Recenzja filmu „Lighthouse”

Na ekranach kin studyjnych w Polsce można jeszcze oglądać wyczekiwany przez miłośników horroru film Lighthouse w reżyserii Roberta Eggersa. Wciąż młody stażem reżyser zachwycił przed kilkoma laty swoim debiutanckim filmem – zimną, surową, zakorzenioną w folklorze Nowej Anglii Czarownicą. Teraz twórca oddaje w nasze ręce kameralny, skrojony pod dwóch aktorów dramat psychologiczny, w którym gęsta, sugestywna atmosfera grozy aż wylewa się z ekranu.




To historia dwóch mężczyzn, którzy zostają strażnikami latarni morskiej na odciętej od świata skalnej wyspie. Starszy, Tom, to były żeglarz. Zrzędzi, nadużywa alkoholu, panoszy się i rozdziela obowiązki, zrzucając wszystkie zadania na barki młodszego Ephraima. Sam spędza nocną zmianę na szczycie latarni, gdzie zamyka się na trzy spusty. Ephraim początkowo pokornie wykonuje polecenia i pozwala się traktować jak psa, z czasem jednak narasta w nim wściekłość na Toma, który ostatecznie obraca wszystko w żart, rozlewając alkohol i snując nieprawdopodobne opowieści z żywota na morzu. Obaj mają swoje sekrety, które nasilają się w miarę pobytu na wyspie. Lodowata sceneria, wielodniowa izolacja, samotność, dziwne wydarzenia i wreszcie nadużywanie alkoholu sprawiają, że w bohaterach narasta wściekłość i wyzwalają swoje najgorsze cechy.

Film Eggersa w pierwszej kolejności zabija klimatem. Czarno-biała klisza i niespotykany, nawiązujący do europejskiego kina lat 20. XX wieku format 19:16, a do tego hipnotyzujące opracowanie muzyczne i dźwiękowe kreują wyjątkową, oryginalną atmosferę niepokoju. Liczne statyczne ujęcia i sceny dialogowe kontrastują z momentami surrealistycznymi, rozgrywającymi się gdzieś pomiędzy jawą a snem – rozedrganymi, szarpanymi, ekspresjonistycznymi. To przedwojenne kino odzywa się nie tylko w samej konwencji obrazu, ale również w nadekspresyjnej grze aktorów. Willem Dafoe z teatralną manierą tworzy postać świadomie balansującą na granicy przerysowania, Robert Pattinson z kolei początkowo jest znacznie bardziej stonowany, ale w miarę upływu filmu również wielokrotnie pozwala sobie na szalone wręcz wybuchy. To dwie naprawdę świetne kreacje i same postaci.

To, co znakomicie ratuje Lighthouse od nadmiaru tej mrocznej, odpychającej wręcz atmosfery, to z kolei błyskotliwie wpleciony czarny humor, którego – jak na film o tak posępnym klimacie – jest naprawdę dużo. Tu szczególnie dają o sobie znać umiejętności pisarskie Roberta Eggersa i jego brata, Maxa, kiedy zawsze gdy wydaje się, że aktorzy zbliżają się do granicy absurdalnej wręcz powagi, twórcy potrafią w przezabawny sposób rozładować te momenty. Jest więc Lighthouse zupełnie niespotykaną w dzisiejszym kinie mieszanką autentycznego kina grozy, gęstej surrealistycznej atmosfery, konwencji ocierającej się o teatr i wreszcie wyraźnego czarnego humoru.

Jednocześnie pod względem treści film Eggersa posiada artystyczne ambicje bycia czymś więcej, niż jedynie psychologicznym horrorem o samotności i izolacji. Twórca śmiało korzysta z symboli, zaprasza widza do świata seksualnych, marynistycznych i, szerzej, intertekstualnych aluzji. Dość powiedzieć, że podczas seansu poczują się nieco jak u siebie miłośnicy H.P. Lovecrafta, ekspresjonizmu niemieckiego, Lśnienia Kubricka, Nosferatu Herzoga (którego kolejną wersję miał realizować właśnie Eggers), czy Davida Lyncha. Dostarcza więc również Lighthouse wciągającej zabawy ze znaczeniami. Zabawy, którą ciężko ostatecznie zakończyć satysfakcjonującym wynikiem, zabawy, w trakcie której część widzów skapituluje twierdząc, że nie wiedzą o czym właściwie jest ten film, a pozostali będą miesiącami snuli analizy i interpretacje, wymieniając się spostrzeżeniami w internecie.

Lighthouse Roberta Eggersa to film, o jaki coraz trudniej w dzisiejszym kinie. Z jednej strony to ściśle festiwalowy art house z ambicjami, w dodatku w niezwykle odważnej i niespotykanej konwencji wizualnej, a z drugiej – zakorzeniony w bardzo mainstreamowym dziś gatunku i korzystający z aktorów z hollywoodzkiej czołówki. Taka mieszanka daje naprawdę oszałamiający rezultat. I chociaż Eggers niemal cały film buduje na dorobku wielkich poprzedników, to jednak daje się poznać również jako świadomy artysta, potwierdzając ponadto, że jego doceniony debiut nie był dziełem przypadku.

Lighthouse; reżyseria: Robert Eggers; scenariusz: Robert Eggers, Max Eggers; obsada: Willem Dafoe, Robert Pattinson, Valeriia Karaman; gatunek: dramat, horror; kraj: Kanada, USA; rok produkcji: 2019; data polskiej premiery: 29 listopada 2019.

 

CHCESZ WIĘCEJ RECENZJI NAJNOWSZYCH FILMÓW? POLUB TĘ STRONĘ:

 

Damian Drabik Administrator

Rocznik 1992. Z wykształcenia historyk sztuki i kulturoznawca, z zamiłowania pożeracz filmów, książek i szeroko pojętej popkultury.