Agnieszka Antosik. Indygo – recenzja

Indygo to najnowsza książka Agnieszki Antosik. Ukazała się ona na początku grudnia nakładem Wydawnictwa Novae Res. Autorka ma już na koncie powieść fantastyczną pt. Naznaczony. Tym razem zabiera czytelników do świata dramatu.

Bohaterem powieści Indygo jest Brayan Harris. Wydaje się, że chłopak ma wszystko – jest młody, bogaty i nadzwyczajnie utalentowany. Jego dłonie potrafią wyczarować za pomocą kartki i ołówka obrazy, które zachwycają nawet najbardziej oporne na piękno osoby. Przyszłość Brayana jawi się wspaniale. Ze wsparciem rodziców może podjąć studia, które niewątpliwie pozwolą mu iść w ślady ojca i zostać sławnym architektem.




Pomimo tej pozornej Idylli chłopak nie jest szczęśliwy. Jego relacje z rodzicami dalekie są od ideału. Na dodatek nastolatek notorycznie ląduje na komisariacie po kolejnych wybrykach pod wpływem alkoholu i narkotyków. Dzięki pomocy wpływowych rodziców za każdym razem udaje mu się uniknąć odpowiedzialności. Sytuacja zmienia się, gdy chłopak trafia na dołek pod zarzutem brutalnego gwałtu. Zostaje skazany na rok więzienia (wyrok jest tak nieprawdopodobnie niski z powodu kolejnej interwencji rodziców). Tym razem Brayan będzie musiał ponieść konsekwencje swojego zachowania.

Główny bohater na początku powieści był dla mnie postacią intrygującą. Nastoletni gwałciciel bez cienia wyrzutów sumienia wspomina to co zrobił, a jednak nocami śni o swojej ofierze. Wydaje się, że twarz pozbawionego skrupułów kryminalisty jest tylko maską, którą zakłada Brayan. Tylko po co? O wiele łatwiej byłoby mu przeżyć za kratami, gdyby się nie wychylał. Zwłaszcza że gwałciciele nie mają tam łatwego życia. Tymczasem zamiast położyć uszy po sobie chłopak prowokuje innych, wdaje się w bójki i kiedy tylko ma okazję, nadużywa narkotyków. Sytuacji nie poprawia nawet fakt, że bierze go pod swoje skrzydła współlokator, który wychodzi ze skóry, by zapewnić Brayanowi bezpieczeństwo. Ostatecznie chłopak spędza więc mnóstwo czasu w więziennym karcerze.

Powieść Indygo dzieli się na trzy części. Pierwsza z nich opisuje pobyt Brayana w więzieniu, druga jego życie po wyjściu na wolność, trzecia zaś obejmuje te dwa okresy i jest uzupełnieniem poprzednich części. Przyznam, że po kilkudziesięciu stronach opisu autodestrukcyjnego zachowania nastolatka na karty powieści wkradła się monotonia. Życie w więzieniu kojarzy mi się z niebezpieczeństwem oraz pewnego rodzaju subkulturą – dziwną, czasem prymitywną, ale i w pewien sposób fascynującą. W Indygo nie znajdujemy nic z tego. Zamiast opisu więziennej rzeczywistości mamy niezliczone jęki głównego bohatera z powodu migreny, bólu poobijanego ciała, utarczek słownych z irytującym współlokatorem, a także opisy jego kolejnych niezrozumiałych, agresywnych wybryków. I tak z intrygującego, Brayan dość szybko stał się irytujący.

Powrót do społeczeństwa po roku spędzonym w więzieniu mógłby być fascynującym tematem do opisania. Niestety potencjał ten także nie został wykorzystany przez autorkę. Brayan podobnie jak za kratami snuje się po mieście, właściwie marnując czas. Jedyną różnicą między pierwszą i drugą częścią powieści jest to, że tym razem dzięki swojemu „bratu” główny bohater ma nieograniczony dostęp do papierosów, alkoholu i narkotyków, jest więc właściwie przez cały czas pijany lub na haju. Trzecią częścią książki autorka uratowała moim zdaniem swoją powieść. Dzięki niej zachowanie Brayana nabiera wreszcie sensu. Czytelnicy mogą w końcu zrozumieć co dzieje się w jego głowie, dlaczego tak naprawdę dopuścił się gwałtu i czy rzeczywiście nie ma w związku z tym wyrzutów sumienia.

Do książki Agnieszki Antosik zabrałam się ze sporym entuzjazmem. Bardzo zachęcający opis wydawcy zapowiadał intrygującą i niebanalną historię, szykowałam się więc na wciągającą lekturę. Czy rzeczywiście taka była?

Niestety muszę przyznać, że Indygo jest powieścią bardzo nierówną. Momentami fabuła wciąga, ale zdarzają się też spore fragmenty historii, kiedy po prostu wieje nudą. Autorka nie skupiła się też zbytnio na opisie świata, w którym żyją bohaterowie powieści, przez co nie wydaje się on zbyt realistyczny. Ostatnim, ale i największym minusem Indygo jest dla mnie styl, w jakim powieść została napisana. Nadmiernie patetyczny, wydumany, a czasem kompletnie nieprzystający do realiów język (sposób wypowiadania się kryminalistów rodem z salonów) sprawia, że momentami trudno mi się było powstrzymać od przewracania oczami w czasie lektury.

Książka Agnieszki Antosik nie jest powieścią wybitną, ale ma także zalety. Nie zdradzając szczegółów przyznam, że po przeczytaniu ostatniej jej części nieco przychylniej spojrzałam na postać Bryana, która do tego momentu stała się już dla mnie niemal nieznośna. Niewątpliwie autorka Indygo miała ciekawy pomysł na fabułę, jednak potencjał ten nie został przez nią wykorzystany. Ostatecznie jednak zakończenie powieści może zaskoczyć niejednego czytelnika, skłaniając przy tym do przemyśleń, co zdecydowanie należy uznać za jej sporą zaletę.

Indygo
Autor: Agnieszka Antosik
Gatunek: Dramat, Literatura Piękna
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 4 grudnia 2019

CHCESZ WIĘCEJ RECENZJI NAJNOWSZYCH KSIĄŻEK? POLUB TĘ STRONĘ:

 

Agnieszka Satława Recenzent

Jako wielka fanka Harrego Pottera wciąż czeka na list z Hogwartu. W międzyczasie zaczytuje się w fantastyce, ale innymi gatunkami też nie gardzi. Nałogowo ogląda seriale DC. Uwielbia komiksy paragrafowe, a w planszówki może grać godzinami. Nigdy nie opuszcza nowej produkcji Marvela ani Disneya. Ma alergię na horrory.