Recenzja serialu „I-Land” Netflixa. „Zagubieni” spotykają „Matrixa”

Kolejny weekend z Netflixem i nowe zapychacze ramówki – takie wrażenia mam po spotkaniu z serialem sci-fi Neila LaBute The I-Land. Oto historia grupy młodych ludzi, którzy budzą się na przepięknej, ale i niebezpiecznej wyspie – nie maja pojęcia, kim są, jak i dlaczego się tu znaleźli. Zupełnie pozbawieni pamięci muszą odkrywać strzępki otaczającej ich rzeczywistości i zacząć współpracować, żeby przetrwać. Nie jest to jednak proste, kiedy ścierają się ze sobą drastycznie różne charaktery, a każdy ma inny pomysł na zaistniałą sytuację.




Tak to brzmi w teorii, w praktyce jednak rzecz się ma znacznie słabiej. Głównie w kwestii tych ścierających się charakterów – bohaterowie są bowiem w większości płytcy i bylejacy, poza wyróżniającą się trójką: silną latynoską, która bierze sprawy w swoje ręce, pragnącym dominować przystojniakiem i złośliwą KC, pozostali nie mają praktycznie żadnego charakteru.

Scenariusz obfituje w głupoty i już od pierwszego odcinka razi niekiedy absurdami. Dość powiedzieć, że ludzie zupełnie pozbawieni pamięci, teoretycznie tylko przerażeni przedziwną sytuacją w jakiej się znaleźli – w praktyce zaczynają się całować i flirtować przy pierwszej możliwej okazji. Tak, tak, „nie wiem nawet jak się nazywam i dlaczego, do cholery, ktoś umieścił mnie z grupą obcych ludzi na wyspie, ale najważniejsze, żeby dobrze się bawić”.

Postaciom nie pomaga też straszliwie drewniane aktorstwo, a szczególnie w przypadku męskich bohaterów: Alex Pettyfer czy Gilles Geary bywają fatalni w swoich co bardziej dramatycznych momentach. Nieco lepiej prezentują się panie, choć też powiedzieć cokolwiek dobrego można jedynie o dwóch prowadzących: Natalie Martinez i Kate Bosworth, pozostałe aktorki nie mają zupełnie nic do grania.

The I-Land Netflixa to połączenie kilku znanych już pomysłów: na pewno troszkę będzie tu z Lostów, nieco z kultowego już Cube, a jeszcze trochę z Matrixa. Niestety twórcom wyraźnie brakuje tu rzemiosła, żeby te docenione już motywy zgrabnie połączyć w całość. Serial zabijają niski budżet i naprawdę kiepski, wypchany po brzegi głupotami scenariusz.

To, co zatrzymuje widza przy produkcji, to faktycznie kilka zwrotów akcji zupełnie weryfikujących ekranową rzeczywistość. Już po dwóch odcinkach niespodziewanie do gry wchodzi science-fiction, a tytułowa wyspa okazuje się czymś zupełnie innym, niż sobie wyobrażaliśmy. I do końca serialu twórcy będą chcieli nas zaskoczyć jeszcze kilkukrotnie. Raz lepiej, raz gorzej. Ale same fabularne twisty nie wystarczą, by tę mizerną produkcję obronić.


RECENZJE INNYCH SERIALI:

UNDONE

CARNIVAL ROW


The I-Land; reżyseria: Neil LaBute; obsada: Kate Bosworth, Natalie Martinez, Alex Pettyfer, Kyle Schmid, Kota Eberhardt, Gilles Geary, Sybilla Dean; muzyka: Rich Walters; zdjęcia: Walt Lloyd; serial, sci-fi; rok produkcji: 2019; data premiery: 12 września 2019.

 

CHCESZ WIĘCEJ RECENZJI NAJNOWSZYCH SERIALI? POLUB TĘ STRONĘ:

 

Filmowy malkontent. W kinie docenia wyrazisty styl. Uwielbia kino Tima Burtona, Guillermo del Toro czy Wesa Andersona.