnie Danny’ego i jego przyjaciół. Może i nie jest to złe zagranie, bo dzięki temu podkreślona jest niejednoznaczność i można zauważyć pewne zmiany w stosunku do bohaterów innych seriali. Jak choćby Daredevil, który kierując się Dekalogiem, był całkowicie przeciwny zabijaniu, ale skontrastowany został z Punisherem, dla którego cel uświęcał środki, a zemsta była jedyną słuszną drogą. Danny jest jakby mieszanką tych dwóch postaci. Z jednej strony zasady, a z drugiej zemsta i próba pogodzenia jednego z drugim.

Najsłabszą stroną najnowszej produkcji Netflixa jest brak wyrazistego antagonisty. Widoczne już to było w przypadku Luka Cage’a i drugiego sezonu Daredevila, gdzie czerwony diabeł walczył z tajną organizacją Ręka, która również pojawia się w tym serialu. Pojawia się tu zło w postaci ogółu. Nie ma sprecyzowanej postaci, jak to było w przypadku Wilsona Fiska czy Killgrave’a. Jest tajna organizacja, ale tak naprawdę poza kilkoma ogólnikami nie wiadomo jaki jest jej cel. W jednym odcinku dostajemy do zrozumienia, że ktoś potężny za nią stoi i prawdopodobnie stanie się to jasne w serialu The Defenders, ale na razie Iron Fist walczy ze wszystkimi i zarazem sam ze sobą i swoimi słabościami.

Iron Fist nie jest serialem złym, ale nierównym i pełnym nieścisłości. Chwilami intryguje historią, by za chwilę nudzić rozwleczonymi, pisanymi na siłę dialogami. Nawet walki są bardzo nierówne i w wielu przypadkach rażą sztucznością, co było nie do pomyślenia w Daredevilu. Podobać się może muzyka, ale i ona w pewnym momencie, niezmienna, staje się niezauważalna. Na niekorzyść przemawiają słabi antagoniści i pretensjonalna, na siłę wrzucana do fabuły filozofia wschodu. Na najnowszą produkcję Netflixa warto poświęcić czas, tylko jeżeli przymkniemy oko na rozległe nieścisłości. Wtedy można zapoznać się z przygodami Danny’ego Randa traktując je również jako wprowadzanie do The Defenders i uzupełnienie wiedzy o tym małym uniwersum.

Cykl: [Superbohaterowie]
Iron Fist
Twórca: Scott Buck
Obsada: Finn Jones, Jessica Stroup, David Wenham, Carrie-Anne Moss, Rosario Dawson i inni
Gatunek: Fantastyka, Akcja
Kraj: USA
Rok produkcji: 2017

Tomasz Drabik Administrator

Radomianin z pochodzenia. Technolog żywności z wykształcenia. Pasjonat dobrego kina, lecz nie gardzi ciekawą książką. Uwielbia Pasikowskiego, Manna i Lehane.