Inkub. Artur Urbanowicz – recenzja

Inkub, w demonologii opisywany jako złośliwy duch zniewalający kobiety podczas snu. Najczęściej przedstawiany jest jako postać z rogami, poruszająca się na koniu. Stosunek z nimi musiał  być w przeszłości utrzymywany w tajemnicy, gdyż kontakty ze sługami Szatana były karane śmiercią.

Do Jodoziorów, malutkiej wioski na Suwalszczyźnie, sprowadza się w latach siedemdziesiątych pewna elegancka starsza kobieta. Mieszkańcy od początku podchodzą do niej z rezerwą, która narasta wraz z ilością nieszczęść dotykających ich domostwa. Skala tych wydarzeń sprawia, że niejedna kobieta staje się podejrzana o bycie czarownicą… Rozpoczyna się regularne polowanie. Czy prawdziwa czarownica zostanie złapana? Ile ludzi będzie musiało zginąć, zanim ktoś dotrze do prawdy?

Historię złej czarownicy z Jodoziorów poznajemy dwutorowo. Narracja z lat siedemdziesiątych uchyla rąbka tajemnicy, natomiast współczesna ukazuje w jaki sposób policja prowadzi śledztwo i poznaje historię z różnych perspektyw. Z początku ten zabieg wyprowadza z równowagi, jednak po jakimś czasie zaczyna mieć sens. Opisywanie tej wyczerpującej historii z jednej perspektywy sprawiłoby, że książka wiele by straciła i stała się płytka. Śledząc losy bohaterów nam współczesnych i tych starszych, autor mimowolnie angażuje czytelnika w prywatne śledztwo prowadzone przez młodego policjanta. Nie nastawiajcie się jednak na to, że w mig rozgryziecie zagadkę, o nie! Urbanowicz na ostatnich stronach wyciąga asa z rękawa. Wszystko, co do tej pory wydawało się oczywiste, nagle zostaje wyrzucone do kosza. Uwielbiam takie zwroty akcji. Dzięki nim książki pozostawiają po sobie piorunujące wrażenie.

Inkub jest rasową powieścią grozy. Starzy wyjadacze mogą z początku kręcić nosem. Historia rozwija się powoli, uczucie niepokoju nie towarzyszy bohaterom od początku. Książka ma ponad 700 stron, więc Urbanowicz miał możliwość na powolne, lecz zauważalne, budowanie napięcia. Czytając ostatnie rozdziały szczerze się bałam. Z pewnością nie pomagało czytanie późnym wieczorem…

Autor ma talent do prowadzenia długich narracji. Objętość książki sugerowałaby nudniejsze fragmenty, czy też po prostu zbędne. W tej powieści nie ma czasu ani miejsca na nudę. Historia jest podzielona na trzy księgi, z których pierwsza jest naturalnie wprowadzeniem do całości. Pojawia się w niej wielu bohaterów, większość na moment, szybko się o nich zapomina. Na szczęście Urbanowicz nie pozwala im pójść w zapomnienie, gdyż w ostatniej księdze każdy z nich ma wkład w rozwiązanie mrożącej krew w żyłach zagadki.

Ciekawym elementem jest wplecenie wątku romantycznego. Groza i romantyzm to bardzo zaskakujące połączenie. Przez wiele stron czytamy wewnętrzne wynurzenia Vytautasa na temat jego braku szczęścia w miłości. Z początku było to nawet urocze. Jak to kobieta, lubię czytać o mężczyznach, którzy otwarcie przyznają się do słabości. Potem było tylko przytłaczająco. Wynurzenia policjanta zaczęły być męczące, a jego postawa wołała o pomstę do nieba. Trzeba działać, a nie tylko gadać! miałam ochotę na niego nakrzyczeć. Odetchnęłam z ulgą, gdy powieść ponownie wtoczyła się na poprzednie tory.




Artur Urbanowicz w najnowszym dziele w fascynujący sposób opisuje jak działa ludzka psychika w styczności z nieznanym i śmiertelnie przerażającym. W obliczu nieznanego nawet najtwardszy mężczyzna traci zmysły. Najmniejsze odchylenie od normalności wzrasta do rangi paranormalnej. Czasem prowadzi to do tragicznych skutków, z którymi musi zmierzyć się nie tylko policjant Vytautas, ale też niewinni mieszkańcy wioski.

Inkub to nie jest lektura na jeden wieczór. Trzeba się w nią gryźć, a potem dawkować, żeby w pełni zrozumieć zawiłą zagadkę. Powieść jest zaskakująca, napisana w fantastycznym gawędziarskim stylu. Można nie brać jej na poważnie, jednak posłowie autora przyprawia o ciarki. Okazuje się, że wiele elementów zostało opartych o prawdziwe wydarzenia. Uważajcie więc, bo może w którejś z mniejszych mieścin zamieszkała czarownica. Strzeżcie się, może nią być każdy.

Inkub
Autor: Artur Urbanowicz
Gatunek: powieść grozy
Wydawnictwo: Vesper
Data premiery: Kwiecień 2019

 

 

za egzemplarz do recenzji dziękujemy Wydawnictwu Vesper

 

 

CHCESZ WIĘCEJ RECENZJI NAJNOWSZYCH KSIĄŻEK? POLUB TĘ STRONĘ:

 

Monika Salamucha Recenzent

W Prima Aprilis 2018 roku postanowiła, że zakłada bloga książkowego, czym zaskoczyła samą siebie. Z wykształcenia filolog angielski, więc nawet na studiach otaczała się literaturą. Z całego serca kocha różnorodną fantastykę, ale nie pogardzi też dobrym romansem, czy kryminałem. Jej hobby, poza czytaniem, to gry komputerowe i planszowe oraz grafika komputerowa, którą para się amatorsko.