Bloodshot Odrodzenie: Wyspa Bloodshotów – recenzja

Wyspa Bloodshotów to czwarty tom serii Bloodshot Odrodzenie. Sam Bloodshot to jeden z bohaterów Uniwersum Valiant, trzeciego pod względem wielkości świata superbohaterów, który na polski rynek wydawniczy zawitał za sprawą wydawnictwa Kboom. Wyspa Bloodshotów stanowi bezpośrednią kontynuację tomu trzeciego.

Bohater, w którego świadomości powstał obraz świata przyszłości i jego wspólnej egzystencji z Magią, dziewczyną, którą uratował i w której się zakochał, budzie się ze snu. Znajduje się w dziwnym miejscu, niby schronie, po opuszeniu którego odkrywa tropikalny raj. Nic bardziej mylnego, wyspa na której się znalazł to nie tylko więzienie, ale i poligon doświadczalny, a on sam jest celem śmiercionośnej broni zwanej Deathmate.

Co ciekawe, na tej wyspie bohater nie jest sam. Szybko odkrywa, że wraz z nim uwięzieni zostali tu jego poprzednicy, prototypy, które przecierały drogi do jego doskonałości. Jest tu Bloodshot z drugiej wojny światowej, z Wietnamu, z wojny w Zatoce Perskiej, sowiecki żołnierz z czasów zimnej wojny, a także zarażony nanitami pies. Łączą swoje siły w powstrzymaniu śmiercionośnego przeciwnika. Sprawa jednak nie jest prosta, a jeszcze bardziej złożona jest historia tej broni i celu w jakim ma zostać wykorzystana. Projekt Duch, który stworzył Bloodshotów, nie zamierza na tym poprzestać.




Bloodshot Odrodzenie nadal utrzymuje wysoki poziom. Fabuła lekko przypomina film Edge of Tomorrow. Bohaterowie ścigani są przez praktycznie niepowstrzymanego wroga. Giną codziennie, są odradzani i kolejnego dnia ponownie podejmują bezskuteczną walkę. Pojedynek jest ekscytujący, przepełniony akcją i krwawą nawalanką. Lemire ma jednak pewną niespodziankę, którą zaskoczy każdego. Jest nią postać samej Deathmate i jej pochodzenie, a także cel jaki obierają twórcy projektu Duch, który będzie głównym wątkiem zapowiedzianego już Blooshot U.S.A.

Do rysowania tomu czwartego powraca Mico Suayan, który odpowiadał za grafikę dwóch pierwszych części. Jest ona realistycznie obłędna i brutalna zarazem. Wrażenie robi wykończenie i dopracowane szczegóły.

Twórcy na deser serwują również dwie historie z uniwersum Vailant. Jedną jest historia Bloodsquirta i wojny z jego rasą. Wątek na swój sposób ciekawy, ale nic nie wnoszący do głównej historii. Podobnie jak druga historia, ukazująca walkę drużyny superbohaterów z Anty-Beyonditorem. Można odnieść wrażenie, że jest to nawiązanie do Marvela i DC, a sam antagonista to połączenie Anty-Monitora i Beyndera.

Tom czwarty popycha samą fabułę mocno do przodu, lekko przystopowaną w Staroświeckim. Jest tu mnóstwo akcji i krwawych pojedynków. Niesamowita mieszanka postaci wspierana świetną historią, tajemnicą i kierunkiem, który obiera kolejna część. Świetna rozrywka dla dorosłych, szalona i zaskakująca.

Bloodshot Odrodzenie. Tom 4. Wyspa Bloodshotów
Twórcy: Jeff Lemire, Mico Suayan
Cykl: Bloodshot Odrodzenie
Uniwersum: Valiant
Wydawnictwo: Kboom
Gatunek: komiks, akcja, superbohaterowie
Data wydania: 31 stycznia 2020

 

za egzemplarz do recenzji dziękujemy Wydawnictwu KBOOM

 

CHCESZ WIĘCEJ RECENZJI NAJNOWSZYCH KOMIKSÓW? POLUB TĘ STRONĘ:

 

Tomasz Drabik Administrator

Radomianin z pochodzenia. Technolog żywności z wykształcenia. Pasjonat dobrego kina, lecz nie gardzi ciekawą książką. Uwielbia Pasikowskiego, Manna i Lehane.