Zabij albo Zgiń #4 – recenzja

Zabij albo Zgiń, jedna z bardziej intrygujących serii komiksowych ostatnich lat, dobiega finału. Historia Dylana, samotnego mściciela, który musi decydować o życiu innych, przez cały czas oferowała mnóstwo bezkompromisowej rozrywki. Ostatni, czwarty tom, mimo że również stanowi w pierwszej kolejności satysfakcjonującą zabawę, oferuje czytelnikom także brawurową psychologiczną grę.

W poprzedniej części twórcy zmusili czytelnika do głębszego zastanowienia się nad prawdziwością wizji Dylana. Choć nie dali jednoznacznych odpowiedzi, to wyraźnie zasugerowali, że jednak chłopak może być szalony. Jedno jest pewne, stan w którym pogrąża, nie wpływa na jego życie pozytywnie. Choć jego relacje nadal układają się całkiem nieźle, to przeszywająca go podejrzliwość, a wręcz paniczne zachowania, sprawiają że ląduje w zakładzie psychiatrycznym.

Nie jest to dla niego łatwa sytuacja, z drugiej strony jednak to olbrzymie brzemię, które w sobie nosi, zaczyna być coraz lżejsze. Nawet w przyznaniu się do popełnionych zabójstw zaczyna upatrywać ukojenia. Niestety naśladowca, który działa w jego imię, sprawia że nie zostaje potraktowany poważnie. A może tak naprawdę szaleństwo ogarnęło go do tego stopnia, że sam wmówił sobie że jest zamaskowanym mścicielem? Twórcy jak zwykle nie dadzą nam żadnych oczywistych odpowiedzi, a przeciwnie – delikatne sugestie i wysublimowana gra z odbiorcą sprawiają, że łatwo sami damy się wciągnąć w szaleństwo tej brutalnej i enigmatycznej historii.




W czwartym tomie w dalszym ciągu rozwija się sam bohater. Już w poprzednim tomie zaobserwowaliśmy ogromne zmiany w charakterze Dylana. Teraz również jest to mocno zaakcentowane. Bohater prowadzi ze sobą wewnętrzną konfrontację. Chęć przyznania się do winy staje na przeciw pragnieniu przeciwstawienia się złu i niesprawiedliwości tego świata. A to zło jest bardzo mocno zaakcentowane w każdej części. W tej również przybiera postać z krwi i kości w postaci  jednego z pielęgniarzy.

Dopełnieniem fabuły jest szata graficzna. Układ, kolory, dbałość o detale, a całość okraszona mrocznym, smutnym i melancholijnym klimatem. Te elementy idealnie wkomponowują się w diabelnie intrygującą, aczkolwiek smutną historię. Poszczególne kadry potrafią wzbudzać lęk, a zarazem zmuszają do zastanowienia, czy świat jest naprawdę taki zły. Angażują czytelnika i przyprawiają o gęsią skórkę.

Czwarty  tom jest satysfakcjonującym i fascynującym zwieńczeniem serii. Poszczególne elementy zbierają się w jednolitą całość, a finał choć może lekko przewidywalny, to jednak w pełni dopracowany. Jednak najważniejsze jest to, że historia, nawet pomimo braku oryginalności, jest na tyle przemyślana, że nie pozwala się od niej oderwać. Wciąga nie tylko bezkompromisowa rozrywką, ale i mnóstwem tajemnic i niedopowiedzeń. To jest najlepsze, że każdy z czytelników może mieć swój punkt widzenia na tę historię, bo twórcy nie mówią otwarcie, czy bohater był szalony czy opętany, a może sam sobie to wszystko wymyślił.

Zabij albo zgiń
Scenariusz: Ed Brubaker
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Rysunki: Sean Phillips, Elizabeth Breitweiser
Gatunek: Sensacja
Wydawnictwo: Non Stop Comics

 

 

Komiks można zakupić na stronie Non Stop Comics

 

https://nonstopcomics.com

 

CHCESZ WIĘCEJ CIEKAWYCH RECENZJI KOMIKSÓW? POLUB TĘ STRONĘ:

 

Tomasz Drabik Administrator

Radomianin z pochodzenia. Technolog żywności z wykształcenia. Pasjonat dobrego kina, lecz nie gardzi ciekawą książką. Uwielbia Pasikowskiego, Manna i Lehane.