Recenzja filmu „Służąca”

Intryga jest esencją kina. Reżyserem, od którego nauczyłem się najwięcej, był Alfred Hitchcock. To oczywiście fabularny trik, sposób na zainteresowanie widza. Ale tak, mam wrażenie, wygląda też nasze życie – rzadko kiedy pozwalamy sobie na bycie sobą. Raczej zakładamy maski, odgrywamy różne wersje samego siebie, żeby nie zwariować. Np. odpowiadając teraz na pytania, staram się stworzyć wrażenie, że wiem, o czym mówię, choć jestem człowiekiem chorobliwie nieśmiałym – Park Chan-wook, reżyser filmu Służąca




Służąca to film Park Chan-wooka powstały na kanwie powieści Sary Waters pod tytułem Złodziejka. Trafiłam na niego przez zupełny przypadek i nie ukrywam, że zdobył moje prawdziwe uznanie i trafił na listę ulubionych dzieł. Nie mogłabym zatem pominąć go milczeniem. Dlaczego warto poświęcić mu chwilę? O tym za chwilę.

Film koreańskiego reżysera to wielowątkowe, misternie splecione dzieło składajace się z trzech części, z których każda opowiada tę samą historię z nowej perspektywy. Trudno go przypisać do jednego gatunku – ma w sobie coś z kryminału, coś z romansu i tragikomedii. Z początku może się wydawać, że reżyser serwuje nam dość banalną opowieść:

Oszust Fujiwara planuje uwieść spadkobierczynię ogromnej fortuny Hideko, ożenić się z nią, a następnie zamknąć w zakładzie psychiatrycznym. Aby jego plan zakończył się sukcesem, do rezydencji kobiety wysyła młodą dziewczynę o imieniu Sook-hi. Złodziejka ma pełnić funkcję służącej Hideko i przekonać ją, że „hrabia” Fujiwara to lepszy kandydat na męża niż psychotyczny wuj dziewczyny, niejaki Kozuki.

Gdyby akcja rozwijała się jedynie w tym kierunku zapewne trudno byłoby uznać film za wybitny, jednak Park Chan-wook misternie plecie sieć fabuły i szybko przekonujemy się, że początkowa prostota jest jedynie przejawem sprytu reżysera. Okazuje się, że opowieść ma drugie dno, a bohaterowie są dalecy od oklepanych postaci, których pełno w innych dziełach tego gatunku.

Płomienny romans jaki rozkwita między Sook-hi a Hideko przedstawiono z subtelnością i finezją. Zmysłowe sceny seksu są tak plastyczne, że bliżej im do dzieła sztuki – nie budzą odrazy widza lecz fascynują i hipnotyzują pięknem. To kino wybitnie psychologiczne, niekiedy groteskowe i okrutne. Pełno tu dynamizujących akcję kontrastów:
– reżyser przeciwstawia sobie dwa typy seksualności – tę która rodzi się pomiędzy dwiema kobietami – swobodna, warunkowana miłością i przywiązaniem oraz tę, którą tłumią w sobie zgromadzeni w bibliotece hrabiego mężczyźni – pełna przemocy i ohydna – stanowi to oczywisty manifest feministyczny i ukłon w stronę wolności seksualnej;
– zderzające się osobowości – ognista Sook-hi i lodowata Hideko na zmianę zdobywają uwagę i serce widza;
– senne mary przeplatają się z jawą tworząc niezwykłą rzeczywistość funkcjonującą gdzieś poza czasem.

Trudno zaufać którejkolwiek z postaci – reżyser co rusz odsłania jakąś nową prawdę i nie sposób odgadnąć, kto gra rolę dobrego, a kto złego. W filmie nic nie jest czarno-białe. Ten szkatułkowy świat iskrzy kolorami – miłość, brutalność i dowcip przeplatają się w idealnej mieszance.

Warto zwrócić uwagę, że oprócz komentarza kulturowego, reżyser czyni aluzje historyczne poruszając temat skomplikowanej relacji pomiędzy Koreańczykami, a Japończykami. W czasie podboju Azji Południowo-Wschodniej japońska armia wykorzystywała seksualnie od kilkudziesięciu tysięcy do 300 tysięcy kobiet i dziewczynek (zwanych po angielsku comfort women), najwięcej Koreanek i Chinek, ale też Europejek z okupowanych przez Japonię Holenderskich Indii Wschodnich (teraz to Indonezja). Pod koniec wojny wiele zamordowano. Rozmiłowany w japońskiej kulturze wuj Hideko, uosabia demoniczny obraz japończyka znany z opisów ofiar tych zbrodni.

Nie sposób nie pochwalić fantastycznej gry aktorskiej – nie jest łatwo wcielić się w tak groteskowe postacie i uniknąć przerysowania, a wszyscy spisują się znakomicie. Pełna napięcia muzyka niekiedy przywodzi na myśl Psychozę, co można wytłumaczyć zamiłowaniem reżysera do Hitchcocka.

Film Park Chan-wooka jest ukłonem w stronę kobiet, jak sam komentuje: Chociaż kobiety muszą funkcjonować w systemie opresji, naprawdę żal powinno być pokazywanych w filmie mężczyzn. To oni żyją w niewoli seksualnych fantazji i zahamowań. Nie umieją spojrzeć na erotykę inaczej niż na sferę tabu. Hideko i Sook-hee imponują tym, że potrafią się otworzyć na pożądanie. Dopiąć swego. Również dlatego, że nie są idealne – bywają okrutne i czułe, piękne i wulgarne, sympatyczne i odpychające.

To wspaniały obraz, nie wulgarny, a skłaniający do myślenia. Określiłabym go jako przykład kina dla wymagających i gorąco zachęcam do obejrzenia.

Służąca. Reżyseria: Chan-wook Park; scenariusz: Seo-Gyeong Jeong, Chan-wook Park; obsada: Min-hee Kim, Tae-ri Kim, Jung-woo Ha, Jin-woong Jo i inni; zdjęcia: Chung-hoon Chung; muzyka: Yeong-wook Jo; gatunek: dramat; kraj: Korea Południowa; rok produkcji: 2016.

 

CHCESZ WIĘCEJ RECENZJI NAJNOWSZYCH FILMÓW? POLUB TĘ STRONĘ:

 

Mira Fecko Recenzent
Z filmem związana od dziecka, zrealizowała kilka autorskich projektów filmowych i z uwagą śledzi wszelkie nowości kinowe. Z pasją uczy się języków obcych, licząc że zostanie poliglotą. W wolnych chwilach tańczy salsę, komponuje, podróżuje, uprawia grafomanię i fotografuje, a swoją działalność uwiecznia na forach internetowych.