Recenzja filmu „Paradise Beach” od Netflixa

Minęło 15 lat od czasu zuchwałego napadu, którego dopuścił się Mehdi i jego ekipa. Podczas gdy jego brat i kumple cieszyli się ukradzioną forsą, układając sobie życie na Tajlandii, Mehdi trafił do pierdla. Teraz odwiedza dawnych przyjaciół, oczekując wynagrodzenia za odbycie kary i trzymanie gęby na kłódkę. Niestety, starzy kumple przekonują go, że stracili wszystkie pieniądze po tsunami. Teraz próbują prowadzić przynoszące nieduży zysk interesy. Brat Mehdiego musi oddawać większość obrotu szwagrowi. Bohater przejmuje klub od jednego ze znajomych i zamierza odzyskać swoją działkę pieniędzy. Będzie musiał się narazić zarówno przyjaciołom jak i miejscowym szychom.




Tak prezentuje się fabuła nowej propozycji Netflixa – Paradise Beach w reżyserii Xaviera Durringera. To francuskojęzyczna produkcja z rodzaju kina gangsterskiego, którego jedną z zalet są ciekawe i barwne tajskie plenery, w których rozgrywa się akcja. Twórcy wyraźnie nas do tego świata zapraszają, odwiedzając z kamerą nie tylko nocne kluby z tancerkami, w których przesiadują bohaterowie, ale i bajeczne plaże, uliczne zabawy i wiele więcej. Kolorowa, egzotyczna sceneria staje się tłem dla brutalnych porachunków.

W filmie ciekawy jest punkt wyjścia. Napad, którego nigdy na dobrą sprawę nie widzieliśmy i spotkanie jego członków po latach. Wzajemne animozje, żal, różnice charakterów. Pytanie: co tak naprawdę wydarzyło się podczas napadu? Czy ktoś z ekipy zdradził? Mogłoby wyjść z tego coś w rodzaju Wściekłych psów, gdyby nie drewniane aktorstwo i słabe dialogi. „Teraz konflikty rozwiązujemy przy stole” – mówi jeden z bohaterów. Ale nic ciekawego przy tym stole nie usłyszymy.

Na szczęście jest tu też trochę akcji i gangsterskich porachunków. Ostatecznie pozostaje pytanie, czy starzy przyjaciele pomogą Mehdiemu w rozwinięciu biznesu i rywalizacji z miejscowymi gangami, czy wypną się na niego, zmuszając do działania na własną rękę. W drugiej połowie film już wyraźnie się rozkręca, pojawiają się kolejne trupy, a w grę wchodzą niewygodne powiązania.

Paradise Beach to raczej rozczarowujące kino gangsterskie rodem z Francji – oparte na słabych kreacjach aktorskich i kulejącym scenariuszu, ale trzeba przyznać, że ma kilka niezłych akcentów – barwną tajską scenerię, odrobinę znośnej akcji i dramaturgii wynikającej z relacji między bohaterami. Problemem jest fakt, że cała historia poprowadzona jest jak po sznurku według podstawowych założeń, w rezultacie mamy do czynienia z dużą ilością schematów i sztucznie budowanych emocji.

Paradise Beach; reżyseria: Xavier Durringer; scenariusz: Xavier Durringer; obsada: Sami Bouajila, Tewfik Jallab, Hugo Becker; zdjęcia: Maerie Spencer; gatunek: thriller, akcja; kraj: Francja; rok produkcji: 2019; data polskiej premiery: 8 listopada 2019

 

CHCESZ WIĘCEJ RECENZJI NAJNOWSZYCH FILMÓW? POLUB TĘ STRONĘ:

 

Filmowy malkontent. W kinie docenia wyrazisty styl. Uwielbia kino Tima Burtona, Guillermo del Toro czy Wesa Andersona.