Recenzja filmu „Nie oddychaj”

Troje młodych ludzi, chcących wyrwać się z pogrążonego w upadku Detroit, żyje z dokonywania drobnych kradzieży. Celują w mieszkania klientów firmy ochroniarskiej, prowadzonej przez ojca jednego z nich. Gdy decydują się zmienić dotychczasowe przyzwyczajenia i obrabować niewidomego, zniedołężniałego weterana wojennego, popełniają największy błąd swojego życia. Okazuje się bowiem, że mężczyzna, mimo ślepoty, we własnym domu czuje się jak na linii frontu, a dzieciaki, które zakłóciły jego spokój, staną się celem dla jego niepohamowanej nienawiści.

Już sam pomysł na odwrócenie ról i uczynienie z ofiary kata, jest bardzo fajny, choć nie oryginalny. Niesamowite jednak jak wiele problemów przysporzył on scenarzystom filmu Nie oddychaj, którzy kreślą tutaj motywacje w sposób iście łopatologiczny. Zanim więc na dobre akcja się rozkręci, otrzymujemy pół godziny wstępu, podczas którego poznajemy losy naszych złodziejaszków (problemy rodzinne, nieodwzajemniona miłość), które mają przekonać widzów, że to właśnie im mają kibicować w nierównym starciu ze staruszkiem. Jego z kolei scenarzyści do samego końca będą odczłowieczać, posuwając się w tym niekiedy bardzo daleko.

Brakuje więc tutaj takiego balansowania na linii moralności, manipulowania widzem tak, by nie wiedział za kim do końca się opowiedzieć. Przypomina mi się tutaj chociażby Prawo zemsty z Gerardem Butlerem, gdzie mieliśmy do czynienia z taką sytuacją. Tymczasem w Nie oddychaj wszytko jest jasne od początku. Sympatia ma być skierowana w stronę młodych bohaterów, bo… scenarzyści mają masę szytych grubymi nićmi powodów.

Nie oddychaj zawodzi również pod względem aktorskim, ale to już niestety zmora współczesnych horrorów. Reżyser filmu, Fede Alvarez, pociągnął ze swojego bardzo solidnego debiutu (remake’u Martwego Zła) Jane Levy, którą widzimy tutaj głównie w stanie rozpaczy. Tymczasem gra towarzyszącego jej Dylana Minnette to już po prostu poziom braci Mroczków. Już dawno żadnemu filmowemu bohaterowi tak bardzo nie życzyłem śmierci. Wyróżnia się tu jedynie Stephen Lang, znany z Avatara, który tworzy co prawda postać do bólu przerysowaną, ale też autentycznie przerażającą.

Przede wszystkim wielką, mistrzowską wręcz robotę odwalają spece od strony technicznej produkcji. Bo jeśli już Nie oddychaj miejscami straszy, to właśnie za sprawą atmosfery niepokoju, poczucia zagrożenia, które udaje się osiągnąć chociażby dzięki muzyce Roque Banosa i klaustrofobicznym kadrom Pedro Luque, które skutecznie pozwalają uwierzyć w grozę czającą się w każdym kącie mieszkania niewidomego bohatera. Scena ucieczki w całkowitej ciemności to prawdziwy majstersztyk.

I właśnie na tym polu film Alvareza osiąga swój cel. Jako niewymagający straszak sprawdzi się dość dobrze, choć (mimo że film trwa półtorej godziny) trzeba troszkę poczekać na rozkręcenie spirali zła. Jest tu kilka ciekawych pomysłów, kilka z kolei wręcz obrzydliwych. Budowanie napięcia, wszechogarniającego niepokoju – z tym Urugwajczyk radzi sobie bardzo dobrze. Żal więc bzdurnego scenariusza wypełnionego dziurami logicznymi i mizernych bohaterów, którym nie sposób kibicować. Nie oddychaj mógł być horrorem z wyższej półki, na jaki od dawna czekam. Jest kolejnym głupawym straszydłem ze zmarnowanym potencjałem. Do obejrzenia i zapomnienia.

Nie oddychaj (Don’t Breathe)
Reżyseria: Fede Alvarez
Scenariusz: Fede Alvarez, Rodo Sayagues
Obsada: Stephen Lang, Jane Levy, Dylan Minnette, Daniel Zovatto
Muzyka: Roque Banos
Zdjęcia: Pedro Luque
Gatunek: Horror, Thriller
Kraj: USA
Rok produkcji: 2016
Data polskiej premiery: 30 września 2016

Damian Drabik Administrator

Rocznik 1992. Z wykształcenia historyk sztuki i kulturoznawca, z zamiłowania pożeracz filmów, książek i szeroko pojętej popkultury.